Ostatnie wiadomości

Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
11
Wykład Obrzędów Mszy św / Odp: ( IV ) Kanon i konsekracja
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 21:53:05 »
x
12
Wykład Obrzędów Mszy św / Przyjęcie Komunii św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 21:45:50 »
Przyjęcie Komunii św.

1. Skończywszy te modlitwy, kapłan przystępuje do spożywania Uczty Bożej.
Bezpośrednio przed samem przyjęciem Komunii św. kapłan, z największym uszanowaniem przyklęka, bierze do swych rąk Pana Jezusa, pod postacią chleba ukrytego, mówiąc równocześnie:
  • „Chleb niebiański przyjmę i wezwę Imienia Pana.”
Po Konsekracji kapłan zwykle używał wyrazu: „ Hostia ”, – dla zaznaczenia ofiary; tu nazywa Najświętszy Sakrament: „ Chlebem niebiańskim ”, jak i Sam Pan Jezus Siebie nazywał, mówiąc: „ Jam jest Chleb żywy ”, – dla uwydatnienia tego, że ofiara już skończona i że ta ofiara ma być teraz pokarmem.

Słowa te: „ wezwę Imienia Pana”, odnoszą się do Pana Jezusa, którego żywe i prawdziwe Ciało i Krew kapłan do rąk bierze i w ręku trzyma, – tego, który chwalebnie na Prawicy Bożej w niebie cześć od Aniołów i Świętych odbiera, a który teraz pod chleba postaciami cudownie się ukrywa. – Tak trzymając w lewej ręce Ciało Pana Jezusa i wpatrując się w Niego, – prawą ręką uderza się kapłan w piersi, mówiąc zarazem z najgłębszą pokorą po trzykroć: 
  • „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł do wnętrza mego, ale rzeknij tylko słowem, a będzie uzdrowiona dusza moja.”
Tymi słowy wykonuje kapłan to, co zapowiedział w westchnieniu poprzednim, że Chleb Anielski weźmie i Imienia Pańskiego wzywać będzie; wzywa też tu po trzykroć tego Pana nad Pany i oświadcza Mu ponownie, że nie jest godzien przyjąć Go, – i prosi Pana Jezusa, aby go uczynił prawdziwie godnym.

W wezwaniu tym kapłan mówi, że nie jest godzien przyjąć Pana Jezusa „ pod dach swój ”, czyli do domu swego; w modlitwie którą kapłan odmawia przed Komunią św., ludziom rozdawaną, mówi po łacinie tak samo, – lecz zwykle to na polski tłumaczą: „ do przybytku serca mego ”, – gdyż nie przyjmujemy Pana Jezusa do domu naszego, do zwykłego naszego mieszkania, lecz w siebie samych, którzy jesteśmy domem Bożym i świątynią, czyli mieszkaniem Ducha Świętego, jak naucza nas św. Paweł:
  • „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?” (1 Kor 3, l6)
Kapłan prosi Pana Jezusa, aby najpierw, zanim wstąpi do duszy jego, rzekł tylko słowo, a tym wszechmocnym słowem duszę jego uzdrowił, czyli oczyścił jeszcze lepiej, i sam ją przygotował i uświęcił. Słowo Boże jest wszechmocne! Słowem Swym Pan Jezus liczne cuda działał, – trędowatych oczyszczał, chorych leczył, szatanów wypędzał, morze wzburzone uśmierzał. Ileż to dusz chorych Pan Jezus uleczył słowami: „ Idź w pokoju! ” – Święta Teresa tak mówi o tym:
  • „Sądzę, że słowa Zbawiciela wyrzeczone do uczniów:„Pokój wam” i do Magdaleny: „Idź w pokoju!” – o wiele wyższe były w skutku, niż wyrażały w brzmieniu”.
Zwyczaj odmawiania przed Komunią św. tych słów: Panie, nie jestem godzien itd. był już w pierwszych czasach Kościoła: wspomina o nim już Orygenes, pisarz kościelny z II wieku.

Wymawiając te słowa, kapłan uderza się po trzykroć w piersi, a to uderzenie w piersi jest oznaką uczucia pokory i wewnętrznej skruchy, jaką w tej chwili przejętym być powinien. To uderzenie w piersi ma przypomnieć tego celnika, Ewangelicznego pokutnika, który:
  • „stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie grzesznika!” (Łk 18, 13)
Następnie kapłan, trzymając w  prawej ręce Ciało Pana Jezusa, robi Nim wielki znak krzyża św., mówiąc równocześnie:
  • „Ciało Pana Naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej na żywot wieczny. Amen.”
Jak już gdzie indziej powiedzieliśmy, Chrześcijanie zwykli byli wszystkie swe ważniejsze czynności znakiem Krzyża św. rozpoczynać, toteż i Komunię św., jedną z najważniejszych czynności, kapłan znakiem krzyża św. zaczyna, i to znakiem krzyża, który nie ręką tylko robi, lecz samym już Panem Jezusem! aby tak przez to uczynić ostateczne przygotowanie do przyjęcia Jego Najświętszego Ciała.

Kapłan z polecenia Kościoła prosi, aby Ciało Pana Jezusa strzegło duszy jego na. żywot wieczny, – gdyż to jest jednym z głównych celów Komunii św., wedle nauki samego Boskiego Mistrza Naszego:
  • „Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” (J 6, 51)
2. Po tej prośbie kapłan nachyla się nieco i z jak największą pobożnością spożywa Ciało Pana Jezusa – i następnie pozostaje jakiś czas w milczeniu i skupieniu, w cichej modlitwie i uwielbieniu, bo to najważniejsza chwila w życiu każdego człowieka, przyjmującego Komunię św., chwila, w której Pan Jezus zstępuje do niego i z nim się najściślej łączy i jednoczy! To chwila największych łask!...
Po tej cichej modlitwie kapłan znów głośno odzywa się słowami z Psalmu (116 (115), 12):
  • „Cóż oddam Panu (czyli czym się odwdzięczę) za wszystko, co mi wyświadczył?”.
Wymawiając te słowa kapłan równocześnie zbiera pateną, z jak największą starannością okruszyny, jakie z Hostii Przenajświętszej mogły na korporale pozostać (bo i w najmniejszej cząsteczce jest Pan Jezus obecny) i te z pateny zesuwa do kielicha z Krwią Przenajświętszą. – Potem trzymając kielich w ręku, odpowiada niejako na powyższe pytanie: „ Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczy ł ?” – i kończy słowami z psalmu (116 (115), 13):
  • „Podniosę kielich zbawienia (czyli Krew Zbawiciela) i wezwę imienia Pańskiego.”
Jednym z głównych celów Ofiary Mszy św. i Komunii św. jest zabezpieczenie nas od nieprzyjaciół zbawienia. Psalmista Pański z natchnienia Ducha Świętego w duchu proroczym mówi, że Najświętszy Sakrament jest największą obroną przeciw nieprzyjaciołom naszym:
  • „Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; (...) mój kielich jest przeobfity.” (Ps 23 (22), 5)
Tu więc kapłan, pomny tego, mówi pełen nadziei:
  • „Od nieprzyjaciół moich wybawion i bezpieczny będę”.
O gdyby Chrześcijanie o tej wielkiej prawdzie pamiętali, w nią wierzyli i według niej żyli, tj. gdyby częściej, godnie, z żywą wiarą i ufnością przystępowali do Komunii św., to by wszyscy silniejszymi byli przeciw dusznym nieprzyjaciołom zbawienia swego, tak, jak silnymi byli pierwsi Chrześcijanie, którzy co dzień do Komunii św. przystępowali!

Następnie bierze kapłan kielich z Krwią Przenajświętszą do ręki prawej i robiąc nim przed sobą znak krzyża św., czyli jakoby się nim żegnając (podobnie jak to uczynił z Hostią przed jej przyjęciem) – mówi nabożnie następujące słowa:
  • „Krew Pana Naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej na żywot wieczny. Amen”,
i potem wypija Krew Przenajświętszą.

3. Po wypiciu Krwi Pana Jezusa, jeśli są ludzie do Komunii św., kapłan Ją rozdaje.
Według świadectwa dziejów Apostolskich i Ojców Kościoła było praktyką pierwotnego Kościoła, że wierni co dzień przystępowali do Komunii św., a przynajmniej zawsze wtedy, gdy byli obecnymi na Mszy św. – W tej myśli, we wschodnim Kościele diakon lub kapłan po swojej Komunii św., obraca się z Przenajświętszym Sakramentem do wiernych i wzywa ich do przystąpienia do Komunii św., mówiąc:
  • „Ze strachem Bożym i z wiarą przystąpcie!”
Dziś niestety tylko dusze pobożniejsze częściej do Komunii św. przystępują, – a takich, którzy by przynamniej w niedziele do Niej przystępowali, jest bardzo mało – A nawet niektórzy posuwają się aż do tego stopnia zapomnienia, że to częste przystępowanie do Komunii św., które przez długie lata było powszechnym zwyczajem pierwotnego Kościoła, odważają się nawet potępiać i ganić! – Św. Sobór Trydencki zachęca wiernych do częstej Komunii św. słowami bardzo gorącymi:
  • „Św. Synod ojcowskim uczuciem upomina, zachęca, prosi i błaga przez wnętrzności miłosierdzia Boga naszego, aby wszyscy, którzy się chrześcijan imieniem nazywają, w tym jedności znaku i w tym miłości związku się połączyli i pomni na tak wielki Majestat i na tak nadzwyczajną miłość Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który nam Ciało Swe dał ku pożywaniu... aby ten Chleb nadprzyrodzony często przyjmowali i tak, aby Nim wzmocnieni do Ojczyzny niebiańskiej dojść mogli”.
A Ojciec św. Leon XIII zachęcał także do częstego przystępowania do Komunii św.:
  • „Do tego przede wszystkim dążyć potrzeba, aby częste przyjmowanie Eucharystii wszędzie wśród katolickich ludów odżyło”.
Wreszcie papież Pius X, gorąco zachęca cały świat katolicki do najczęstszego, a nawet codziennego przystępowania do Komunii św.
Oby i dziś wierni poszli za tym tak gorącem ojcowskim upomnieniem św. Kościoła i częściej do Komunii św. przystępowali!

4. Wszyscy powinni przynajmniej przyjmować Komunię św. duchownie, tj. przez wzbudzenie żywej wiary i żalu serdecznego za grzechy swoje i przez gorące pragnienie przyjęcia Pana Jezusa do serca swego, – mówiąc np. tak do Niego:
„Panie Jezu! wierzę, że tu w tym Przenajświętszym Sakramencie jesteś prawdziwie i rzeczywiście obecnym. Nie jestem godzien dla grzechów moich i dla braku przygotowania przyjąć Cię rzeczywiście do serca mego... ale tęsknię za Tobą!... i pragnę Cię przyjąć. Wejdź więc choć duchowo, przez łaskę Swą, do duszy mojej i napełnij mnie łaskami Swymi, abym z tej ofiary Mszy św. i z obecności Twej w Przenajświętszym Sakramencie i przez to pragnienie przyjęcia Ciebie, podobne skutki odniósł, jakie odnoszą ci, którzy Cię rzeczywiście przyjmują!”
Św. Sobór Trydencki naucza nas, że ci, którzy gorące pragnienie Komunii św. mają, przez żywą wiarę swą odnoszą podobne skutki, jak gdyby rzeczywiście do Komunii św. przystępowali

5. Po Komunii św. kapłan tak się modli:
  • „Cośmy usty spożyli, Panie, daj czystym przyjąć umysłem, a dar ten doczesny niech się nam stanie lekarstwem na wieczność!”
W modlitwie tej przebija się nauka Kościoła, że nie dość ustnie tylko przyjmować Komunię św., aby z Niej korzyść odnieść, lecz, że potrzeba nadto „ czystym umysłem Ją pojmować ”, – czyli świadomym być całej Jej wartości i doniosłości; gdyż kto by Ją przyjmował tylko jak prosty, zwyczajny kęs chleba, „ nie rozsądzając Ciała Pańskiego ”, – ten by, jak naucza św. Paweł:
  • „wyrok sobie spożywa”. (1 Kor 11, 29)
A tylko taki tę Komunię św. i  Jej wartość pojmuje, który Ją czystym umysłem i czystym sercem przyjmuje gdyż:
  • „człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha.” (1 Kor 2, 14)
Kapłan nazywa przyjęcie Komunii św. „ darem doczesnym ”, gdyż Pan Jezus przebywa w nas w Komunii św. tylko chwilowo, tj. tak długo, jak długo trwają w nas postacie sakramentalne chleba i wina, tj. najdłużej mniej więcej około kwadransa; – a po zniszczeniu postaci sakramentalnych i Pan Jezus sakramentalnie istnieć w nas przestaje. – Lecz kapłan prosi, aby z tego daru chwilowego stał się nam środek leczniczy, czyli lekarstwo ustawiczne, wieczne, według obietnicy samego Pana Jezusa:
  • „pokarm, (...) który trwa na wieki”. (J 6, 27)
Podczas tej modlitwy ministrant nalewa do kielicha nieco wina, którym kapłan kielich wypłukuje i je wypija, a następnie tak się modli:
  • „Ciało Twe, Panie, które spożyłem, i Krew, którą wypiłem, niech przywrze do mego wnętrza, i spraw, aby zmaza grzechów nie została we mnie, którego czyste i święte posiliły Sakramenta. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.”
W modlitwie tej prosi kapłan, aby ten przyjęty Przenajświętszy Sakrament jak najściślej złączył się z całą wewnętrzną istotą jego, tj. z duszą i wszystkimi jej władzami, z rozumem, wolą, uczuciami, pamięcią, i iżby je zupełnie oczyścił i uświęcił, aby w nich żadna plama i skaza z przeszłych pozostałości grzechowych nie pozostała.

