Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
21
Jorge Bergoglio, liturgiczny progresista i skrajny ekumenista o marksistowskich tendencjach (1)
 (Artykuł z marca 2013)

BP DONALD J. SANBORN

–––––
 
Jorge Bergoglio
 
Ku zdumieniu wielu i bezmiernej konsternacji konserwatystów Novus Ordo , "kardynałowie" wybrali novusowego arcybiskupa Buenos Aires, jezuitę na następcę emerytowanego Ratzingera. Przyjrzymy się tu pokrótce postaci tego debiutanta w sekwencji "papieży" Vaticanum II , którzy od 1958 roku systematycznie działają na rzecz zniszczenia Kościoła katolickiego.
 
 
Liturgiczny progresista
 
Bergoglio jest skończonym modernistą jeśli chodzi o liturgię. Dostępny w Internecie dla wszystkich do obejrzenia jest film z Mszy dla dzieci w Buenos Aires, gdy był kardynałem. Widzimy tam mnóstwo balonów oraz zespół muzyki pop grający lekkiego argentyńskiego rocka oraz wokalistów zespołu, mężczyznę i kobietę, którzy przynaglają tłum trzymający balony do udziału w śpiewaniu piosenek. Wokaliści tańczą podczas wykonywania piosenek.
 
 
Poniżenie papiestwa
 
Bergoglio, w noc swej elekcji, powiedział i zrobił kilka rzeczy, które przeciętnemu świeckiemu człowiekowi mogą wydawać się mało ważne, niemniej jednak były dość znamienne. Po pierwsze, odmówił nałożenia czerwonego mucetu (peleryny przykrywającej ramiona), którą Papież zwykle nosi, jak również stuły zakładanej na mucet. Są to insygnia papieskiego urzędu. Co więcej, wielokrotnie powtarzał, że został wybrany na "biskupa Rzymu", a nawet wyrażał się o Ratzingerze jako "byłym biskupie Rzymu". Prawdą jest, że rzymski Papież jest biskupem Rzymu i to prawda, że rzymskie biskupstwo jest, że tak powiem, nośnikiem, przez który papież otrzymuje swą powszechną jurysdykcję. Jest tak dlatego, że św. Piotr, pierwszy który otrzymał powszechną jurysdykcję od Samego Chrystusa, ustanowił swoją stolicę w Rzymie i umarł w Rzymie. W związku z tym, to miasto stało się drogą, przez którą następcy św. Piotra zostali złączeni ze św. Piotrem, jako głową Kościoła powszechnego , a nie jedynie jako biskupem. Powodem dla którego te odniesienia do "biskupa Rzymu" są znaczące jest to, że dla wschodnich schizmatyków i anglikanów tytuł "biskup Rzymu" nie stanowi żadnego problemu, tzn., jest to ktoś posiadający jurysdykcję tylko nad rzymską diecezją, natomiast stanowczo oponują przeciwko "papieżowi" tj., komuś, kto ma jurysdykcję nad całym Kościołem.
 
Te małe lecz ważne posunięcia są najprawdopodobniej zapowiedzią tego, co ma nadejść: umniejszanie papiestwa na rzecz ekumenizmu. Paweł VI powiedział: "Największą przeszkodą dla ekumenizmu jest papiestwo". Dlatego też, jeśli ekumenizm ma pozostać, to papiestwo musi odejść.
 
 
Gorliwy ekumenista
 
W Internecie można oglądnąć filmik, w którym Bergoglio uczestniczy w obchodach Chanuki w żydowskiej synagodze i zapala menorę. Nawiasem mówiąc jego oficjalnym biografem jest Żyd o nazwisku Sergio Rubin. Jest też fotografia jak Bergoglio klęcząc przed protestanckimi duchownymi, prosi ich o błogosławieństwo.
 
