Autor Wątek: Synod Rzymski a Sobór Watykański II  (Przeczytany 5819 razy)

marost

  • Administrator
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 233
  • Reputacja: +0/-0
Synod Rzymski a Sobór Watykański II
« dnia: 2013-02-17 22:03:38 »

Benedykt XVI w dniu 16/02/13, podczas pożegnalnego spotkania z rzymskimi księżmi nawiazal do Synodu Rzymskiego (1959)
     Przypominam sobie, ze Synod Rzymski postrzegany był jako negatywny model (dla SWII). Mówi się - nie wiem czy jest to prawda - obrady synodu mialy polegać na tym, że w bazylice Sw Jana odczytywano wczesniej opracowane teksty, które uczestnicy synodu przyjmowali przez aklamacje  - poprostu oklaskami.
Ostatecznie, biskupi powiedzieli: nie, nie bierzmy z nich przykladu. My jesteśmy biskupami, to my jesteśmy podmiotem synodu; chcemy nie tylko zatwierdzac, przyjmowac do wiadomosci to co wczesniej zostało opracowane ale chcemy być  autentycznym podmiotem, chcemy stanowic o Soborze.
I tak...- nawet kard Frings znany z absolutnej, skrupulatnej wiernosci Ojcu Swietemu powiedział wtedy: Tutaj pelnimy inne funkcje. Papież wezwal nas abysmy byli jako  Ojcowie, abysmy stanowili sobór ekumeniczny i chcemy te role wypelnic.
Taka postawa zapanowala od pierwszego dnia Soboru.


Prof. Ameiro w swojej książce IOTA UNUM pisze: "na temat Synodu rzymskiego praktycznie nie ma  dokumentow".

O "paradoksalnym" zakończeniu Soboru - między innymi, jak już  wyjaśniłem, w zestawieniu z tym, co charakteryzowało jego fazę  przygotowawczą - świadczą nie tylko dokumenty końcowe, lecz również  następujące, istotne fakty:

-  chybione prognozy papieża oraz tych, którzy zajmowali się  przygotowaniami do Soboru;
 -  nieskuteczność pierwszego Synodu Rzymskiego zwołanego przez Jana XXIII,  a który był wstępem do Soboru;
-  niemal natychmiastowe zniweczenie Konstytucji Apostolskiej Veterum  sapientia określającej, jak powinno wyglądać oblicze kulturowe Kościoła  i Soboru.

Papież Jan XXIII, który wyobrażał sobie Sobór jako wielki akt odnowy  Kościoła oraz szansę na jego usprawnienie funkcjonalne, sądził, że  dołożył wszelkich starań, by tak się istotnie stało i miał nadzieję, że  uda mu się doprowadzić do zakończenia Soboru w ciągu kilku miesięcy [48] -  mniej więcej tak, jak było w przypadku pierwszego Soboru Laterańskiego w  1123 r. (za Kaliksta II), gdy trzystu biskupów zakończyło obrady po  dziewiętnastu dniach, czy w przypadku drugiego Soboru Laterańskiego w  1139 r. (za Innocentego II) z udziałem tysiąca biskupów, który trwał  siedemnaście dni.

  Przygotowania do Soboru trwały w umysłach progresywistycznych od lat i wykorzystywano różne środki, w tym dokumenty papieskie najwyższej rangi. Np.
W ogłoszonej we wrześniu 1959 roku Encyklice o modlitwie różańcowej Grata Recordatio, Encyklice mającej piękne fragmenty i na pierwszy rzut oka brzmiącej bardzo tradycyjnie, końcowe zdanie niejako tłumaczy jej intencje. Jan XXIII pisze:

Niech Kościół okaże się w całej swej czystości

20. Przed zakończeniem tej encykliki wzywamy Was, Czcigodni Bracia, do odmawiania ze specjalną pobożnością różańca również i na tę intencję, która Nam tak bardzo leży na sercu, aby Synod Rzymski stał się owocny i zbawienny dla Naszego miasta Rzymu i aby przyszły Sobór Powszechny, w którym przez swoje rady weźmiecie udział, mógł stać się dla Kościoła wspaniałym stwierdzeniem, że silna odnowa wszystkich cnót chrześcijańskich, czego się po nim spodziewamy, posłuży za zaproszenie i dodanie odwagi dla wszystkich tych Braci i Synów, którzy pozostają oddzieleni od tej Stolicy Apostolskiej.