Po modlitwie tej ministrant nalewa kapłanowi do kielicha naprzód nieco wina, a następnie wody; kapłan kielich starannie wymywa, a potem to spożywa, – kielich wyciera i nakrywa.

Podczas Komunii lud śpiewa zwykle pieśń następującą:
  • Jezu Baranku Boży! – któryś ludzkie winy
    Zgładził, niech w nas pomnoży ten pokarm jedyny
    Łaski Twe, byśmy Jego godnie używali
    I Ciebie, Pana Swego, tym więcej kochali!


13
Wykład Obrzędów Mszy św / Modlitwy przed Komunią św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 21:32:02 »
 
Modlitwy przed Komunią św.

 Bezpośrednio przed samą Komunią św. kapłan nachylony odmawia następujące trzy modlitwy:

1.Pierwsza modlitwa:
  • „Panie Jezu Chryste, któryś rzekł Apostołom Twoim: pokój wam zostawiam, pokój Mój wam daję, patrz nie na (przeszłe) grzechy moje, lecz na wiarę Twojego Kościoła, i racz go według Twej woli obdarzać pokojem i w jedności umacniać, który żyjesz i królujesz Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.”
Ostatnią prośbę z „ Baranku Boży ” o pokój, tu kapłan w tej modlitwie ponawia i bardziej rozwija, i powołuje się nie na zasługi swoje, – owszem, nawet prosi Pana Boga, aby nie patrzył na dawne grzechy kapłana, o których nadzieję ma, że są mu już odpuszczone, – ale prosi, aby, Bóg wejrzał na wiarę i zasługi Kościoła, z którym nas wszystkich łączy węzeł „ Świętych obcowania ”. I o ten pokój prosi kapłan, tak dla siebie, jak i dla całego Kościoła. I dla większego poparcia swej prośby, powołuje się kapłan na wolę Pana Jezusa, który tego pokoju i jedności Kościoła Swego, Sam pragnął, i o to Ojca Swego przed śmiercią Swą prosił:
  • „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno”. (J 17, 21)

2. Druga modlitwa:
  • „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, który z woli Ojca za sprawą Ducha Świętego, przez śmierć Swoją świat ożywiłeś, wybaw mnie przez to Przenajświętsze Ciało i Krew Twoją od wszelkich nieprawości moich i od wszelkiego zła i spraw, bym zawsze strzegł przykazań Twoich i nie dozwól, bym się kiedykolwiek odłączył od Ciebie, który z tymże Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz Bóg, na wszystkie wieki wieków. Amen.”
W tej modlitwie prosi kapłan, aby Pan Jezus uczynił przez Komunię św. to w duszy jego, co kiedyś przez śmierć Swą uczynił dla świata całego, czyli żeby ta Komunia św. była zastosowaniem zasług męki Jezusa, przy czym i odżywieniem tego życia nadprzyrodzonego duszy, jakie męka Jezusa dla całego świata przyniosła, – i zarazem oddaleniem od duszy tego wszystkiego, co temu nadprzyrodzonemu życiu duszy przeszkadza, tj. uwolnieniem od wszelkich dawnych nieprawości ich następstw, jakimi jest każde zło, będące zwykle skutkiem grzechów i karą za nie.

Jednym z głównych skutków Komunii św. jest zgładzenie grzechów powszednich i kar za grzechy, – i to w całości – lub przynajmniej w części, – według większego lub mniejszego przygotowania do Niej, i wedle stopnia miłości i gorliwości, z jaką kto Komunię św. przyjmuje. Lecz nie wiele pomogłoby nam darowanie dawnych grzechów i kar za nie, gdybyśmy znów w nowe grzechy wpadali, więc w dalszej części tej modlitwy, prosi kapłan o zachowanie od grzechów na przyszłość i o wierne, stałe zachowanie przykazań i poleceń Boskich. – I to także jest z istoty Komunii św. drugim głównym jej skutkiem, że często, a godnie przyjmowana, jest najdzielniejszym środkiem do wiernego zachowywania wszystkich przykazań Boskich.

W Komunii św. łączymy się najściślej z Panem Jezusem, rzeczywiście i prawdziwie, ale ta łączność i jedność z Panem Jezusem ma dalej w nas trwać, i nadal ustawicznie zrywa się ona tylko przez grzech ciężki. Dlatego też kapłan na końcu tej modlitwy prosi Pana Jezusa, aby się tak ściśle z nim – a względnie i z nami połączył, aby nie dopuścił tego, byśmy się kiedy z Nim rozłączyli!

3. Modlitwa trzecia :
  • „Przyjęcie Ciała Twego, Panie Jezu Chryste, które ja niegodny sługa, spożywać się ważę, niechaj mi się nie obróci na sąd i potępienie, lecz niechaj raczej posłuży mi ku obronie i uzdrowieniu duszy i ciała: który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.”
W tej modlitwie zwraca się kapłan myślą do strasznego wyroku Bożego, zapowiedzianego przez św. Pawła na przyjmujących Komunię św. niegodnie i świętokradzko:
  • „kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. (...) Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.” (1 Kor 11, 27-29)
Więc kapłan przerażony tym strasznym wyrokiem, chociaż się do grzechu ciężkiego i do tej zbrodni nie poczuwa, – prosi i błaga Pana Jezusa, aby przyjęcie tej Komunii św. nie było mu na sąd i karanie!

Na karę potępienia zasługują wedle tego wyroku św. Pawła i wedle nauki Kościoła św. tylko ci, co niegodnie i świętokradzko przystępują do Komunii św., tj. z grzechem ciężkim niezgładzonym i nie odpuszczonym, i z wiedzą i świadomością tego grzechu ciężkiego i swej niegodności. A że tu kapłan prosi właśnie o to, aby przyjęcie tej Komunii nie było mu na sąd i potępienie, – więc mógłby może ktoś mylnie z tego wnosić, że przystępując do Komunii św. nawet w grzechu ciężkim, można by ujść tego sądu i potępienia, byleby, tylko do Komunii św. przystąpić z żalem i z tą modlitwą o przebaczenie! Lecz mniemanie to błędne, zbija i potępia najwyraźniejsza nauka Kościoła św., na Soborze Trydenckim ogłoszona, wedle której, nikomu, nie tylko świeckim, lecz nawet i kapłanom, – w grzechu ciężkim będącym, nie wolno bez najstraszniejszego świętokradztwa przystąpić do ofiary Mszy św. i do Komunii św., jeśliby przedtem w świętej dobrej spowiedzi grzechu swego nie zgładzili, jeśliby tylko przedtem możliwość spowiedzi mieli.

Jakież więc jest znaczenie tej modlitwy?.. Pierwsze znaczenie tej prośby jest, że gdyby kapłan, broń Boże, był nieświadomie w grzechu jeszcze ciężkim, nieodpuszczonym (np. niepomny grzechu lub z braku należytych warunków, do odpuszczenia grzechów potrzebnych), to tymi słowami pragnie on przebaczenie grzechów otrzymać, i prosi i błaga Pana Boga, aby mu ta Komunia św. nie była na sąd i potępienie!

Zresztą i dlaczego innego jeszcze kapłan w tej modlitwie prosi Pana Jezusa o to, aby ta Komunia św. nie była mu „ na sąd i potępienie ”, – wprawdzie nie na potępienie wieczne, ale zawsze na jakieś potępienie czyli karę; – gdyż wedle nauki Ojców Kościoła św. nie tylko ten niegodnie przystępuje do Komunii św., kto w grzechu ciężkim przystępuje, – lecz i taki nawet (jak wyraźnie naucza św. Bonawentura), który przystępuje mniej godnie, tj., który nie przyjmuje z należytym przygotowaniem, uszanowaniem, i zastanowieniem się.

Oto słowa tego Nauczyciela Kościoła św.:
  • „Doświadcz siebie, z jaką miłością i z jaką gorliwością przystępujesz! Bo potrzeba nie tylko grzechów śmiertelnych unikać, – gdyż grzechy nawet i powszednie, powtarzane z niedbalstwa, a nawet pochodzące z braku uwagi i z powodu roztargnięć życia roztrzepanego i ze złego zwyczaju, – chociaż duszy nie zabijają, jednak czynią człowieka oziębłym i ociężałym, i jakby zamroczonym, i do godnego odprawiania Mszy św. nieusposobionym i niezdolnym, – jeśli te prochy i brudy grzechów powszednich powiewem Ducha Świętego i płomieniem miłości nie będą rozwiane i ogniem miłości nie będą zniszczone... Dlatego strzeż się, abyś zbyt oziębły i bez należytego zastanowienia się i skupienia nie przystępował do Komunii św., bo niegodnie przyjmujesz, jeśli nie przystępujesz z należytym uszanowaniem, uwagą i skupieniem!” (O przygot. do Mszy św. r. 5)
Tu więc musze uwagę zrobić, że potrzeba odróżnić, kilka rodzajów godności, – a względnie niegodności.

Naprzód zupełna i całkowita godność, godna Boga, jest taka, jakiej ani Aniołowie ani nawet sama Matka Najświętsza nie mają, do tego potrzeba by mieć samą świętość Bożą!

Drugi stopień godności jest, żeby nie mieć na duszy żadnej plamy i przywiązania do żadnego grzechu, nie tylko ciężkiego, ale nawet i do żadnego powszedniego, – a tak godnymi są tylko wielcy Święci!

Trzeci stopień godności jest, żeby nie mieć, na duszy żadnego grzechu powszedniego, przynajmniej zupełnie dobrowolnego, spowiedzią lub przynajmniej żalem nie zgładzonego. – Do tej godności powinien dążyć każdy.

Czwarty wreszcie stopień jest, żeby nie mieć na duszy przynajmniej żadnego grzechu ciężkiego niezgładzonego.

Otóż ściśle godnym, w pierwszym znaczeniu, żaden z ludzi nie jest, i w tym to znaczeniu kapłan w tej modlitwie mówi o sobie, że jest „ niegodnym ”. – Ale każdy jest obowiązanym mieć choć ten ostatni, najniższy stopień godności, tj., żeby przystępować do Komunii św. przynajmniej bez grzechu ciężkiego; – a nadto starać się powinni wszyscy, a zwłaszcza ci, co częściej, a zwłaszcza co dzień, do Komunii św. przystępują, aby i od grzechów powszednich, przynajmniej dobrowolnych, byli żalem prawdziwym oczyszczeni i uwolnieni, i aby tak o tyle, o ile można, stali się godnymi przyjęcia Boga Wcielonego do serca swego!