Argentyński biskup anglikański, Gregory Venables, wychwalał wybór Bergoglio, ponieważ Bergoglio powiedział mu na międzywyznaniowym spotkaniu, że anglikanie powinni zostać włączeni do Kościoła katolickiego bez konieczności nawrócenia. "Pewnego ranka zadzwonił do mnie, abym zjadł z nim śniadanie", relacjonuje Venables, "i powiedział mi bardzo wyraźnie, że Ordynariat jest zupełnie zbędny i że Kościół potrzebuje nas jako anglikanów". Ordynariat , o którym tu mowa był ustępstwem Benedykta XVI wobec anglikanów, którzy chcieli wrócić do Kościoła katolickiego i jednocześnie zachować swoją anglikańską (= heretycką) kulturę i liturgię.
 
 
Marksistowskie tendencje
 
Bergoglio ma obsesję na punkcie ucisku ubogich. Podczas gdy Kościół zawsze przejawiał troskę o złagodzenie niedoli biednych, to nigdy nie wspierał ideologii czy też ruchów społeczno-politycznych usiłujących dokonywać redystrybucji dóbr. Popieranie takich systemów i ruchów oznacza, że się jest socjalistą. Posłuchajmy Bergoglio: "Żyjemy w części świata o największych nierównościach, gdzie dokonał się największy wzrost, a jednocześnie niedola zmniejszyła się najmniej. Trwa niesprawiedliwość przy podziale dóbr, co tworzy sytuację grzechu społecznego, która woła o pomstę do nieba i ogranicza tak wielu naszym braciom możliwości pełniejszego życia" . Pogląd, że nierówny podział dóbr jest wewnętrznie niesprawiedliwy, że jest "grzechem", to typowo marksistowska idea podburzająca do walki klasowej. Prawdą jest to, że istnieje naturalna nierówność podziału dóbr spowodowana naturalną nierównomiernością rozkładu intelektu, talentów, pracowitości, bogactw naturalnych a nawet okoliczności. Ponadto, systemy socjalistyczny i marksistowski, nie czynią nic poza zwiększaniem ubóstwa klas niższych, ponieważ fałszywymi zasadami ekonomicznymi tłumią naturalny wzrost gospodarki.
 
25 maja 2002, Bergoglio wygłosił kazanie, w którym scharakteryzował Zacheusza z Ewangelii jako "złowrogiego lichwiarza" – to oczywiste odniesienie do "złych" ludzi, którzy uważają, że Argentyna powinna spłacić długi, które zaciągnęła. W rzeczywistości, Zacheusz nie był lichwiarzem tylko poborcą podatkowym. Przypadek ten świadczy o zatrważającej nieznajomości Pisma Świętego, jak również gruntownej znajomości wszystkich motywów przewodnich socjalizmu oraz mentalności gotowej do zaprzęgnięcia religii w służbę socjalizmu.
 
Najlepszym sposobem pomocy ubogim nie jest redystrybucja dóbr – okradanie tych, którzy pracują i dawanie tym, którzy nie pracują – lecz stwarzanie warunków, w których robotnik klasy niższej ma okazję, aby przez ciężką pracę wydźwignąć się ekonomicznie i poprawić swoją sytuację. Taki klimat tworzy się przez legalną konkurencję, będącą zawsze czynnikiem motywacyjnym oraz mało ingerujący rząd dający każdemu człowiekowi, bez względu na pozycję społeczną, wolną przestrzeń, w której może rozwijać darowane mu przez Boga talenty i pracowitość. Opresywne, despotyczne i zarządzające aż do skali mikro socjalistyczne rządy nie robią nic prócz zubażania swoich obywateli, odstraszając przedsiębiorców i zamykając drzwi inwestycjom zewnętrznym. Komunistyczne zniewolenie Europy Wschodniej jest świadectwem porażki socjalizmu jako systemu ekonomicznego, a rozkwit Chin spowodowany w znacznej mierze właśnie porzuceniem komunistycznych zasad ekonomicznych – przynajmniej w praktyce – jest kolejnym dowodem, że socjalizm się nie sprawdza.
 
