Autor Wątek: Soborowy grzech pierworodny  (Przeczytany 2285 razy)

marost

  • Administrator
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 233
  • Reputacja: +0/-0
Soborowy grzech pierworodny
« dnia: 2013-03-06 14:41:01 »
9 lutego 2013 r. watykanista Aleksander (Sandro) Magister na swojej stronie internetowej opublikował recenzję mającej się wkrótce ukazać książki pt. l domani – terribile o radioso? – del dogma (‘Przyszłość dogmatu – straszna czy świetlana?’) autorstwa prof. Henryka Marii Radaellego(ucznia Romana Ameria, autora Iota Unum ). W swojej książce prof. Radaelli cytuje fragmenty dotąd niepublikowanych notatników ks. Divo Barsottiego (1914–2006), cenionego autora kilku prac z dziedziny duchowości, który sformułował mocną krytykę II Soboru Watykańskiego. Ks. Barsotti napisał m.in: „Sobór wprawił mnie w konsternację: nadmiar dokumentów, ich długość, często ich język – to właśnie mnie przeraża. Istnieją dokumenty, które bardziej świadczą o czysto ludzkiej pysze i nadmiernej pewności siebie aniżeli o prostej pewności wiary. Ale przede wszystkim jestem oburzony zachowaniem teologów”.
 
Henryk Maria Radaelli

I dalej: „Sobór jest najwyższym wyrazem Magisterium i jego zwołanie może być uzasadnione tylko w przypadku najwyższej konieczności. Czyż obecna niezwykle poważna sytuacja Kościoła nie wynika właśnie z lekkomyślności, jaką była chęć wystawiania Boga na próbę? Czyż nie istniało, być może, pragnienie, aby przymusić Boga, by przemówił, gdy nie zachodziła ta najwyższa konieczność? Czy nie tak to się odbyło? Usprawiedliwienie zwołania Soboru, który miał odmienić wszystko, wymagało, aby episkopat – a jeśli nie on, to teologowie – mieli pewność, że wszystko idzie źle i że jest to stan chroniczny”.

I jeszcze: „Nic nie wydaje mi się bardziej poważne, w przeciwieństwie do świętości Boga, niż pycha duchownych, którzy z czysto diaboliczną dumą wierzą, że mogą manipulować prawdą, którzy ośmielają się odnawiać Kościół i ratować świat bez odnawiania samych siebie. W całej historii Kościoła nie ma niczego, co można by porównać z ostatnim soborem, podczas którego katolicki episkopat uwierzył, że może odnowić wszystkie rzeczy nie będąc posłusznym niczemu innemu niż własna duma, bez wysiłku świętości, otwarcie przeciwstawiając się prawom Ewangelii, która wymaga od nas uznania, że człowieczeństwo Chrystusa było instrumentem wszechmocnej miłości, która zbawia przez Jego śmierć”.

Z tych wypowiedzi ks. Barsottiego Magister wysnuwa dwie refleksje:

  • zarzuty te pochodzą od osoby mającej głęboko teologiczne spojrzenie, cieszącej się opinią świętości, w pełni posłusznej Kościołowi;
  • zarzuty nie są skierowane przeciwko błędom, jakie nastąpiły po soborze, lecz przeciwko soborowi jako takiemu.
Podsumowując argumentację książki prof. Radaellego, Aleksander Magister pisze, że według autora obecny kryzys Kościoła nie jest rezultatem błędnej aplikacji postanowień soboru, ale grzechu pierworodnego popełnionego przez sam sobór. Za ten pierworodny grzech autor uznaje rezygnację z języka dogmatycznego – właściwego wszystkim wcześniejszym soborom potwierdzającym prawdy i potępiającym błędy – i zastąpienie go nowym, niejasnym językiem „duszpasterskim”.

Magister pisze dalej: „Niektórzy mówią – na co wskazuje Radaelli – że nawet uczeni o orientacji progresywnej dostrzegają w tym duszpasterskim języku przełomową i charakterystyczną innowację ostatniego soboru. Niedawno znalazło to swoje potwierdzenie na przykład przez jezuitę, ks. Jana O’Malleya, w jego cieszącej się popularnością książce ztytułowanej What Happened at Vatican II (‘Co się wydarzyło podczas II Soboru Watykańskiego’). Ale o ile ks. O’Malley i [inni] postępowcy przyjęty przez sobór nowy język oceniają zupełnie pozytywnie, o tyle dla Radaellego, dla Roberta de Mattei, a także dla innych przedstawicieli myśli tradycjonalistycznej (a przed nimi jeszcze Romana Ameria) język duszpasterski jest przyczyną wszelkiego zła. Ich zdaniem sobór zupełnie błędnie uznał, że posłuszeństwo należne nauczaniu dogmatycznemu Kościoła dotyczy również języka duszpasterskiego, w ten sposób podnosząc go do rangi nie ulegających kwestii „super-dogmatycznych” twierdzeń i argumentów pozbawionych rzeczywistej podstawy dogmatycznej, i o których mówi się za to, że można i wręcz należy poddawać je krytyce i zastrzeżeniom.