I dlatego to kapłan, w poczuciu tej niegodności swej, mówi: „niegodny sługa, spożywać się ważę”. Bo jeśli wielki św. Paweł powiedział o sobie:
  • „Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia.” (1 Kor 4, 4),
o ileż bardziej każdy z nas, przystępując do Komunii św., powinien z pewną bojaźnią i drżeniem czuć tę niegodność swoją, którym sumienie co dzień niejedno słusznie wyrzuca, i którzy w niejednym „ czujemy się winnymi! ” – Jednak ta bojaźń nie powinna znów być zbytnią, – gdyż sam Pan Jezus to spożywanie Ciała i Krwi Swej nam zalecił, i to pod groźbą utraty żywota wiecznego; – i żeby nas bardziej do tego zachęcić i większej odwagi nam dodać, ukrywa się On pod postacią chleba. Gdyby Pan Jezus widomie, we własnej Swej postaci, był obecnym w Komunii św., to wtedy nikt by się nie odważył przystąpić do Boskiego Majestatu Jego! Możemy to wywnioskować z
następującego zdarzenia, które miała św. Teresa i które sama opisuje:
  • „Ujrzałam Najświętsze Człowieczeństwo Pana Jezusa w tak nadzwyczajnie wzniosłej chwale, w jakiej Go nigdy przedtem nie widziałam. W przedziwnie jasnej światłości okazało mi się Ono, jakim jest na łonie Ojca... Widzenie to pogrążyło mię w takie zadumienie, że przez kilka dni przyjść do siebie nie mogłam. Gdy, przystępując do Komunii św. wspomnę na to, że tenże sam Majestat, który oglądałam, jest tu w Najświętszym Sakramencie obecnym, albo gdy Pan Jezus (co często bywa), raczy mi się widomie ukazać w Hostii, wtedy włosy mi na głowie powstają i czuję się cała jakby unicestwiona! O Panie! gdybyś nie ukrywał tak wielkości Swojej, któż by się odważył przystąpić do Ciebie i tyle razy tak nędzne i splamione stworzenie łączyć z tak wielkim Majestatem?! Bądźże błogosławiony Panie, i niechaj Cię wielbią Aniołowie i wszystkie stworzenia, iż tak stosujesz dary Swoje do miary ułomności naszej, aby od używania tej łaski Najwyższej nie odstraszała nas zgroza potęgi Twojej, którą, gdybyś widome objawił, człowiek słaby i nędzny nie śmiałby nigdy, nie już cieszyć się używaniem Boskiego daru Twego, ale ani do Niego się zbliżyć!”
W dalszym ciągu tej modlitwy prosi kapłan Pana Jezusa, aby ta Komunia św. przez litość Jego „ posłuży mi ku obronie i uzdrowieniu duszy i ciała ”. – W Komunii św. przyjmujemy Pana Jezusa, samą Świętość Bożą i Dawcę łask i źródło wszelkiej świętości i łaski, lecz ona nie czyni nas od razu świętymi, ale tylko w miarę naszego przygotowania i usposobienia, – powoli, stopniowo. I dlatego kapłan modli się o to, aby ta Komunia św. posłużyła mu, czyli pożyteczną była, – i to tak duszy jak i ciału.

Wprawdzie Komunia św. jest pokarmem nie ciała, lecz duszy, a jednak kapłan się modli, aby ona była obroną tak duszy, jak i ciała; gdyż ciało nasze jest w tym życiu tak nierozdzielnie z duszą złączone, że stanowi z nią jakby jedną istotę, i dusza wraz z ciałem i przez nie działa, i z nim razem zasługuje lub grzeszy; więc też i ciało o tyle, o ile jest z tą duszą złączone, przez nią ożywione i z nią razem współdziałające, – ma pewien udział w Komunii św. i odnosi także z Niej korzyści, pomoc i obronę.

Bo pominąwszy to, że Komunia św. przytłumia w  nas namiętności i pożądliwości cielesne, i że jest jakby zadatkiem i przygotowaniem do przyszłego zmartwychwstania, – ale nieraz jest Ona też prawdziwą obroną nawet i ciała, w wielu jego chorobach i przygodach, – o czym przekonać się możemy z życia wielu Świętych Pańskich. Znane np. jest cudowne zachowanie dziecka żydowskiego w ogniu, do którego je niegodziwy ojciec po przyjęciu Komunii św. wrzucił. – Św. Leopold po przyjęciu Komunii św., cudownie zachowany był podczas bitwy od wszelkich pocisków. Wielu Świętych żyło nawet cudownie przez dłuższy czas samą Komunią św., dla których ona była jakby pokarmem ich ciała, jak np. św. Katarzyna Sieneńska, Mikołaj z Flue, W. Ludwika Lateau itd. – U wielu Świętych Komunia św. bywała często lekarstwem nie tylko duchowym, lecz nawet i dla chorób ciała, jak np. dla św. Teresy. – A jeśli ludzie takich skutków z Niej nie doznają, pochodzi to z braku ich wiary, – i że nie z takim przygotowaniem i ufnością do Niej przystępują, z jaką Święci przystępowali!
14
Wykład Obrzędów Mszy św / Agnus Dei! Baranku Boży!
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 21:20:26 »
Agnus Dei! Baranku Boży!

Następnie kapłan odmawia po trzykroć następującą modlitwę:
  • „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!”
Za trzecim razem zamiast: zmiłuj się nad nami, mówi: „ obdarz nas pokojem ”. – A we Mszy żałobnej zamiast: „ zmiłuj się nad nami ”, mówi: „ daj im odpoczywanie”, – a za trzecim razem mówi: „daj im wieczne odpoczywanie! ” Pan Jezus we Mszy św. występuje jako Baranek ofiarny. Pismo św. w wielu miejscach nazywa Go Barankiem. Już św. Jan Chrzciciel, wskazując na Pana Jezusa nazywał Go Barankiem:
  • „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.” (J 1, 29)
Ofiara Pana Jezusa miała zastąpić ofiary Starego Zakonu, które przeważnie odbywały się przez zabicie i ofiarowanie baranka. Toteż znaczenie tych słów jest:
Baranku Boży! Ofiaro za grzechy nasze, któryś śmiercią krzyżową i Swą ofiarą zgładził grzechy świata całego, zmiłuj się nad nami!


Po trzecim wezwaniu: Baranku Boży – kapłan modli się: obdarz nas pokojem – a wezwanie to jest przygotowaniem do udzielenia pocałunku pokoju, który w pierwotnym Kościele miał miejsce w każdej Mszy św., a teraz odbywa się tylko podczas uroczystej Mszy św.

Pierwszą i drugą prośbą zaniesioną do Baranka Bożego, gładzącego grzechy nasze, była prośba o zmiłowanie, czyli miłosierdzie, i o odpuszczenie grzechów naszych, bo to warunek pokoju z Bogiem i pokoju duszy; a trzecią prośbą jest prośba o pokój, bo nieraz i najpobożniejsze, prawdziwie pokutnicze dusze, nie mają tego wewnętrznego pokoju duszy, jest to ich ziemski czyściec, najstraszniejszy! Otóż o ten pokój duszy kapłan prosi tu Pana Jezusa, Baranka Bożego.
Podczas „ Baranku Boży ” lud zwykle śpiewa pieśni następujące:

  • Ten, co się na krzyżu ofiarował,
    Pod postacią chleba nam się darował,
    By ognistym, sercem czystym
    Przyjęty, obdarzył życiem wieczystym.

A w drugiej pieśni „ Z pokorą upadamy ” tak lud śpiewa:

  • Cud się wielki przed nami – Chrześcijanie staje,
    Pod chleba przymiotami – Sam Pan nam się daje;
    Tu Ciało ubóstwione – Krew Jezusa żywa,
    Na ołtarzu złożone – Dziwnie się ukrywa.

W drugiej pieśni, w drugim wierszu słowa: „ pod chleba przymiotami ”, znaczą to samo, co pod chleba postaciami. Zresztą, słowa tych pieśni są jasne, więc dalszego tłumaczenia nie potrzebują.

15
Wykład Obrzędów Mszy św / Libera nos Domine
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 21:14:33 »
Libera nos Domine – Wybaw nas Panie!

1. Po skończonej modlitwie Pańskiej kapłan w następnej modlitwie: Libera nos Domine , wybaw nas Panie, – rozwija jeszcze raz słowa ostatniej prośby: ale nas zbaw ode złego, – które ministrant odpowiedział.
Modlitwa ta jest następująca:
  • „Wybaw nas, prosimy Cię, Panie, od wszelkich nieszczęść przeszłych, obecnych i przyszłych, a za przyczyną Najświętszej i chwalebnej zawsze Dziewicy, Bogarodzicy Maryi, świętych Apostołów Twoich Piotra i Pawła, oraz Andrzeja i wszystkich Świętych – (w tym miejscu robi kapłan znak krzyża św., czyli żegna się pateną i ją całuje) – udziel nam miłościwie pokoju za dni naszych, abyśmy wsparci pomocą miłosierdzia Twego i od grzechu byli zawsze wolni i od wszelkiej trwogi bezpieczni. Przez tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg.”
Ministrant odpowiada: Amen.
Ważnym jest w tej modlitwie zestawienie tych dwóch próśb, tj. „ udziel nam miłościwie pokoju za dni naszych ” – czyli w życiu naszym (bo życie nasze na dni policzone) – „ abyśmy (...) od grzechu byli zawsze wolni i od wszelkiej trwogi bezpieczni”. Kościół w tej modlitwie pokój czyni zależnym od 2 rzeczy, tj. żeby być wolnym od grzechu i od zamieszania, – gdyż grzech i prawdziwy pokój – to rzeczy nie dające się pogodzić, jak Pan Bóg sam u Izajasza proroka powiedział:
  • „Nie ma pokoju dla bezbożnych”. (Iz 48, 22)
A pokoju tego prawdziwego nie mają nie tylko grzesznicy, będący w grzechach ciężkich, ale nawet i tacy, którzy zostają nałogowo choćby tylko w grzechach powszednich, – bo prawdziwy pokój Boży jest udziałem dusz tylko takich, które starają się coraz bardziej być zawsze wolne od każdego grzechu dobrowolnego, nawet powszedniego!

Drugi warunek prawdziwego spokoju duszy jest, abyśmy byli wolni nie tylko od każdego grzechu, ale abyśmy także od wszelkiej trwogi i zamieszania zabezpieczeni byli. – Pokój ten psują i mieszają nam świat, szatan i namiętności nasze własne, bo te wprowadzają zamęt i niepokój do duszy naszej. Nie prosimy tu Pana Boga, abyśmy byli od trosk i niepokojów zabezpieczeni i całkiem wolni, bo w tym życiu jest to prawie niepodobnym, – lecz abyśmy byli w nich bezpieczni, „ securi ”, tj. sine cura , bez zamieszania, bez kłopotu, obojętnymi, i jakby nieczułymi. A takimi będziemy, jeśli we wszystkim będziemy widzieć wolę Bożą, jeśli wszystko przyjmować będziemy jako z woli Bożej i z rąk Bożych, z pokornym i zupełnym poddaniem się Opatrzności Bożej, bez której woli nic się nie dzieje.

2. Podczas tej modlitwy kapłan Hostię Przenajświętszą bierze na patenę i dzieli Ją naprzód na dwie połowy, – a następnie z lewej połowy odłamuje jeszcze małą cząstkę i robi Nią trzykrotnie znak krzyża św. nad kielichem, równocześnie mówiąc (a we Mszy śpiewanej śpiewając):
  • „Pax Domini sit semper vobiscum!” –  „Pokój Pana niech będzie zawsze z wami!”
A ministrant odpowiada:
  • „I z duchem twoim.”
Następnie kapłan wpuszcza tę cząstkę, do kielicha mówiąc:
  • „To zmieszanie i poświęcenie Ciała i Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa niech będzie nam przyjmującym na żywot wieczny. Amen.”
To łamanie Hostii Przenajświętszej podczas Mszy św. jest tak dawnym, jak dawną Msza św. – Już sam Pan Jezus przy ustanowieniu Najświętszego Sakramentu „ łamał ” i dawał uczniom Swoim. Apostołowie czynili to samo. A nawet w pierwotnym języku Apostolskim i Kościelnym sprawowanie Najświętszej Ofiary Eucharystii nazywało się „ łamaniem Chleba ”, jak czytamy w dziejach Apostolskich:
  • „Trwali oni (...) w łamaniu chleba”. (Dz 2, 42)
To łamanie Hostii Przenajświętszej ma potrójne znaczenie:
a)    przypomina okrutne poszarpanie ciała Pana Jezusa i śmierć Jego krzyżową;
b)    przypomina nam, że ta ofiara Mszy św. jest zarazem i ucztą, a to łamanie chleba Eucharystycznego nam to uzmysławia, że w Ciele Pana Jezusa, – choć Ono teraz w rzeczywistości jest niepodzielne i w istocie Swej nie łamie się ani dzieli, – każdy brać może udział;
c)    przypomina nam wreszcie pierwotny zwyczaj Kościoła, kiedy nieraz cały chleb konsekrowano, a następnie na części dzielono, aby nim obdzielić wszystkich wiernych, przystępujących co dzień do Stołu Pańskiego.
Wpuszczenie jednej cząstki Hostii Przenajświętszej do kielicha ma również swój początek od Apostołów, – i we wszystkich liturgiach jest ten zwyczaj; jest on już w najstarszej Liturgii św. Jakuba Apostoła. Ceremonia ta ma uzmysłowić połączenie duszy Pana Jezusa z Jego martwym ciałem podczas zmartwychwstania.
16
Wykład Obrzędów Mszy św / Krótki rozbiór modlitwy Pańskiej
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 20:58:15 »
Krótki rozbiór modlitwy Pańskiej

Modlitwa Pańska składa się ze wstępu i 7 próśb.

1.    Wstępem są słowa: „Ojcze Nasz, Któryś jest w niebie”.
Ojcze nasz! Są to dwa słowa, a nie jedno; mylnie więc wielu wymawia te dwa słowa jako jedno, mówiąc: Ojcze nasz.