 
Popieranie związków homoseksualnych
 
Jako novusowy kardynał Buenos Aires, Bergoglio namawiał kolegów biskupów, by agitowali za homoseksualnymi związkami partnerskimi. Czynił tak, ponieważ uważał, że nie istnieją żadne skuteczne środki umożliwiające zwalczenie ustawy dotyczącej małżeństw homoseksualnych, której propozycję wysunął argentyński rząd. Tak przynajmniej opisywano tę sytuację. Innymi słowy, myślał on, że Kościół katolicki powinien wspierać sodomskie związki jako mniejsze zło.
 
Jednakże stosuje on niewłaściwie moralną naukę dotyczącą wyboru mniejszego zła. Nigdy nie wolno wybierać mniejszego zła, gdy dotyczy to dobra powszechnego religii lub państwa. Wybitny teolog moralny Merkelbach stwierdza: "Bezpośrednia współpraca w działaniu naruszającym w poważny sposób dobro publiczne czy to religii czy też państwa jest zawsze grzechem śmiertelnym i nigdy nie jest usprawiedliwiona ze względu na jakąś osobistą stratę. Jest to prawdą, ponieważ stanowi wypaczenie porządku. To umieszczanie prywatnego dobra przed dobrem społecznym i powszechnym". Co więcej, promowanie przez Kościół czegoś, co jest fałszywe, moralnie wypaczone i skandaliczne jest dużo większym złem niż małżeństwa sodomitów. Kościół na mocy Wszechmogącego Boga daje poczucie świętego bezpieczeństwa w odniesieniu do nadprzyrodzonej prawdy oraz prawa naturalnego i w konsekwencji poparcie Kościoła dla związków sodomskich byłoby tak złe, iż byłoby znacznie gorsze niż wiele milionów czynów sodomskich. To, że przedstawiciel Boga na ziemi miałby nie dochować wierności prawdzie jest zdradą Chrystusa podobną zdradzie Judasza albo niewiernych Żydów, którzy domagali się ukrzyżowania Chrystusa.
 
Wreszcie, zachęcanie uzależnionych od grzechu sodomii do życia w związku cywilnym, jest wobec nich nadzwyczaj niemiłosierne , ponieważ jest akceptacją narażania ich na częste okazje do grzechu śmiertelnego, co prowadzi do ich ostatecznego potępienia w piekle. Osoby z jakiegokolwiek powodu uzależnione od tego grzechu należy napominać, by wiodły cnotliwe życie i unikały zażyłych przyjaźni z osobami tej samej płci. Ustanowienie legalnych środków umożliwiających im wspólne pożycie jest w istocie posłaniem ich do piekła.
 
A jednak wielu prałatów Novus Ordo , między innymi kardynał Schönborn z Wiednia i nieżyjący już kardynał Martini z Mediolanu (który był wielkim entuzjastą Bergoglio) publicznie stwierdziło, że Kościół powinien zatwierdzić związki partnerskie tej samej płci.
 
Na szczęście i nieoczekiwanie, reszta argentyńskich biskupów wykazała zdrowy rozsądek mówiąc Bergoglio, że nie ma racji w popieraniu związków partnerskich, nawet jako mniejszego zła i w rezultacie wszyscy powstrzymali się od ich poparcia.
 
Co Bergoglio zrobi albo powie – teraz, kiedy zajmuje kierownicze stanowisko Novus Ordo – czas pokaże.
 
 
Zaniechanie uczynienia znaku krzyża i wezwania trzech Boskich Osób Trójcy Przenajświętszej
 
Na spotkaniu z dziennikarzami tuż po wyborze, Bergoglio powiedział, że chciałby ich pobłogosławić zanim się rozejdą. Jednak dodał, że wie, iż wielu z nich nie jest chrześcijanami, a niektórzy nawet są niewierzący. "Szanuję sumienie każdego z was" – powiedział i z tego powodu nie uczynił znaku krzyża ani nie wezwał imion trzech Boskich Osób Trójcy Świętej.
 
Można go zobaczyć na internetowym wideo jak tylko wznosi rękę jak gdyby chciał się pożegnać.

