Autor Wątek: DEKLARACJA KOLOŃSKA.  (Przeczytany 4359 razy)

marost

  • Administrator
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 236
  • Reputacja: +0/-0
DEKLARACJA KOLOŃSKA.
« dnia: 2013-03-19 19:50:35 »
Deklaracja Kolońska.

       "Cierń w stopie Watykanu" - Deklaracja Kolońska okazała się kolejnym mglistym epizodem. Skierowana przeciwko "centralizmowi rzymskiemu" podpisana 6 stycznia 1989r. w Kolonii nie powodując zbyt dużej wrzawy medialnej. Zebranych około 500 teologów - inaczej mówiąc: pięciuset profesorów uniwersyteckich wydziałów teologii, seminariów... zdecydowana większość intelektualistów katolickich tego okresu wypowiedziała się za wprowadzeniem szeregu reform w Kościele katolickim w trybie pilnym.      
       Spośród znanych postaci, na liście sygnatariuszy widniały nazwiska: Edward Schillebeeckx, Johann Baptist Metz, Hans Küng, Norbert Greinacher, Ottmar Fuchs.
Deklaracja w głównej mierze podejmowała tematykę wiarygodności Ewangelii w aspekcie świadomości społeczeństw współczesnego świata, która to w mniemaniu sygnatariuszy deklaracji  została z upływem czasu podważona na skutek różnorodnych poczynań hierarchii katolickiej jak np. mianowanie biskupów przez JPII bez brania pod uwagę sugestii w tym względzie ze strony Kościołów lokalnych, ignorując należne im w tej materii prawo, co jest sprzeczne z tradycją katolicką zgodnie z którą wybór biskupów "nie jest prywatną sprawą papieży".
Była ona aktem protestu przeciwko "magisterium rzymskiemu", które wg sygnatariuszy ograniczało teologom ich poczucie wolności.
       Spośród wielu tez podnoszona była również kwestia zastąpienia kreacjonistycznego punktu widzenia na powstanie świata i życia na nim, ideą ewolucjonizmu.

       W odpowiedzi, kard. Ratzinger - ówczesny Prefekt Kongregacji ds. Wiary opublikował krótką rozprawę nt. teologii modernistycznej zapretezentowanej w Deklaracji.
Trzeba przyznać, że kiedy kard. Ratzinger dokonuje pewnej analizy - robi to z niesłychaną precyzją.
Nie pomija najmniejszych szczegółów by analizowaną sytuację zaprezentować jak najbardziej obiektywnie i generalnie nie można nie zgodzić się z tym co w konkluzji oświadcza.

       Kard Ratzinger wskazał na trzy zasadnicze problemy wynikające z treści Deklaracji:

- Zanik teorii kreacji i zastąpionej jej przez ideę ewolucji.
Problem jaki w związku z tym się pojawia polega na tym, że jeśli rzeczywiście świat nie był stworzony - nie istniał więc Stwórca, a idąc dalej.... - nie istniał też Bóg. 

- Mówiąc o Jezusie Chrystusie nie mówimy już "Syn Boży", dlatego, ze jak stwierdziliśmy powyżej - Bóg nie istnieje. Cóż zatem pozostało po Naszym Panu? - "nadczłowiek", rewolucjonista, który marnie skończył umierając na krzyżu.

 - Zniknięcie eschatologii, to znaczy pojęcia końca czasów - o tym co dzieje się po śmierci: niebo, czyściec i piekło.

       Kardynał w sposób interesujący, wykazuje, że według tej teologii modernistycznej nie istnieje już piekło, o czyśćcu się nie wspomina, nie ma również i nieba.
Jeśli nie ma Boga osobowego, to nie ma potrzeby doszukiwać się istnienia nieba? - niebo, to będzie jutro - tu na ziemi - to będzie jakaś przyszłość.