Te słowa wstępu mają nas niejako przygotować i  usposobić do przedłożenia Panu Bogu próśb naszych, a to, obudzając w nas uczucia: uszanowania, pokory i ufności, do każdej dobrej i skutecznej modlitwy potrzebne.

Uszanowanie i pokorę mamy w sobie obudzić przez przypomnienie sobie, że się modlimy nie do ziemskiego ojca, ale do Ojca Wielkiego w niebie, Stwórcy i Pana nieba i ziemi; a ufność przez przypomnienie sobie, że ten Bóg jest tak wielki i potężny i wszechmocny – i że jest zarazem naszym najlepszym, kochającym nas Ojcem, – i to tak z tytułu Stwórcy, bo od Niego, jako stworzenie Jego pochodzimy, – jak i z tytułu przybrania na chrzcie świętym za dzieci Boże, wedle nauki św. Jana:
  • „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy.” (1 J 3, 1)
Ufność naszą ma powiększyć jeszcze i to, że Pana Boga nazywamy Ojcem Naszym, gdyż modlitwę tę odmawiamy niejako razem z Panem Jezusem, Jednorodzonym i najmilszym Synem Bożym, a Bratem naszym, który razem z nami i za nami się modli; i odmawiamy ją z wszystkimi braćmi naszymi w Chrystusie, czyli z całym Kościołem, tak walczącym jeszcze na ziemi, jak i z tryumfującym w niebie, oraz z cierpiącym w czyśćcu, – również z samą Matką Najświętszą, i z tyloma duszami świętymi, które razem z nami i za nami się modlą.

Ten wstęp nie jest prośbą, lecz jest już modlitwą, i to nie błagalną, lecz pochwalną.

Gdyby cała modlitwa Pańska składała się tylko z tych kilku słów: „ Ojcze nasz, Któryś jest w niebie !” – już by była, jak nas nauczają Ojcowie święci, najpiękniejszą modlitwą! Św. Jan Chryzostom tak o tym mówi:
  • „To, co mam wyłożyć i co usłyszycie, jest coś takiego, nad czym Anieli się zdumiewają, nad czym niebiosa się dziwują, jest coś takiego, czego rozum nie pojmuje, a czego wymówić się nie ważę, a zamilczeć nie mogę! Cóż to takiego?... Oto, że człowiek, słabe i nieudolne stworzenie... śmie Boga, Nieskończony Majestat! językiem swym nazwać Ojcem!”
2 .    Pierwsza prośba: „ święć się Imię Twoje!
Słowami tymi prosimy Pana Boga o spełnienie pierwszego, najgłówniejszego celu istnienia naszego, który sam Pan Bóg Sobie zamierzył w stworzeniu całego świata, – a tym jest: chwała Boża!

Stworzenia nierozumne oddają zawsze chwałę Bogu, bo spełniają zawsze wolę Bożą, i są zawsze takimi, jakimi je Pan Bóg mieć chce; – lecz stworzenia rozumne, mające wolną wolę, nie zawsze do tego celu dążą i nie zawsze wolę Bożą spełniają. Celem jest, aby Pana Boga znały, Jego kochały i Jemu służyły; przez poddanie woli swej pod Najświętszą wolę Bożą, – i żeby tak tym, i przez to, oddawały zawsze i wszędzie chwałę Panu Bogu należną. Bo chwała Boża, na tym właśnie najbardziej polega (jak naucza św. Tomasz), że istoty rozumne, poznawszy Boga i uznawszy Go jako Istotę Najwyższą, zarazem Jemu się poddają i cześć Mu należną oddają.

Otóż w tej pierwszej prośbie prosimy Pana Boga o to, aby wszystkie istoty rozumne Pana Boga poznały, uznały, i Jego wyznawały, i cześć Jemu należną oddawały, głównie przez trzy cnoty teologiczne, tj. wiarę prawdziwą, przez ufność, a nade wszystko przez prawdziwą miłość Pana Boga.

Kiedy więc w pacierzu mówimy: „ święć się Imię Twoje! ” – tu innymi słowy mówimy:
  • O Boże, najlepszy nasz Ojcze! niech ja i świat cały, poznamy Ciebie Boga, Stwórcę i Pana Naszego, początek i koniec istnienia i życia naszego; niech Ciebie uznamy, niech Ciebie wielbimy i chwalimy i cześć Ci najgłębszą, Tobie należną oddajemy; niech w Ciebie i w prawdy przez Ciebie objawione, jak najmocniej wierzymy; niech w Tobie jako w Ojcu naszym najlepszym, ufność i nadzieję pokładamy; niech Ciebie całą duszą i całym sercem ze wszystkich sił kochamy!

3.    Prośba druga: „ Przyjdź królestwo Twoje!
W tej drugiej prośbie prosimy Pana Boga o osiągnięcie drugiego celu naszego życia, zależnego od pierwszego, tj. od oddania chwały Bogu, a tym celem, jest osiągnięcie szczęścia naszego wiecznego w królestwie Bożym, – czyli osiągnięcie nieba, – prosimy więc Pana Boga o to, abyśmy kiedyś i do Ojca Naszego, jako dzieci Jego, dostali się do nieba, do Królestwa Bożego, nam przyobiecanego.
A ponieważ warunkiem nieodzownym do osiągnięcia nieba czyli królestwa Bożego po śmierci, jest, żeby należeć do królestwa Bożego na ziemi, którym jest Kościół Chrystusowy, – (mistyczne Ciało Chrystusowe), – i żeby być członkiem żywym tego Kościoła i Ciała Chrystusowego, przez złączenie z Chrystusem przez łaskę uświęcającą, więc w prośbie tej prosimy:
  • Boże, Ojcze nasz! daj mnie i nam wszystkim, abyśmy zawsze byli członkami Kościoła Twego; abyś tu na ziemi panował i królował w duszach naszych, przez Swą łaskę uświęcającą, i abyśmy po śmierci byli z Tobą, Ojcem naszym w królestwie Twoim w niebie!...
Zaiste wielka i ważna prośba!... Oby wszyscy jej znaczenie i doniosłość rozumieli i odczuwali, gdy te słowa: „ Przyjdź królestwo Twoje ” w pacierzu, a zwłaszcza podczas Mszy św. odmawiają!

4.    Trzecia prośba: „ Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi!
W tej trzeciej prośbie prosimy Pana Boga o to, co jest środkiem do osiągnięcia powyższych obydwu celów, tj. do oddania Bogu czci i chwały Jemu należnej i do osiągnięcia nieba, – a środkiem jest: spełnienie zawsze przez nas i w nas woli Bożej, przez co jedynie chwałę Panu Bogu oddajemy i zasługujemy sobie na to, aby tu na ziemi być w Jego łasce i Jego dziećmi, a po śmierci członkami Jego królestwa w niebie!

W pacierzu codziennym każdy mówi ustnie: „ Bądź wola Twoja! ” czyli innymi słowy, każdy prosi: Boże! daj, żebym tak wypełniał wolę Twoją na ziemi, jak ją Aniołowie i Święci wypełniają w niebie, tj. zawsze, wszędzie i we wszystkim i w najdrobniejszej nawet rzeczy, – a jednak, czy jest to rzeczywiście przekonaniem, pragnieniem i prośbą każdego... i czy jest tak w praktyce życia?... W pacierzu mówimy Panu Bogu ustnie: „ Bądź wola Twoja! ” – a w praktyce i czynie: bądź wola moja... a nawet wola szatańska!... bo czynimy nie to, co Pan Bóg chce i co nam nakazuje (i to nieraz nawet pod utratą Swej łaski i pod groźbą wiecznego potępienia!) – ale czynimy to, co Pan Bóg nam zakazuje, a czego nam się zachciewa, co szatan chce i do czego nas kusi... a tak sprzeciwiamy się woli Bożej i popełniamy grzech, – i to nie jeden, ale wiele, i to nie raz, ale często, nałogowo, przez długie lata!...

I tak niejeden długie lata trwa w nałogu pijaństwa, inny w nałogu nieczystości lub przekleństwa, inny ma krzywdy ludzkie na sumieniu i cudze dobro nieprawnie nabyte, i nie chce go oddać i krzywdy naprawić itd. – I gdyby jeszcze, odmawiając te słowa: „ Bądź wola Twoja ”, mieli choć gorące pragnienie powstania z grzechu i nałogu i prosili Pana Boga o to!... Lecz o tym ani nie myślą! I cóż ta modlitwa w ustach takich ludzi znaczy?... O takich Pan Jezus mówi:
  • „Ten lud czci Mnie wargami, ale sercem swym daleko jest ode Mnie.” (Mt 15, 8 )
Kiedy więc modlimy się: „ Bądź wola Twoja! ” – to starajmy się i  w  życiu i w czynie wolę tę Boską kochać, Jej się poddać i we wszystkim Ją wypełniać!

5.    Czwarta prośba: „ Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj!”
W prośbie tej modlimy się do Pana Boga o środki potrzebne dla naszego życia, tak dla ciała, jak też i dla duszy, – słowem, o wszystko, czego dla ciała i duszy naszej potrzebujemy.

Dla ciała prosimy nie o majątek, rozkosze i zbytek, ale tylko o chleb powszedni, codzienny, wedle tego, co nas naucza Duch Święty:
  • „Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym co wystarczy. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni! A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami. Ty natomiast, o człowiecze Boży, uciekaj od tego rodzaju rzeczy...” (1 Tm 6, 6-11)
Naukę tę podał nam i sam Pan Jezus:
  • „Nikt nie może dwom panom służyć. (...) Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się (...) co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. (...) Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? (...) Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo <> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro”. (Mt 6, 24-34)
Oby o tej nauce Pana Jezusa pamiętali wszyscy, gdy odmawiają w pacierzu te słowa: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj!
Ale tymi słowami: chleba naszego itd., prosimy nie tylko o chleb i rzeczy potrzebne dla ciała, – lecz jeszcze bardziej prosimy o chleb Boży, nadprzyrodzony, dla duszy, – o wszystkie łaski dla duszy potrzebne! Św. Mateusz w swej Ewangelii, przytaczając modlitwę Pańską i tę prośbę, ma zamiast słów chleba powszedniego – słowa: „ chleba nadprzyrodzonego” – a Ojcowie święci tłumaczą tu, że w tych słowach prosimy przede wszystkim o codzienną Komunię św.

6.    Piąta prośba: „ I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom!
Prośbę tę już niejednokrotnie tłumaczyłem, zwłaszcza w książeczce o przekleństwie (nr 27 „Głosów Katolickich”), więc tu już obszerniej tłumaczyć jej nie potrzebuję; – przypominam tylko, że w niej prosimy o odpuszczenie wszystkich naszych grzechów i win, i zarazem, z polecenia samego Pana Jezusa, dodajemy, że prosimy Pana Boga: aby nam nasze winy tak przebaczył, jak my je przebaczamy!...

Oby o tym pamiętali wszyscy! A zwłaszcza ci, co nie tylko nie przebaczają, lecz nawet złość i urazę w sercu chowają, a nawet i przeklinają, i to nieraz i całe życie swoje!... Chcesz aby ci Pan Bóg przebaczył?... To i ty przebacz!... bo inaczej i Pan Bóg ci nie przebaczy! – Szczególniej o tych słowach pacierza powinni pamiętać ci, którzy z gniewem w sercu idą na Mszę św., – wedle słów Pana Jezusa:
  • „A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. (...) Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz (...) najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim!” (Mt 5, 22-24)
7.    Szósta prośba: „ I nie wódź (czyli: nie prowadź) nas na pokuszenie”.
W prośbie tej prosimy Pana Boga o oddalenie pokus, i o łaskę potrzebną do oparcia się im, i do ich przezwyciężenia.

Pokusy same przez się grzechem i złem nie są, ale mogą nas do grzechu pobudzić i tak przyczyną grzechu się stać; otóż w tej prośbie nie prosimy Pana Boga o to, żebyśmy pokus wcale nie mieli, lecz żebyśmy przy pomocy łaski Boskiej pokusom się oparli i je zwyciężyć mogli. I Święci mieli pokusy, i to nieraz wielkie. Św. Paweł prosił Pana Boga o oddalenie pokus, a Pan Bóg pokus nie oddalił, choć mógł, ale mu odpowiedział:
  • „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali.” (2 Kor 12, 9)
Pan Bóg obiecał nam proszącym, pomoc Swej łaski do zwyciężenia pokus, – ale nadaremnie o tę pomoc prosić będziemy, jeśli sami nie będziemy ze swej strony czynić, cośmy powinni, aby niebezpieczeństwo pokus od siebie oddalać, czyli daremnie modlić się będziesz: nie wódź nas na pokuszenie, – jeśli sam w pokusy iść będziesz!