To, że ktoś mieniący się papieżem uchyla się od pobłogosławienia Znakiem Krzyża i wezwania Trójcy Świętej, co jest przypomnieniem dwu centralnych dogmatów naszej świętej wiary, jest tak przerażające, że na opisanie tego nie ma wręcz przymiotników. Wszystko to staje się zrozumiałe, jeśli zastosuje się zasady ekumenizmu i wolności religijnej. Jego zaniechanie uczynienia tradycyjnej formy błogosławieństwa jest dla każdego, kto jeszcze myśli dowodem, że ekumenizm i wolność religijna to dwie przewrotne i niegodziwe doktryny, to niszczyciele naszej wiary i bluźnierstwo przeciw majestatowi Boga Wszechmocnego.
 
Ponadto, nie głoszenie świętej Ewangelii niechrześcijanom i niewierzącym jest względem nich bardzo niemiłosierne, ponieważ święta Ewangelia jest dla nich zbawieniem. "Szanowanie sumienia" jest tak absurdalne jak szanowanie decyzji kogoś, kto ma właśnie wypić truciznę, aby się zabić.
 
Jedynym stosownym komentarzem są słowa Naszego Pana Jezusa Chrystusa wypowiedziane w Ewangelii św. Mateusza (X, 33): "A kto by się mnie zaparł przed ludźmi, zaprę się go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiesiech" .
 
 
Reakcje na wybór Bergoglio
 
Reakcja odpadłego marksistowskiego księdza Leonardo Boffa była bardzo pozytywna, podobnie jak jawnie heretyckiego duchownego Hansa Künga, który powinien zostać usunięty, ale nie jest.
 
Boff, główny rzecznik teologii wyzwolenia czyli marksizmu podlanego chrześcijańskim sosem, powiedział: "Jestem pokrzepiony tym wyborem, dostrzegam w tym obietnicę Kościoła prostoty i ekologicznych ideałów". Cytowano również jego wypowiedź, iż Bergoglio jest bardziej liberalny niż ludzie mogą to sobie wyobrazić.
 
Hans Küng, który publicznie neguje papieską nieomylność, Boskość Chrystusa i Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (ale wciąż jest księdzem nieźle usytuowanym – w modernistycznej religii), kiedy Bergoglio został wybrany powiedział: "jestem przepełniony radością", dodając: "W tym człowieku jest nadzieja". "Nadzieja" w rozumieniu Künga to radykalne przekształcenie Kościoła katolickiego w coś, co w stosunku do jego przedsoborowej przeszłości jest zupełnie nie do poznania i niemożliwe do utożsamienia. Choć mógłbym powiedzieć, że takie określenia stosują się już do Novus Ordo , to Küng ma na myśli coś jeszcze bardziej destrukcyjnego.
 
Esteban Paulon, prezes argentyńskiej Federacji lesbijek, homoseksualistów, biseksualistów i transseksualistów powiedział, że Bergoglio "jest znany z umiarkowanych poglądów" i kiedy "wystąpił zdecydowanie przeciw małżeństwom homoseksualnym, uczynił to pod presją konserwatystów".
 
Komentatorzy często także zaznaczają, że nie jest on przyjacielem tradycyjnego ruchu. W 2007 roku wprowadził w życie Mszę Motu Proprio, ale w taki sposób, że do jej odprawiania wyznaczył nie tradycyjnie usposobionych kapłanów, lecz modernistów, którzy zastąpili tradycyjne czytania czytaniami z Nowej Mszy i czytają je wiernym. Msza odprawiana była tylko raz w miesiącu i to w niedogodnym miejscu. Chociaż na pierwszej Mszy pokazało się kilkuset wiernych ich liczba ostatecznie zmalała tak bardzo, że w archidiecezji Buenos Aires Msza Motu Proprio już nie istnieje.
 
Z tego powodu, można powiedzieć, że konserwatyści Novus Ordo albo jak się ich zwykle określa – "neokoni", wdrapali się na gzymsy wysokich budynków, podczas gdy na ulicy strażacy trzymają sieci by ich w nie łapać. Dlaczego? Przetrzymawszy dwadzieścia siedem lat Jana Pawła II, który był liturgicznym potworem (czego świadectwem obnażone do pasa lektorki i takie same tancerki), zobaczyli w Ratzingerze liturgiczną rewolucję à rebours , czyli restaurację. Choć z pewnością nie wszystko było idealne, niemniej jednak uważali, że Ratzinger jest przedstawicielem trendu w Novus Ordo dążącego ostatecznie do przywrócenia liturgicznego rozsądku. Zainteresowani wyłącznie liturgią a nie doktryną, byli mocno przekonani, że skończyły się odurzające i szalone czasy rewolucji Vaticanum II i teraz "cegła po cegle" – jak powiedział jeden z ich głównych rzeczników – katolicka liturgia zostanie odbudowana.
 