Tymczasem Sobór Watykański II rozpoczął się 11 października 1962 r., a  zakończył 8 grudnia 1965 r. - co oznacza, że trwał nieprzerwanie trzy  lata. Niespełnienie się owych przewidywań wynikało z fiaska Soboru,  który został przygotowany: w jego miejsce powstał Sobór różny od  pierwszego. Powstał niejako "samorodnie", autogenicznie, jak  powiedzieliby starożytni Grecy.

Pierwszy Synod Rzymski był pomyślany i zwołany przez Jana XXIII jako  uroczysty akt przedwstępny, prefiguracja tego, co miało wydarzyć się na  Soborze generalnym. Dosłownie tak to określił on sam w swoim  przemówieniu do duchowieństwa i wiernych z 29 czerwca 1960 r.
Wszyscy  zdawali sobie wówczas sprawę, że znaczenie tego Synodu wykracza daleko  poza granice diecezji rzymskiej. Przyrównywano go do synodów zwołanych  przez Karola Boromeusza przed Soborem Trydenckim. Była to zarazem okazja  do "odkurzenia" starego powiedzenia, że cały świat katolicki jest  wzorowany na partykularnym kościele rzymskim. O tym, że w zamyśle  papieża Synod Rzymski miał stanowić przykład ukazujący drogę tym, którzy  wezmą udział w Soborze, świadczy również fakt, że Jan XXIII polecił  bezzwłocznie przetłumaczyć łacińskie dokumenty Synodu na język włoski i  na inne najważniejsze języki.

Dokumenty Synodu Rzymskiego, zatwierdzone w dniach 25, 26 i 27 stycznia  1960 r., stanowiły wyraźny powrót do tego, co jest samą istotą Kościoła.  Nie mam w tym przypadku na myśli jego istoty nadprzyrodzonej, której tak  czy inaczej żadna siła nie jest w stanie naruszyć, lecz jego istotę  historyczną. By posłużyć się językiem Machiavelliego, chodzi o "powrót  instytucji do jej zasad". Synod proponował radykalną restaurację we  wszystkich wymiarach życia Kościoła.

Propozycje dotyczące dyscypliny  duchowieństwa były oparte na tradycyjnych wzorcach wypracowanych podczas  Soboru Trydenckiego, a w szczególności na dwóch zasadach:

- Pierwsza z  nich dotyczy szczególnej natury osoby konsekrowanej, która otrzymuje  nadprzyrodzony charyzmat pełnienia dzieł Chrystusa. Tym samym jest ona  wyraźnie wyodrębniona z laikatu ("sacrato" oznacza oddzielony).

- Druga  zasada, wynikająca z pierwszej, to zasada ascetycznego wychowania oraz  ducha ofiary -co odróżnia duchowieństwo od laikatu jako zbiorowość, choć  indywidualnie także osoby świeckie mogą wieść życie ascetyczne.

Przeto  Synod zalecał osobom duchownym styl życia wyraźnie odróżniający się od  stylu laikatu. A wymaga on m.in. noszenia stroju duchownego,  umiarkowania w jedzeniu, powstrzymywania się od brania udziału w  publicznych widowiskach, stronienie od zajęć świeckich.

Tym samym  została ponownie podkreślona specyfika całej "formacji" osób duchownych,  co rok później papież jeszcze raz uroczyście potwierdził w Konstytucji  Weterum sapientia.

Polecił on też ponowne wydanie Katechizmu Soboru  Trydenckiego, co niestety nie zostało wykonane. Dopiero w 1981 r. ukazał  się jego przekład we Włoszech, nota bene z inicjatywy prywatnej (OR z 5-6  lipca 1982).