8.    Siódma prośba: „ Ale zbaw nas ode złego ”.
W tej prośbie prosimy Pana Boga o oddalenie od nas wszystkiego „ złego ”.

Złem jest to wszystko, co szkodę nam, zwłaszcza na duszy, przynosi, a więc:
a)    przede wszystkim i największym złem jest grzech;
b)    następnie to, co do grzechu prowadzi;
c)    a wreszcie to wszystko, co jest następstwem i skutkiem grzechu.
Takim skutkiem i następstwem grzechów są wszystkie kary za grzechy, tak wieczne, jak i doczesne, wszystkie nieszczęścia, klęski, wojny, ogień, gradobicia, nieurodzaje, głód, choroby, śmierć itd.

O wybawienie od tego potrójnego złego; a najbardziej o odpuszczenie i darowanie nam kar za grzechy nasze i wybawienie nas od nich, prosimy Pana Boga w tej prośbie, ale o tyle, o ile one rzeczywiście złem są. Bo niejedno, co ludzie za zło i nieszczęście mają – jest tylko pozornym złem, jak np. choroby, cierpienia, a nawet nieraz i śmierć, bo są niekiedy dla niektórych raczej dobrem i łaską, aniżeli nieszczęściem i złem!

Słów tej prośby nie odmawia kapłan, lecz ministrant w imieniu całego ludu.

9.   Ostatnim słowem i zakończeniem pacierza jest słowo hebrajskie: „ Amen ”, tj. niech tak będzie, niech się tak stanie!
Słowo to, kończące modlitwę Pańską, ma we Mszy św., wedle tłumaczenia katechizmu Rzymskiego, daleko donioślejsze znaczenie, jest ono niejako odpowiedzią Bożą na modlitwę naszą i prośby nasze, i oznacza niejako wysłuchanie modlitw i próśb naszych zanoszonych razem z Panem Jezusem, Kościołem i całym ludem. – Pan Bóg nam niejako odpowiada:
  • „Amen! Niech tak będzie! Modlitwa twa jest wysłuchana!”
I dlatego to we Mszy św. po modlitwie Pańskiej, nie lud to słowo odpowiada, – lecz kapłan sam ją kończy, mówiąc: Amen!
17
Wykład Obrzędów Mszy św / Przygotowanie do Komunii św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-26 20:34:16 »
Przygotowanie do Komunii św.
Pater Noster, - Ojcze Nasz.

1.Wstęp do modlitwy Pańskiej.

Przygotowanie do Komunii św. rozpoczyna kapłan od znanej dobrze każdemu modlitwy Pańskiej, którą we Mszy śpiewanej śpiewa. W greckim obrządku, i u Rusinów w obrządku starosłowiańskim, modlitwę tę kapłan odmawia cicho, a lud cały głośno.

Jak naucza papież Benedykt XIV, modlitwę tę odmawia się we Mszy św. w tym miejscu, dopiero od czasów Grzegorza Wielkiego, papieża, tj. od końca wieku VI; – znajduje się ona jednak we wszystkich liturgiach, co dowodzi, że zwyczaj ten pochodzi jeszcze od czasów apostolskich, a nawet, jak naucza św. Hieronim, polecenie to pochodzi od samego Chrystusa Pana.

We wszystkich też liturgiach, modlitwę Pańską poprzedza pewien wstęp, jakby rodzaj przygotowania do niej.
Wstęp ten zaczyna kapłan od wezwania wiernych do skupienia i modlitwy, słowem:

  • „Oremus!” – „módlmy się!”
A ponieważ modlitwa, jako taka, nie polega na ustnym tylko odmawianiu jakichś słów, lecz na równoczesnym podniesieniu myśli i serca do Pana Boga, więc i to wezwanie do modlitwy jest jakby zachętą do tego.
Dalej mówi (lub śpiewa) kapłan:
  • „Praeceptis salutaribus moniti et divina institutione formati audemus dicere: Pater noster!”
co znaczy:
  • „Nauką zbawienną zachęceni i  Boskim ustanowieniem przygotowani, ośmielamy się mówić: Ojcze nasz!”
W Starym Zakonie, Żydzi nigdy Pana Boga Ojcem nie nazywali ani im to wolno nie było; – dopiero Pan Jezus, Jednorodzony Syn Boży,  stawszy się głową rodzaju ludzkiego i naszym bratem, i przyjąwszy nas za braci i uczyniwszy nas przybranymi dziećmi Bożymi, nauczył nas, że możemy Pana Boga Ojcem nazywać, i dał nam prawo do tego, abyśmy Pana Boga Ojcem nazywali.

W tej modlitwie, przez Pana Jezusa samego ułożonej, i której nas Sam nauczyć raczył, kazał On nam do Pana Boga odzywać się tą słodką nazwą Ojca:
  • „Ojcze nasz, Któryś jest w niebie!”
I dlatego w tym wstępie, Kościół św., powołując się na to polecenie i na tę naukę Pana Jezusa, mówi, że tym samym jakby się uniewinniamy, dlaczego my, słabe, nikczemne stworzenia, odważamy się do Pana Boga tak poufałą nazwą „ Ojca ” odezwać, i Jemu, jako Ojcu Naszemu, prośby nasze przedstawiać.

Wstęp ten, do modlitwy Pańskiej, ma zarazem na celu obudzić w nas potrzebne do każdej modlitwy uczucie ufności.

2. Ogólny pogląd na modlitwę Pańską.

1. Jak już wspomniałem, modlitwę tę ułożył i jej nas nauczył, Sam Pan Jezus, – i to na wyraźną prośbę jednego z uczniów, który o to prosił Pana Jezusa:
  • „Panie, naucz nas modlić się”. (Łk 11, 1)
Wtedy Boski Nasz Mistrz i Nauczyciel tak powiedział:
  • Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!” (Mt 6, 8-13)
Otóż modlitwa ta jest najświętszą z wszystkich modlitw, już choćby dla tego samego, że ją ułożył i jej nas nauczył Sam Pan Jezus! Modlitwa ta, powinna nam też być najdroższą i najmilszą. Bo jeśli każdemu dobremu dziecku, drogą i miłą jest modlitwa, której go nauczyła matka jego, jeśli zakonnikom drogą modlitwa, którą ułożyli ich zakonodawcy, – wtedy bez porównania milszą i droższą powinna nam wszystkim być modlitwa, ułożona przez Samego Pana Jezusa! Kiedy ktoś ma ważną prośbę do cesarza, idzie do adwokata, aby mu tę prośbę dobrze ułożył, a gdyby mu tę prośbę ułożył sam syn cesarski, – to wtedy ta prośba byłaby z pewnością i skuteczniejsza. Otóż tę modlitwę i prośbę do Ojca Niebieskiego ułożył nam Sam Jednorodzony i Najmilszy Syn Jego!, który jest, jak św. Jan naucza, naszym „ adwokatem ”, czyli pośrednikiem u Ojca! Ta więc modlitwa, jest też z pewnością najmilsza Ojcu Niebieskiemu, – a dla nas, najzbawienniejsza i najskuteczniejsza! Przez 19 wieków odmawiali ją wszyscy chrześcijanie, wszyscy męczennicy, wszyscy Święci! O jakże ona nam drogą być powinna!

2. Ze względu na treść i układ jest ona najpiękniejszą modlitwą.
Sławny pisarz kościelny z drugiego wieku, Tertulian, mówi o niej, że:
  • „o ile jest krótka w słowach, o tyle jest pełna znaczenia i myśli”,
i nazywa ją „streszczeniem całej Ewangelii”, która, oprócz właściwego zadania modlitwy, „zawiera w sobie prawie całą naukę i prawodawstwo Chrystusowe”.
Dionizjusz Kartuz tak się o tej modlitwie wyraża:
  • „Sławna ta modlitwa jest, co do treści swej myśli tak głęboka, w tajemnice tak bogata, co do skuteczności tak dzielna, a co do układu swego tak cudowna, że nikt tego pojąć i wyrazić nie może!”
Św. Augustyn mówi, że:
  • „w każdej modlitwie, jeśli dobrze i odpowiednio się modlimy, o nic innego nie prosimy, jak o to, co w Ojcze nasz”,
gdyż jak naucza św. Tomasz:
  • „zawiera wszystko, czego słusznie pragnąć i czego słusznie bać się powinniśmy”.
Uczy św. Paweł, że:
  • „o co byśmy prosić mieli, jak potrzeba, nie wiemy”,
dlatego Pan Jezus sam nas tego nauczył i prośby ułożył, i to w takim porządku, w jakim modlić się i prosić powinniśmy, a mianowicie najpierw o rzeczy duchowne, niebiańskie dla duszy – przed rzeczami ziemskimi, doczesnymi, wedle ważnej nauki Pana Jezusa:
  • „Starajcie się naprzód o królestwo <> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko (ziemskie) będzie wam dodane.” (Mt 6, 33)

Modlitwa ta zawiera to wszystko według porządku:

1. Najpierw w pierwszej swej prośbie: „ Święć się Imię Twoje! ” to, co powinniśmy najbardziej kochać i o co najwięcej dbać tj. Boga i Jego chwałę.
2. To, co po Bogu powinno nas najwięcej obchodzić i o co najwięcej starać się powinniśmy, tj. wieczne nasze szczęście, wedle nauki Pana Jezusa:
  • „szukajcie naprzód królestwa Bożego!”
A o to prosimy w prośbie drugiej:
  • „przyjdź królestwo Twoje!”

3. To, co do obu tych pierwszych, najważniejszych rzeczy prowadzi, jako środek do celu:
  • „szukajcie naprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego”.
A to prosimy w prośbie trzeciej:
  • „Bądź wola Twoja!”

4. Rzeczy i potrzeby doczesne, tak dla duszy jak i dla ciała, następują dopiero po rzeczach, odnoszących się do wieczności, i to znów wedle nauki Pana Jezusa:
  • „Starajcie się naprzód o królestwo <> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.” (Mt 6, 33)
Oto każe nam Pan Jezus prosić w prośbie czwartej:
  • „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj!”

W dalszych trzech prośbach prosimy Pana Boga o oddalenie złego, którego się bać i unikać powinniśmy; a to zło jest trojakie:

5. Pierwszym i największym złem jest grzech, który odbiera nam Boga i Jego łaskę i królestwo Boże, niebo. O oddalanie tego złego prosimy w prośbie pierwszej słowami: Odpuść nam nasze winy.

6. Drugim złem są pokusy, które nas kuszą do sprzeciwienia się woli Bożej, a tym samym i do grzechu. O oddalenie tego złego prosimy w prośbie szóstej: nie wódź nas na pokuszenie.

7 . A wreszcie wszystko inne zło, – przeciwne dobru doczesnemu duszy i ciała, – o oddalenie tego złego prosimy w prośbie siódmej: zbaw nas ode złego.

Innymi słowy – wedle nauki św. Tomasza – w prośbach tej modlitwy Pańskiej, prosimy Pana Boga najpierw: o pierwszorzędny cel nasz ostateczny, którym jest chwała Boża, i drugorzędny, którym jest zbawienie duszy naszej; potem: o środki do osiągnięcia tego celu prowadzące, tj. o wypełnienie przez nas woli Bożej, i o pomoc potrzebną do wypełnienia woli Bożej, czyli o łaskę Bożą, do zachowania przykazań Boskich potrzebną, – a zarazem o środki, potrzebne do zachowania życia; a na koniec: o oddalenie przeszkód do osiągnięcia celu, czyli potrójnego złego; o którym powyżej mówiliśmy, tj. grzechu, pokusy itp.
18
Jorge Bergoglio, liturgiczny progresista i skrajny ekumenista o marksistowskich tendencjach (1)
 (Artykuł z marca 2013)

BP DONALD J. SANBORN

–––––
 
Jorge Bergoglio
 
Ku zdumieniu wielu i bezmiernej konsternacji konserwatystów Novus Ordo , "kardynałowie" wybrali novusowego arcybiskupa Buenos Aires, jezuitę na następcę emerytowanego Ratzingera. Przyjrzymy się tu pokrótce postaci tego debiutanta w sekwencji "papieży" Vaticanum II , którzy od 1958 roku systematycznie działają na rzecz zniszczenia Kościoła katolickiego.
 
 
Liturgiczny progresista
 
Bergoglio jest skończonym modernistą jeśli chodzi o liturgię. Dostępny w Internecie dla wszystkich do obejrzenia jest film z Mszy dla dzieci w Buenos Aires, gdy był kardynałem. Widzimy tam mnóstwo balonów oraz zespół muzyki pop grający lekkiego argentyńskiego rocka oraz wokalistów zespołu, mężczyznę i kobietę, którzy przynaglają tłum trzymający balony do udziału w śpiewaniu piosenek. Wokaliści tańczą podczas wykonywania piosenek.
 