       Już po tych stwierdzeniach nieodparcie następuje oczekiwanie na konkluzję...
Na pytanie: cóż warta jest taka teologia? - skojarzenia jakie przychodzą na myśl są radykalne: kosz na śmieci, odkurzacz, piec, ekskomunika... w każdym razie nie warto o niej wspominać...??
Otóż nie!
Kardynał, prefekt Kongregacji ds. Doktryny Wiary, wobec pytania o teologie zawartą w Deklaracji odpowiada: "Oj ci teolodzy!!!!... - trzeba jednak spróbować ich zrozumieć !

       Po takiej konkluzji pozostaje wrażenie jak po upadku petardy tuż koło nas: oczekujemy wybuchu i ....nic - bo była to petarda ale mokra.   

       Nieco światła na osobowość Kardynała, rzuca pewna jego wypowiedź z tego roku - zanim został papieżem do pewnego księdza: "ksiądz jest kombatantem, a ja myślicielem" .
 
       W swojej niedawno wydanej książce o liturgii, wysnuwa wspaniałą argumentację przeciwko ołtarzowi "przodem do ludu".
Kiedy się to czyta, można być tylko usatysfakcjonowanym - argumenty są tak trafne że na koniec - wydaje się że "już nic tych ołtarzy nie pozostało !". Stawia się zatem pytanie: co z tym teraz począć?
     
        Kardynał Ratzinger to pytanie sobie zadaje i po raz kolejny na swój sposób robi unik: Nie, nie można powrócić do dawnych ołtarzy. Dlaczego? -  dlatego, że kosztowałoby to zbyt drogo, spowodowałoby zbyt dużo zamieszania i perturbacji.

       Kardynał ma inne rozwiązanie:  ustawi się krzyż pośrodku ołtarza i to będzie mistyczny Wschód.
Można to potraktować jako odpowiedź nie do końca przemyślaną bądź żartobliwą - jednakże nie zmieni to faktu, że była to jednoznaczna jego odpowiedź, choć rażąca głęboką dysproporcją pomiędzy konkluzją a opisem sytuacji.
"Spiętrzenie" do tego stopnia argumentacji "przeciw" domaga się rozwiązań adekwatnych (petarda rzucona) - tymczasem proponowana sposób naprawy  nie rokuje nadziei na odzyskanie oryginału (petarda narobi trochę hałasu lecz nie wybuchnie - jest mokra).

       Może to tak dlatego, ze pisząc tę książkę nie był jeszcze papieżem? Może na skutek daleko idącej ostrożności? Może nie uważał się wystarczająco wolnym by wyrażać publicznie do końca swoje poglądy?
- Są to oczywiście interpretacje bardzo łagodne - czy racjonalne? - będzie można to stwierdzić teraz, kiedy jest na szczycie Kościoła...     

Kard Ratzinger jest jednym z nielicznych osobistości Kościoła opowiadających się po stronie dawnej mszy w sposób klarowny i zdecydowany poświęcając tej tematyce całą książkę.
Kard Stickler wypowiadał się podobnie, choć  podejmował problematykę  raczej wybiórczo.

       Nie podejmując żadnego ryzyka można stwierdzić że: tym pośród kardynałów, który najczęściej wypowiadał się przeciwko nowej mszy, głosząc argumenty na korzyść dawnej był niezaprzeczalnie kadr Ratzinger.
Tym bardziej wydaje się interesujące i poznawcze by "pójść" dalej i przyjrzeć się jak daleko sięgają u niego granice obrony tradycyjnej liturgii?
       - W ubiegłym roku tak oto odpowiedział jednemu z wiernych, który zwrócił się z prośbą  o swobodny dostęp do dawnej mszy: "Nie możemy umożliwić takiej wolności, dlatego, że wierni są już przeciwko niej zaszczepieni - to już "nie przejdzie".
Dlatego jego proponowane rozwiązanie polega na tym, aby zbudować zupełnie nową mszę: nową mszę opartą na liturgii mszy dawnej.
       
 Oto co Kard Ratzinger proponuje podczas ostatnich 10 lat: nie! dla aktualnej mszy; dla dawnej tez nie!. Proponuje natomiast "majsterkowanie" mikstury: nowa-stara, stara-nowa.

« Ostatnia zmiana: 2013-03-19 20:34:20 wysłana przez marost »