Nie mniej istotne wydają się regulacje Synodu dotyczące liturgii. 
Potwierdzono uroczyście obowiązkowy charakter łaciny,
potępiono wszelką  kreatywność celebransa, mogącą powodować zdegradowanie czynności  liturgicznych, a więc czynności sprawowanych wobec ludu Bożego z  ramienia Kościoła, do rangi nabożeństw prywatnych.

Podkreślono obowiązek  bezzwłocznego ("quamprimum") chrzczenia nowonarodzonych dzieci.

Przypomniano o zalecanym, tradycyjnym kształcie i usytuowaniu  tabernakulum.

Zalecono kultywowanie śpiewu gregoriańskiego oraz  postanowiono, że nowe pieśni kościelne tworzone przez lud wymagają  zatwierdzenia przez biskupa ordynariusza.

W myśl dokumentów Synodu  należy wyeliminować z kościołów wszelkie elementy świeckie. W związku z  tym nie powinny się tam odbywać widowiska i koncerty; powinno się też w  nich zakazać sprzedaży druków i obrazów, robienia zdjęć i zapalania  świec przez wiernych, którą to czynność należy pozostawić kapłanom. 

Dawne rygory dotyczące sposobu obchodzenia się ze sferą sacrum powinny  objąć też -jak podkreślono - miejsca konsekrowane, wobec czego należy  przywrócić zakaz przebywania kobiet w prezbiterium.
Wreszcie ołtarz  usytuowany w taki sposób, że kapłan stoi twarzą do wiernych, jest  dopuszczalny jedynie w drodze wyjątku: udzielenie takiej dyspensy leży w  gestii biskupa diecezjalnego.

Któż by nie widział tego, że owe radykalne wskazania Synodu na rzecz  powrotu do dyscypliny zostały rychło przekreślone przez Sobór, i to  nieomal punkt po punkcie.

  Ks  Czajkowski powiedział: "Pamiętaliśmy niedawny Synod Rzymski, na którym dyskutowano o kształcie  butów i kapeluszy dla księży" (http://www.tygodnik.com.pl/numer/2707/makowski.html

W ten oto sposób Synod Rzymski, który miał być  poniekąd prefiguracją i "szablonem" dla Soboru, popadł w ciągu zaledwie  kilku lat w całkowite zapomnienie, czy też raczej został świadomie  wymazany z pamięci[49].
Powyższą konstatację zilustruję czymś, co mnie  samemu się przytrafiło: otóż szukałem w bibliotekach Kurii i w archiwach  diecezjalnych jakichkolwiek dokumentów Synodu Rzymskiego. Na próżno!  Musiałem w końcu wypożyczać je ze świeckich bibliotek publicznych[50].
_____________________________________
48 Wynika to z positio, czyli tezy figurującej w materiałach fazy  wstępnej procesu beatyfikacyjnego Jana XXIII, o której dowiedział się  dziennikarz F. d'Andrea wskutek czyjejś niedyskrecji (por. Il Giornale  Nuovo z 3 stycznia 1979). Ale wynika to również ze słów samego papieża  wypowiedzianych na audiencji generalnej z 13 października 1962 r.:  wyraził on wówczas nadzieję, że Sobór będzie mógł się zakończyć przed  Bożym Narodzeniem.

49  W OR z 4 czerwca 1981 r. ukazał się artykuł utrzymany w duchu  "loąuimini nobis placentia". Napisano w nim, że dzieło odnowy Kościoła  zostało zapoczątkowane przez Jana XXIII. Droga do tej odnowy wiodła  przez Synod rzymski i przez Sobór, przy czym "oba ostatecznie stopiły  się w jedno". Owszem - pod warunkiem, że "stopienie się" oznacza  "unicestwienie". Trzeba tu podkreślić, że w dokumentach soborowych nie  pojawia się ani jedna, choćby najmniejsza wzmianka o Synodzie.

50  Prima Romana Synodus, A.D. MDCCCCLX, Typ. Polyglotta Vaticana, 1960.