 
Poniżenie papiestwa
 
Bergoglio, w noc swej elekcji, powiedział i zrobił kilka rzeczy, które przeciętnemu świeckiemu człowiekowi mogą wydawać się mało ważne, niemniej jednak były dość znamienne. Po pierwsze, odmówił nałożenia czerwonego mucetu (peleryny przykrywającej ramiona), którą Papież zwykle nosi, jak również stuły zakładanej na mucet. Są to insygnia papieskiego urzędu. Co więcej, wielokrotnie powtarzał, że został wybrany na "biskupa Rzymu", a nawet wyrażał się o Ratzingerze jako "byłym biskupie Rzymu". Prawdą jest, że rzymski Papież jest biskupem Rzymu i to prawda, że rzymskie biskupstwo jest, że tak powiem, nośnikiem, przez który papież otrzymuje swą powszechną jurysdykcję. Jest tak dlatego, że św. Piotr, pierwszy który otrzymał powszechną jurysdykcję od Samego Chrystusa, ustanowił swoją stolicę w Rzymie i umarł w Rzymie. W związku z tym, to miasto stało się drogą, przez którą następcy św. Piotra zostali złączeni ze św. Piotrem, jako głową Kościoła powszechnego , a nie jedynie jako biskupem. Powodem dla którego te odniesienia do "biskupa Rzymu" są znaczące jest to, że dla wschodnich schizmatyków i anglikanów tytuł "biskup Rzymu" nie stanowi żadnego problemu, tzn., jest to ktoś posiadający jurysdykcję tylko nad rzymską diecezją, natomiast stanowczo oponują przeciwko "papieżowi" tj., komuś, kto ma jurysdykcję nad całym Kościołem.
 
Te małe lecz ważne posunięcia są najprawdopodobniej zapowiedzią tego, co ma nadejść: umniejszanie papiestwa na rzecz ekumenizmu. Paweł VI powiedział: "Największą przeszkodą dla ekumenizmu jest papiestwo". Dlatego też, jeśli ekumenizm ma pozostać, to papiestwo musi odejść.
 
 
Gorliwy ekumenista
 
W Internecie można oglądnąć filmik, w którym Bergoglio uczestniczy w obchodach Chanuki w żydowskiej synagodze i zapala menorę. Nawiasem mówiąc jego oficjalnym biografem jest Żyd o nazwisku Sergio Rubin. Jest też fotografia jak Bergoglio klęcząc przed protestanckimi duchownymi, prosi ich o błogosławieństwo.
 
Argentyński biskup anglikański, Gregory Venables, wychwalał wybór Bergoglio, ponieważ Bergoglio powiedział mu na międzywyznaniowym spotkaniu, że anglikanie powinni zostać włączeni do Kościoła katolickiego bez konieczności nawrócenia. "Pewnego ranka zadzwonił do mnie, abym zjadł z nim śniadanie", relacjonuje Venables, "i powiedział mi bardzo wyraźnie, że Ordynariat jest zupełnie zbędny i że Kościół potrzebuje nas jako anglikanów". Ordynariat , o którym tu mowa był ustępstwem Benedykta XVI wobec anglikanów, którzy chcieli wrócić do Kościoła katolickiego i jednocześnie zachować swoją anglikańską (= heretycką) kulturę i liturgię.
 
 
Marksistowskie tendencje
 
Bergoglio ma obsesję na punkcie ucisku ubogich. Podczas gdy Kościół zawsze przejawiał troskę o złagodzenie niedoli biednych, to nigdy nie wspierał ideologii czy też ruchów społeczno-politycznych usiłujących dokonywać redystrybucji dóbr. Popieranie takich systemów i ruchów oznacza, że się jest socjalistą. Posłuchajmy Bergoglio: "Żyjemy w części świata o największych nierównościach, gdzie dokonał się największy wzrost, a jednocześnie niedola zmniejszyła się najmniej. Trwa niesprawiedliwość przy podziale dóbr, co tworzy sytuację grzechu społecznego, która woła o pomstę do nieba i ogranicza tak wielu naszym braciom możliwości pełniejszego życia" . Pogląd, że nierówny podział dóbr jest wewnętrznie niesprawiedliwy, że jest "grzechem", to typowo marksistowska idea podburzająca do walki klasowej. Prawdą jest to, że istnieje naturalna nierówność podziału dóbr spowodowana naturalną nierównomiernością rozkładu intelektu, talentów, pracowitości, bogactw naturalnych a nawet okoliczności. Ponadto, systemy socjalistyczny i marksistowski, nie czynią nic poza zwiększaniem ubóstwa klas niższych, ponieważ fałszywymi zasadami ekonomicznymi tłumią naturalny wzrost gospodarki.
 
25 maja 2002, Bergoglio wygłosił kazanie, w którym scharakteryzował Zacheusza z Ewangelii jako "złowrogiego lichwiarza" – to oczywiste odniesienie do "złych" ludzi, którzy uważają, że Argentyna powinna spłacić długi, które zaciągnęła. W rzeczywistości, Zacheusz nie był lichwiarzem tylko poborcą podatkowym. Przypadek ten świadczy o zatrważającej nieznajomości Pisma Świętego, jak również gruntownej znajomości wszystkich motywów przewodnich socjalizmu oraz mentalności gotowej do zaprzęgnięcia religii w służbę socjalizmu.
 
Najlepszym sposobem pomocy ubogim nie jest redystrybucja dóbr – okradanie tych, którzy pracują i dawanie tym, którzy nie pracują – lecz stwarzanie warunków, w których robotnik klasy niższej ma okazję, aby przez ciężką pracę wydźwignąć się ekonomicznie i poprawić swoją sytuację. Taki klimat tworzy się przez legalną konkurencję, będącą zawsze czynnikiem motywacyjnym oraz mało ingerujący rząd dający każdemu człowiekowi, bez względu na pozycję społeczną, wolną przestrzeń, w której może rozwijać darowane mu przez Boga talenty i pracowitość. Opresywne, despotyczne i zarządzające aż do skali mikro socjalistyczne rządy nie robią nic prócz zubażania swoich obywateli, odstraszając przedsiębiorców i zamykając drzwi inwestycjom zewnętrznym. Komunistyczne zniewolenie Europy Wschodniej jest świadectwem porażki socjalizmu jako systemu ekonomicznego, a rozkwit Chin spowodowany w znacznej mierze właśnie porzuceniem komunistycznych zasad ekonomicznych – przynajmniej w praktyce – jest kolejnym dowodem, że socjalizm się nie sprawdza.
 
 
Popieranie związków homoseksualnych
 
Jako novusowy kardynał Buenos Aires, Bergoglio namawiał kolegów biskupów, by agitowali za homoseksualnymi związkami partnerskimi. Czynił tak, ponieważ uważał, że nie istnieją żadne skuteczne środki umożliwiające zwalczenie ustawy dotyczącej małżeństw homoseksualnych, której propozycję wysunął argentyński rząd. Tak przynajmniej opisywano tę sytuację. Innymi słowy, myślał on, że Kościół katolicki powinien wspierać sodomskie związki jako mniejsze zło.
 
Jednakże stosuje on niewłaściwie moralną naukę dotyczącą wyboru mniejszego zła. Nigdy nie wolno wybierać mniejszego zła, gdy dotyczy to dobra powszechnego religii lub państwa. Wybitny teolog moralny Merkelbach stwierdza: "Bezpośrednia współpraca w działaniu naruszającym w poważny sposób dobro publiczne czy to religii czy też państwa jest zawsze grzechem śmiertelnym i nigdy nie jest usprawiedliwiona ze względu na jakąś osobistą stratę. Jest to prawdą, ponieważ stanowi wypaczenie porządku. To umieszczanie prywatnego dobra przed dobrem społecznym i powszechnym". Co więcej, promowanie przez Kościół czegoś, co jest fałszywe, moralnie wypaczone i skandaliczne jest dużo większym złem niż małżeństwa sodomitów. Kościół na mocy Wszechmogącego Boga daje poczucie świętego bezpieczeństwa w odniesieniu do nadprzyrodzonej prawdy oraz prawa naturalnego i w konsekwencji poparcie Kościoła dla związków sodomskich byłoby tak złe, iż byłoby znacznie gorsze niż wiele milionów czynów sodomskich. To, że przedstawiciel Boga na ziemi miałby nie dochować wierności prawdzie jest zdradą Chrystusa podobną zdradzie Judasza albo niewiernych Żydów, którzy domagali się ukrzyżowania Chrystusa.
 
Wreszcie, zachęcanie uzależnionych od grzechu sodomii do życia w związku cywilnym, jest wobec nich nadzwyczaj niemiłosierne , ponieważ jest akceptacją narażania ich na częste okazje do grzechu śmiertelnego, co prowadzi do ich ostatecznego potępienia w piekle. Osoby z jakiegokolwiek powodu uzależnione od tego grzechu należy napominać, by wiodły cnotliwe życie i unikały zażyłych przyjaźni z osobami tej samej płci. Ustanowienie legalnych środków umożliwiających im wspólne pożycie jest w istocie posłaniem ich do piekła.
 
A jednak wielu prałatów Novus Ordo , między innymi kardynał Schönborn z Wiednia i nieżyjący już kardynał Martini z Mediolanu (który był wielkim entuzjastą Bergoglio) publicznie stwierdziło, że Kościół powinien zatwierdzić związki partnerskie tej samej płci.
 
Na szczęście i nieoczekiwanie, reszta argentyńskich biskupów wykazała zdrowy rozsądek mówiąc Bergoglio, że nie ma racji w popieraniu związków partnerskich, nawet jako mniejszego zła i w rezultacie wszyscy powstrzymali się od ich poparcia.
 
Co Bergoglio zrobi albo powie – teraz, kiedy zajmuje kierownicze stanowisko Novus Ordo – czas pokaże.
 
 
Zaniechanie uczynienia znaku krzyża i wezwania trzech Boskich Osób Trójcy Przenajświętszej
 
Na spotkaniu z dziennikarzami tuż po wyborze, Bergoglio powiedział, że chciałby ich pobłogosławić zanim się rozejdą. Jednak dodał, że wie, iż wielu z nich nie jest chrześcijanami, a niektórzy nawet są niewierzący. "Szanuję sumienie każdego z was" – powiedział i z tego powodu nie uczynił znaku krzyża ani nie wezwał imion trzech Boskich Osób Trójcy Świętej.
 
Można go zobaczyć na internetowym wideo jak tylko wznosi rękę jak gdyby chciał się pożegnać.

To, że ktoś mieniący się papieżem uchyla się od pobłogosławienia Znakiem Krzyża i wezwania Trójcy Świętej, co jest przypomnieniem dwu centralnych dogmatów naszej świętej wiary, jest tak przerażające, że na opisanie tego nie ma wręcz przymiotników. Wszystko to staje się zrozumiałe, jeśli zastosuje się zasady ekumenizmu i wolności religijnej. Jego zaniechanie uczynienia tradycyjnej formy błogosławieństwa jest dla każdego, kto jeszcze myśli dowodem, że ekumenizm i wolność religijna to dwie przewrotne i niegodziwe doktryny, to niszczyciele naszej wiary i bluźnierstwo przeciw majestatowi Boga Wszechmocnego.
 
Ponadto, nie głoszenie świętej Ewangelii niechrześcijanom i niewierzącym jest względem nich bardzo niemiłosierne, ponieważ święta Ewangelia jest dla nich zbawieniem. "Szanowanie sumienia" jest tak absurdalne jak szanowanie decyzji kogoś, kto ma właśnie wypić truciznę, aby się zabić.
 
Jedynym stosownym komentarzem są słowa Naszego Pana Jezusa Chrystusa wypowiedziane w Ewangelii św. Mateusza (X, 33): "A kto by się mnie zaparł przed ludźmi, zaprę się go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiesiech" .
 
 
Reakcje na wybór Bergoglio
 
Reakcja odpadłego marksistowskiego księdza Leonardo Boffa była bardzo pozytywna, podobnie jak jawnie heretyckiego duchownego Hansa Künga, który powinien zostać usunięty, ale nie jest.
 
Boff, główny rzecznik teologii wyzwolenia czyli marksizmu podlanego chrześcijańskim sosem, powiedział: "Jestem pokrzepiony tym wyborem, dostrzegam w tym obietnicę Kościoła prostoty i ekologicznych ideałów". Cytowano również jego wypowiedź, iż Bergoglio jest bardziej liberalny niż ludzie mogą to sobie wyobrazić.
 