W tych dwóch przeciwstawnych językach – dogmatycznym i duszpasterskim – Radaelli upatruje przyczyny pojawienia się i wydzielenia „niemal dwóch Kościołów”, które Magister syntetyzuje w ten sposób: W pierwszej kolejności ten łączący najbardziej konsekwentnych tradycjonalistów (zalicza do niego również „lefebrystów”), będących w pełni „katolikami dzięki doktrynie i obrządkowi” oraz „posłuszeństwu wobec dogmatu”, nawet jeśli są nieposłuszni papieżowi w sprawach, za które zostali ekskomunikowani przed 25 laty. Jest to Kościół, który właśnie ze względu na swojąwierność dogmatom „odrzuca Vaticanum II jako zbiór całkowitego zerwania z Tradycją”. Do drugiego Kościoła Radaelli przyporządkowuje wszystkich innych, czyli niemal wszystkich biskupów, kapłanów i wiernych, w tym obecnego papieża. Jest to Kościół, który wyrzekł się języka dogmatycznego i „we wszystkim jest córką II Soboru Watykańskiego, ogłaszając – nawet w sposób najbardziej uroczysty, ale nigdy nie podając na to dowodów – że, chociaż wprowadzono pewne reformy, to zachowuje zupełną ciągłość z Kościołem przedsoborowym”. W czym Radaelli widzi możliwość uleczenia tego podziału? W jego ocenie „to nie ten Kościół posłuszny dogmatowi musi jeszcze raz podporządkować się papieżowi”, lecz „to raczej ten posłuszny papieżowi musi jeszcze raz podporządkować się dogmatom”. I dalej Magister cytuje: „To nie Ecône musi podporządkować się Rzymowi, ale Rzym niebu – każda trudność dzieląca Ecône i Rzym zostanie przezwyciężona dopiero po powrocie Kościoła do języka dogmatycznego, który jest ku temu odpowiedni”.

Radaelli zakłada, że dla osiągnięcia tego celu potrzebne są dwie rzeczy:
  • zagwarantowanie „lefebrystom” przez Rzym prawa do celebrowania Mszy i szafowania sakramentów wyłącznie według rytu św. Piusa V;
  • posłuszeństwo wymagane wobec postanowień II Soboru Watykańskiego zostanie ograniczone do ram wynikających z jego „fałszywie duszpasterskiego” języka, a zatem, że będzie podlegać krytyce i zastrzeżeniom.

Ale zanim to nastąpi – dodaje Radaelli – musiałyby zostać spełnione dwa inne postulaty:

  • pierwszy, wysunięty w grudniu 2011 r. przez biskupa Astany w Kazachstanie, Atanazego Schneidera, a mianowicie publikacja przez apieża pewnego rodzaju nowego Syllabusa , który potępiłby wszystkie „błędy współczesności”;
oraz
  • wcześniej już wysuwany przez teologa Brunona Gherardiniego wobec najwyższego Magisterium Kościoła, mianowicie „rewizja dokumentów soborowych i orzeczeń Magisterium z ostatniego półwiecza” pod kątem „zgodności z Tradycją”.

Magister wyciąga z tej analizy prof. Radaellego następujące wnioski: „Takie postawienie sprawy każe sądzić, że pojednanie pomiędzy lefebrystami i Kościołem Rzymskim nie będzie ani proste, ani szybkie. Potwierdza to obecny impas w negocjacjach pomiędzy obiema stronami, który trwa od wielu miesięcy. Ale nawet w stosunkach z tradycjonalistami, którzy pozostali w jedności z Kościołem – od Radaellego, przez de Mattei do Gherardiniego – rozdźwięk jest coraz większy. Już nie ukrywają swego rozczarowania pontyfikatem Benedykta XVI, z którym początkowo wiązali pewne nadzieje. W ich ocenie jedynie decydujący zwrot ku wypowiedziom dogmatycznym w nauczaniu papieża i biskupów może zwrócić Kościół z powrotem na właściwą ścieżkę, a w rezultacie przynieść korektę wszystkich błędów szerzących się dzięki duszpasterskiemu językowi soboru”.

Na stronach swej książki Radaelli wymienia następujące błędy, które nazywa „prawdziwymi herezjami we właściwym tego słowa znaczeniu”: „kolegialność, ekumenizm, synkretyzm, irenizm (zwłaszcza ukierunkowany na protestantyzm, islam i judaizm), zmiana «doktryny zastąpienia» synagogi przez Kościół «doktryną dwóch równoległych dróg zbawienia», antropocentryzm, osłabienie nauczania o rzeczach ostatecznych (tj. o otchłani i piekle), porzucenie prawidłowej teodycei (co prowadzi do wzrostu ateizmu jako «ucieczki od złego Ojca»), utrata znaczenia grzechu i łaski, liturgiczna dedogmatyzacja, porzucenietradycyjnej symboliki (wł. aniconologia ), zafałszowanie rzeczywistego znaczenia pojęcia wolności religijnej (…)”.

Książka Henryka Marii Radaellego, wydana przez oficynę Aurea Domus, została opatrzona wstępem brytyjskiego filozofa Rogera Scrutona, któremu towarzyszą trzy komentarze autorstwa bp. Mariana Oliveriego – ordynariusza diecezji Albenga-Imperia, prałata Brunona Gherardiniego oraz dziennikarzy Aleksandra Gnocchiego i Mariana Palmaro.

(źródło:"bibula.com", 15 lutego 2013).