Hans Küng, który publicznie neguje papieską nieomylność, Boskość Chrystusa i Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (ale wciąż jest księdzem nieźle usytuowanym – w modernistycznej religii), kiedy Bergoglio został wybrany powiedział: "jestem przepełniony radością", dodając: "W tym człowieku jest nadzieja". "Nadzieja" w rozumieniu Künga to radykalne przekształcenie Kościoła katolickiego w coś, co w stosunku do jego przedsoborowej przeszłości jest zupełnie nie do poznania i niemożliwe do utożsamienia. Choć mógłbym powiedzieć, że takie określenia stosują się już do Novus Ordo , to Küng ma na myśli coś jeszcze bardziej destrukcyjnego.
 
Esteban Paulon, prezes argentyńskiej Federacji lesbijek, homoseksualistów, biseksualistów i transseksualistów powiedział, że Bergoglio "jest znany z umiarkowanych poglądów" i kiedy "wystąpił zdecydowanie przeciw małżeństwom homoseksualnym, uczynił to pod presją konserwatystów".
 
Komentatorzy często także zaznaczają, że nie jest on przyjacielem tradycyjnego ruchu. W 2007 roku wprowadził w życie Mszę Motu Proprio, ale w taki sposób, że do jej odprawiania wyznaczył nie tradycyjnie usposobionych kapłanów, lecz modernistów, którzy zastąpili tradycyjne czytania czytaniami z Nowej Mszy i czytają je wiernym. Msza odprawiana była tylko raz w miesiącu i to w niedogodnym miejscu. Chociaż na pierwszej Mszy pokazało się kilkuset wiernych ich liczba ostatecznie zmalała tak bardzo, że w archidiecezji Buenos Aires Msza Motu Proprio już nie istnieje.
 
Z tego powodu, można powiedzieć, że konserwatyści Novus Ordo albo jak się ich zwykle określa – "neokoni", wdrapali się na gzymsy wysokich budynków, podczas gdy na ulicy strażacy trzymają sieci by ich w nie łapać. Dlaczego? Przetrzymawszy dwadzieścia siedem lat Jana Pawła II, który był liturgicznym potworem (czego świadectwem obnażone do pasa lektorki i takie same tancerki), zobaczyli w Ratzingerze liturgiczną rewolucję à rebours , czyli restaurację. Choć z pewnością nie wszystko było idealne, niemniej jednak uważali, że Ratzinger jest przedstawicielem trendu w Novus Ordo dążącego ostatecznie do przywrócenia liturgicznego rozsądku. Zainteresowani wyłącznie liturgią a nie doktryną, byli mocno przekonani, że skończyły się odurzające i szalone czasy rewolucji Vaticanum II i teraz "cegła po cegle" – jak powiedział jeden z ich głównych rzeczników – katolicka liturgia zostanie odbudowana.
 
Wraz z wyborem Bergoglio, ich świat eksplodował.
 
Zwiastowało to nie tylko powrót do ery liturgicznej brzydoty i aberracji Pawła VI, ale co gorsza, oznaczało, że hierarchia Novus Ordo wcale nie podziela "konserwatywnej" linii Ratzingera. W przeciągu kilku godzin, neokoni zdali sobie sprawę, że Ratzinger nie był ucieleśnieniem trendu, ale zwykłym fuksem, szczęśliwym losem, oazą na pustyni. Teraz rewolucyjna tendencja będzie kontynuowana, z Bergoglio na czele, człowiekiem kochającym liturgiczną brzydotę i aberracje, człowiekiem z balonikami, który na domiar, nie ma nawet przedsoborowego wykształcenia, jakie mieli Montini, Wojtyła i Ratzinger, ani inteligencji żadnego z nich. Jest on zdolny do niewiarygodnych liturgicznych zdrożności. Co gorsza, doktrynalny i duszpasterski liberalizm Bergoglio, połączony z brakiem inteligencji, czyni go zdolnym do odchyleń, które aż dotychczas były niewyobrażalne.
 
Moim zdaniem, neokoni to zwolennicy Novus Ordo , którzy jeszcze zachowali cnotę wiary. Ta cnota, dzięki której katolicy przylegają do świętych i niezmiennych prawd objawionych przez Boga i przedkładanych przez niezawodne Magisterium Kościoła została zniszczona u niemal wszystkich zwolenników Novus Ordo . Stało się tak gdyż Vaticanum II jest zabójcą dogmatu. Jego podstawowym założeniem jest ekumenizm , który z samej swej natury niszczy dogmat w umyśle każdego, kto go przyjmie, ponieważ ekumenizm relatywizuje to, co ze swej natury jest absolutne, tzn. katolicki dogmat. Inne wielkie herezje Vaticanum II , a mianowicie kolegialność biskupów, wolność religijna i nowa eklezjologia, powstały jako bezpośredni skutek manii ekumenizmu. Ekumenizm ich potrzebuje i gdyby ekumenizm zniknął one również by znikły.
 
Gdy się połączy zabójcze dla dogmatów nauki Vaticanum II i sączone z tygodnia na tydzień dawki niszczącej dogmat Nowej Mszy Pawła VI, to wynikiem jest utrata cnoty wiary. Większość zwolenników Novus Ordo straciło katolicką Wiarę, jak pokazuje to ostatni sondaż New York Times .
 
Jedyny sposób na to, aby cnota wiary mogła przetrwać w duszy zwolennika Novus Ordo to pozytywny sprzeciw wobec doktryn i liturgicznych praktyk Novus Ordo . Są nimi neokoni. Życie codzienne jest dla nich cierpieniem i męczarnią, ponieważ nieustannie zaprzeczają w swoim umyśle temu, co stale stoi im przed oczami, a mianowicie temu, że Vaticanum II jest zerwaniem . To tak jakby ktoś szedł ulicami Nowego Jorku i stale sobie powtarzał: "nie jestem w Nowym Jorku". Żaden z niebotycznych monumentów Nowego Jorku nie może go przekonać. Zerwanie Vaticanum II z przeszłością Kościoła jest wszędzie widoczne, jednak żyją w bezustannej odmowie zaakceptowania tego faktu.
 
Dlatego wymyślili sobie coś nazywanego "hermeneutyką ciągłości" albo takim sposobem interpretacji Vaticanum II , że nie jest on sprzeczny z katolicką doktryną. To absurdalny system. Aby zilustrować to przez analogię: Gdyby Vaticanum II uczył, że 2 + 2 = 5, stronnicy hermeneutyki ciągłości wymyśliliby system, w którym 2 + 2 = 5 jest do pogodzenia z zasadami tradycyjnej matematyki. To jest szalone, ale usiłują to zrobić.
 
Dlaczego? Ponieważ, nie chcąc wejść na drogę sedewakantyzmu uznającego, że Novus Ordo jest zerwaniem, muszą wymyślić jakiś system, który chroni Novus Ordo przed uznaniem go za zerwanie. Są jak człowiek stojący nad szczeliną wywołaną przez trzęsienie ziemi. Jedna stopa jest po lewej stronie szczeliny, druga po prawej. Lewa strona to Vaticanum II i jego reformy; prawa strona to tradycyjny, przedsoborowy Kościół katolicki. Szczelina oczywiście poszerza się po każdym wstrząsie wtórnym i w rezultacie staje się coraz trudniejszym stanie okrakiem nad bezdenną rozpadliną.
 
Bergoglio nie jest zaledwie wstrząsem wtórnym; on jest kolejnym głównym wstrząsem. Neokoni tracą teraz głowę jak to wytłumaczyć. Niektórzy zaryzykowali "hermeneutykę zaprzeczenia", która neguje liberalną przeszłość Bergoglio, tworząc sobie tym samym jeszcze bardziej fantastyczny świat mrzonek. Jednakże większość stanęła wobec rzeczywistości końca ich świata. Jak sobie poradzą, to się okaże. Nie byłbym zaskoczony, jeśli niektórzy przyjmą stanowisko sedewakantystyczne.
 
Sedewakantyści, z drugiej strony, widzą, że ich stanowisko się potwierdziło. Niektórzy neokoni nazwą to "tryumfalizmem", ale powinni sobie uświadomić, że przez dziesiątki lat traktowali sedewakantystów jak teologiczne i kościelne szumowiny, jak radykałów i fanatyków, jeszcze gorszych od heretyków i schizmatyków. Powinni też sobie zdać sprawę z tego, że historyczny fakt, tzn. wybór lewackiego modernisty, który zastąpił ich ukochanego Ratzingera dowodzący, że świat neokonów był mrzonką i ułudą – nie jest winą sedewakantystów.
 
To potwierdza, że sedewakantyści mają rację.
 
Biskup Sanborn
 
 
"Most Holy Trinity Seminary Newsletter", March 2013 ( Bergoglio Supplement ). (2)
 
Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa
 
–––––––––––––––
Przypisy:

(1) Tytuł artykułu od red. Ultra montes . Tytuł oryginalny: Jorge Bergoglio, the first "Pope" to have favored homosexual unions ( Jorge Bergoglio, pierwszy "papież" popierający związki homoseksualne ).
 
(2) Por. Bp Donald J. Sanborn,

1) Konklawe przegranych i manipulacje Ratzingera co do Vaticanum II .
 
2) "Sobór Watykański II" – największa katastrofa w historii świata .
 
3) Rozkład religii Novus Ordo .
 
4) Sprzeczność Vaticanum II z nauczaniem Kościoła katolickiego .
 
5) Sprzeciw wobec zmian soborowych a niezniszczalność Kościoła .
 
6) Asyż III – obrzydliwość spustoszenia w miejscu świętym .
 
7) Ekumenizm – przygotowanie drogi dla Antychrysta .
 
8 ) Perspektywa pojednania FSSPX z modernistami .
 
9) Socjalizm – droga do bankructwa i zagłady narodów .
 
10) Dokument Watykańskiej Rady Iustitia et Pax na temat gospodarki światowej .
 
(Przyp. red. Ultra montes ).
 
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXIII, Kraków 2013
19
Nauka o Ofierze Mszy św. / x
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 20:54:02 »
x
20
Nauka o Ofierze Mszy św. / O czwartym głównym celu ofiary Mszy św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 20:38:26 »
O czwartym głównym celu ofiary Mszy św.,
 którym jest uproszenie łask nam potrzebnych,
do czego Msza św. jest najlepszym środkiem.

Jak w Starym Zakonie były różne ofiary błagalne, i tak w Nowym Zakonie ta jedna i jedyna ofiara Nowego Zakonu jest zarazem naszą ofiarą błagalną, jak o tym naucza św. Sobór Trydencki. (Zob. str. 31). Pan Jezus we Mszy św. ofiarowany prosi i błaga razem z nami i za nami i nie ma lepszego środka na otrzymanie łask od Pana Boga nam potrzebnych nad ofiarę Mszy św. – Pan Jezus nauczył nas Sam modlitwy, którą cały świat chrześcijański co dzień odmawia: Ojcze Nasz itd., – a w pierwszych słowach tej modlitwy, według nauki i rozkazu Samego Pan Jezusa, mówimy nie Ojcze Mój, ale: Ojcze Nasz! bo tę modlitwę i prośbę odmawia razem z nami i Sam Pan Jezus! Jeśli więc ta modlitwa jest nad inne modlitwy skuteczniejsza – to o ileż bardziej skuteczne jest od innych modlitw i próśb ofiarowanie Mszy św., w której Pan Jezus nie tylko z nami i za nami prosi, ale też za nas we Mszy św. się ofiaruje dla skuteczniejszego wysłuchania próśb naszych i Swoich. – Czytamy o królu portugalskim Janie II, że miał tak wielkie nabożeństwo do 5 ran Pana Jezusa, iż ślubem się zobowiązał wszystko uczynić, o co by go dla miłości tych pięciu ran proszono. – Otóż Ojciec Niebieski daleko bardziej wszystkich próśb naszych wysłucha, o których wysłuchanie prosić Go będziemy przez te 5 ran Jezusowych za nas ofiarowanych we Mszy św., zwłaszcza podczas Podniesienia, – ale gdy prosić Go będziemy godnie i należycie.

Ażeby prośby nasze były wysłuchane, potrzeba, żebyśmy prosili z czystym sumieniem, a przynajmniej z żalem za grzechy i z sercem od grzechu oderwanym – z potrzebną ufnością – bo inaczej prośby nasze skutku nie odniosą, jak mówi św. Jakub:
  • „Prosicie, a nie otrzymujecie, bo źle prosicie”.
Gdyż jak na innym miejscu mówi Pismo św.:
  • „Pan Bóg grzesznych nie wysłuchuje”,
tj. takich grzeszników, co w grzechach swych trwają i nie chcą z nich powstać i ich porzucić. – Bo jakże ty chcesz, ażeby Pan Bóg cię wysłuchał, kiedy ty nie słuchasz Pana Boga, i to nie tylko prośby, ale i rozkazu Jego!... i nie wypełniasz tego, co ci Pan Bóg nakazuje, ale robisz to, co ci Pan Bóg zakazuje!... bo w grzechach, nawet ciężkich leżysz i z nich powstać nie chcesz, choć ci to Pan Bóg nakazuje pod groźbą Swego gniewu i Swej niełaski! – I to jest pierwsza i główna przyczyna, dla której Pan Bóg próśb naszych nie wysłuchuje, gdyż grzechy nasze i trwanie w niepokucie są do tego przeszkodą. Ot np. nieraz takie wielkie deszcze były, a po nich takie straszne powodzie, a ludzie się modlili i wiele Mszy św. na przebłaganie Pana Boga i odwrócenie Jego gniewu i kary ofiarowali, a Pan Bóg nie wysłuchał, bo straszniejsza powódź grzechów świat zalewa!

Czytamy w Piśmie św., że Pan Bóg przez proroka Jonasza zagroził grzesznemu miastu Niniwie zagładą. Ale gdy oni na słowo proroka uwierzyli i w poście i pokucie miłosierdzia Boskiego błagali:
  • „Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.” (Jon 3, 10)
Podobnie czytamy też w Piśmie św., że gdy Pan Bóg ogniem miał pokarać Sodomę i Gomorrę, a Abraham wstawiał się za grzesznym miastem i rzekł do Pana:
  • „Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?” (Rdz 18, 23)
I rzekł Pan:
  • „Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich.” (Rdz 18, 26)
I począł Abraham dalej Pana Boga prosić i liczbę sprawiedliwych zmniejszać, a Pan Bóg mu powiedział, że i dla 10 sprawiedliwych miasta nie zatraci. – Ale i dziesięciu nie było! Oby o tym pamiętali ci, co się nieraz dziwią, czemu Pan Bóg próśb ich nie wysłuchuje!

Drugą przyczyną, dla której Pan Bóg próśb naszych nie wysłuchuje, choćbyśmy na poparcie ich i Msze św. ofiarowywali, jest brak ufności. – Św. Paweł w liście swym do Hebrajczyków tak pisze:
  • „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, (tj. do ofiary Mszy św.) abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili.” (Hbr 4, 16)
I św. Jakub naucza:
  • „Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; (...) Niech więc prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym! Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana.” (Jk 1, 5-7)
Pan Jezus obiecał nam Sam, że wszystko, o cokolwiek Ojca w Imię Jego prosić będziemy, da nam:
  • „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje.” (J 16, 23)
Oto Boskie Jego słowa i Boska obietnica Jego, której niezachwianie ufać powinniśmy! A jeśli Pan Jezus obiecał wysłuchanie prośby zaniesionej w Imię Jego, – o ile bardziej wysłuchaną będzie prośba, przez ofiarę Mszy św. przedstawiona i poparta. – Św. Porfiry, biskup z Gazy, udał się do Carogrodu na dwór cesarski, aby od cesarza Hadriana jedną wielką łaskę otrzymać. Idąc na podwoje cesarskie, spotkał na drodze, małego syna cesarskiego Teodozjusza, niesionego na rękach. Św. Porfiry przystąpił wtedy do dziecięcia i włożył w jego ręce swą prośbę. Cesarz został tym pomysłem bardzo wzruszony i prośbę wysłuchał najchętniej. Otóż podobnie we Mszy św. przedstawiamy Ojcu Niebieskiemu prośby nasze przez ręce Pana Jezusa, Boskiego Syna Jego i mamy obietnicę wysłuchania, – toteż tym bardziej możemy i powinniśmy się spodziewać wysłuchania próśb naszych, bylebyśmy te prośby ze skruszonym sercem i z całym zaufaniem w ręce Pana Jezusa złożyli.

Widzieliśmy dotychczas, że Msza św. jest najdzielniejszym środkiem do otrzymania od Pana Boga łask nam potrzebnych, i że głównymi warunkami do otrzymania tego, o co prosimy, jest czystość sumienia i ufność, że otrzymamy to, o co prosimy. – Zdarza się jednak nieraz, że ktoś nawet bardzo pobożny i gorąco kochający Pana Boga z wielką ufnością o coś prosi, a prośba jego nie zostaje wysłuchaną. – Jakże to sobie wytłumaczyć?... Kardynał Bona tak na to odpowiada:
  • „To ma przyczynę w naturze prośby, że proszonemu wolno zawsze prośbę przyjąć lub odmówić, jak Mu się podoba. Modląc się podajemy wprawdzie powody, dla których sądzimy, że Pana Boga wzruszamy, lecz zniewolić Go nie możemy, żeby zaraz spełnił życzenia nasze. Jednak pewną jest rzeczą, że Msza św. i wtedy na skuteczności swej nic nie traci.”
Bo Pan Bóg wie lepiej czego nam potrzeba i jaką drogą prowadzić nas do nieba i co dla nas pożyteczniejszym i zbawienniejszym jest; więc chociaż Pan Bóg nie udzieli nam tego, o co prosimy, z pewnością udzieli On nam dla próśb naszych i zasług Mszy św. coś innego, może daleko bardziej nam pożytecznego lub nawet potrzebnego. Przekonać się o tym możemy i z odpowiedzi Samego Pana Jezusa, danej św. Gertrudzie. Gdy ta Święta spytała się raz Boskiego Zbawiciela, dlaczego On nieraz modlitw jej nie wysłuchuje, taką otrzymała odpowiedź:
  • „Jeżeli Ja, który jestem Mądrością niedościgłą, nie wysłuchuję niekiedy twej modlitwy wedle twego życzenia, zawsze jednak przeznaczam dla ciebie rzeczy pożyteczniejsze, ponieważ przez niedołęstwo ludzkie lepszych rzeczy rozróżnić nie umiesz.”

A gdy innym razem ta Święta spytała Pana Jezusa:
  • „Na co zda się moim przyjaciołom, że tak często modlę się za nimi, kiedy przecież nie widzę żadnych owoców tej modlitwy?”
to taką otrzymała odpowiedź:
  • „Nie dziwuj się temu, że nie widzisz rzeczywistych owoców twej modlitwy, gdyż udzielam ich tylko podług Boskiej Mojej Mądrości z pożytkiem dla każdego. Lecz powiadam ci, im częstsza jest modlitwa za kogo, tym więcej jest błogosławiony, albowiem wierna modlitwa nigdy nie będzie bezskuteczną; chociaż drogi mej łaski często są nieodgadnione.”
Z tej odpowiedzi Samego Pana Jezusa każdy może być zadowolony i pocieszony, – bo On Sam Boskim Swym słowem i Swą obietnicą nas upewnia:
  • że pobożna i wierna modlitwa nigdy nie będzie bezskuteczną!
Ale zauważ, że ta obietnica dana jest tylko wiernej modlitwie, – a wierną jest modlitwa tylko wtedy, gdy jest połączona z ufnością i wytrwałością! – Św. Paweł w swym liście do Hebrajczyków tak mówi:
  • „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili.” (Hbr 4, 16)
Gdzież jest ten tron łaski?... Jest nim ołtarz święty, na którym Baranek Boży za nas się ofiaruje i nam miłosierdzie i łaskę wyjednuje. Do tego tronu łaski często przystępujmy, szukając tam pociechy, pomocy i ratunku we wszystkich potrzebach naszych. Ale przystępując tam, pamiętajmy aby prosić przede wszystkim o łaski, które dla duszy naszej i jej zbawienia są najbardziej potrzebne!
Ludek nasz poczciwy chętnie jeszcze zamawia Msze św., ale jakież są zwykle jego intencje?... Oto najczęściej tylko „ za zdrowie ” i – (jak to oni swym ludowym językiem mówią) „ za chudobę ”, tak jakby oprócz zdrowia i bydląt żadnej innej potrzeby nie mieli! Bywają nawet i gorsze wypadki, bo nieraz się zdarza, że zamawiają Mszę św. o pomstę Bożą dla swych wrogów! Jest to istne bluźnierstwo i świętokradztwo! A  jednak o ile innych ważniejszych rzeczy, Pana Boga prosić i błagać powinni! I tak np. o łaskę poznania grzechów i powstania z tychże, o łaskę dobrej spowiedzi św., o dobry wybór stanu, o dobre wychowanie dziatek, o zgodę w rodzinie, o nawrócenie grzeszników, o wytrwanie w dobrym, o śmierć szczęśliwą itd. – A dałeś ty kiedyś na Mszę św. na te intencje?...

W historii Kościoła i w życiu Świętych Pańskich niezliczone mamy przykłady na dowód skuteczności Mszy św.

Św. Augustyn opowiada, że w mieszkaniu niejakiego Hesperiusza zły duch dzień i noc rozmaite niepokoje wyrabiał, a skoro w tym mieszkaniu Msza św. odprawiona była, zły duch natychmiast ustąpił. – Św. Grzegorz papież, opowiada, że w niektóre dni, kajdany z jednego niewolnika, zostającego w niewoli, same opadały. Powróciwszy z niewoli opowiedział to zdarzenie cudowne, i wtedy przekonano się, że właśnie w te dni kajdany z niego opadały, w które Mszę św. za niego odprawiano.

Pisząc o skuteczności Mszy św. jako ofiary błagalnej, chcę tu jeszcze jedno dodać, a mianowicie, że jeżeli drogi czytelniku, pragniesz coś od Pana Boga za pośrednictwem Mszy św. otrzymać, to ci bardzo radzę użyć do tego jeszcze wstawiennictwa dusz czyśćcowych tj. Msze św. zarazem w intencji wybawienia dusz czyśćcowych, a przez pośrednictwo dusz czyśćcowych na uproszenie sobie tego, o co Pana Boga prosisz. Bo ponieważ Msza św. ma wartość nieskończoną i ma, jak widzieliśmy 4 różne cele, więc gdy będzie jako ofiara zadośćczyniąca za dusze czyśćcowe ofiarowana, nic to nie ujmie ani umniejszy wartości jej błagalnej, owszem nawet jeszcze pod pewnym względem mocy błagalnej jej doda, gdyż dusze czyśćcowe, tą Mszą św. poratowane, jako dusze święte i Panu Bogu miłe, z wdzięczności za pomoc i ratunek w strasznych cierpieniach swych doznany, połączą swe prośby z prośbami naszymi, i tak prędzej otrzymamy to, o co Pana Boga prosimy. Praktyki tej trzymało się i trzyma bardzo wiele dusz pobożnych, a doświadczenie przekonuje nas o prawdziwości i skuteczności tej praktyki. Spróbuj, doświadcz, – a przekonasz się o tym i ty sam z własnego doświadczenia!

Gdy św. Bernard miał raz mieć Mszę św. w  Mediolanie, w kościele św. Ambrożego, przyniesiono właśnie wtedy do kościoła jedną chorą niewiastę, która straciła wzrok, słuch i mowę. Św. Bernard wezwał wszystkich obecnych, aby się z nim razem podczas Mszy św. pomodlili. Po podniesieniu, skoro św. Bernard wymówił te słowa: „ Pax Domini sit semper vobiscum ”, tj. pokój Pana niech będzie zawsze z wami, – chora nagle wszystkie trzy zmysły odzyskała. Radość i zdumienie wszystkich były ogromne, zadzwoniono we wszystkie dzwony, i całe miasto zbiegło się, aby być naocznym świadkiem.

Kończąc ten rozdział o czterech głównych celach Mszy św. streszczam ci je, miły czytelniku jeszcze raz w skrócie. – Pamiętaj dobrze, że cztery są główne cele Mszy św.
 
Pierwszym jest: oddanie Panu i Bogu naszemu tej najwyższej i największej czci, jaka się Jemu, jako naszemu Stwórcy, jako naszemu Początkowi i naszemu ostatecznemu Celowi i Końcowi od nas należy. Ofiarowanie Mszy św. jest właśnie najlepszym oddaniem tego największego hołdu Panu i Bogu Naszemu!
 
Drugim celem Mszy św. jest dziękczynienie za wszystkie łaski i dary otrzymane od Pana i Boga naszego; – ofiarowanie Mszy św. jest najmilszą podzięką od nas Panu Bogu złożoną.

Trzecim głównym celem Mszy św. jest przebłaganie Pana i Boga naszego za liczne grzechy i winy nasze, jak też i za kary przez nie zasłużone; – i tu znowu nie ma dzielniejszego środka nad ofiarowanie Mszy św., tak za żywych, jak i za umarłych.

Czwartym wreszcie celem Mszy św. jest uproszenie, tak sobie, jak i drugim, od Pana Boga łask tak duchownych, jak i doczesnych nam potrzebnych, do czego ofiarowanie Mszy św. jest środkiem najdzielniejszym.
Pamiętaj czytelniku o tym i w praktyce całego życia twego postępuj według tego!
Strony: 1 [2] 3 4 ... 10