Wraz z wyborem Bergoglio, ich świat eksplodował.
 
Zwiastowało to nie tylko powrót do ery liturgicznej brzydoty i aberracji Pawła VI, ale co gorsza, oznaczało, że hierarchia Novus Ordo wcale nie podziela "konserwatywnej" linii Ratzingera. W przeciągu kilku godzin, neokoni zdali sobie sprawę, że Ratzinger nie był ucieleśnieniem trendu, ale zwykłym fuksem, szczęśliwym losem, oazą na pustyni. Teraz rewolucyjna tendencja będzie kontynuowana, z Bergoglio na czele, człowiekiem kochającym liturgiczną brzydotę i aberracje, człowiekiem z balonikami, który na domiar, nie ma nawet przedsoborowego wykształcenia, jakie mieli Montini, Wojtyła i Ratzinger, ani inteligencji żadnego z nich. Jest on zdolny do niewiarygodnych liturgicznych zdrożności. Co gorsza, doktrynalny i duszpasterski liberalizm Bergoglio, połączony z brakiem inteligencji, czyni go zdolnym do odchyleń, które aż dotychczas były niewyobrażalne.
 
Moim zdaniem, neokoni to zwolennicy Novus Ordo , którzy jeszcze zachowali cnotę wiary. Ta cnota, dzięki której katolicy przylegają do świętych i niezmiennych prawd objawionych przez Boga i przedkładanych przez niezawodne Magisterium Kościoła została zniszczona u niemal wszystkich zwolenników Novus Ordo . Stało się tak gdyż Vaticanum II jest zabójcą dogmatu. Jego podstawowym założeniem jest ekumenizm , który z samej swej natury niszczy dogmat w umyśle każdego, kto go przyjmie, ponieważ ekumenizm relatywizuje to, co ze swej natury jest absolutne, tzn. katolicki dogmat. Inne wielkie herezje Vaticanum II , a mianowicie kolegialność biskupów, wolność religijna i nowa eklezjologia, powstały jako bezpośredni skutek manii ekumenizmu. Ekumenizm ich potrzebuje i gdyby ekumenizm zniknął one również by znikły.
 
Gdy się połączy zabójcze dla dogmatów nauki Vaticanum II i sączone z tygodnia na tydzień dawki niszczącej dogmat Nowej Mszy Pawła VI, to wynikiem jest utrata cnoty wiary. Większość zwolenników Novus Ordo straciło katolicką Wiarę, jak pokazuje to ostatni sondaż New York Times .
 
Jedyny sposób na to, aby cnota wiary mogła przetrwać w duszy zwolennika Novus Ordo to pozytywny sprzeciw wobec doktryn i liturgicznych praktyk Novus Ordo . Są nimi neokoni. Życie codzienne jest dla nich cierpieniem i męczarnią, ponieważ nieustannie zaprzeczają w swoim umyśle temu, co stale stoi im przed oczami, a mianowicie temu, że Vaticanum II jest zerwaniem . To tak jakby ktoś szedł ulicami Nowego Jorku i stale sobie powtarzał: "nie jestem w Nowym Jorku". Żaden z niebotycznych monumentów Nowego Jorku nie może go przekonać. Zerwanie Vaticanum II z przeszłością Kościoła jest wszędzie widoczne, jednak żyją w bezustannej odmowie zaakceptowania tego faktu.
 
Dlatego wymyślili sobie coś nazywanego "hermeneutyką ciągłości" albo takim sposobem interpretacji Vaticanum II , że nie jest on sprzeczny z katolicką doktryną. To absurdalny system. Aby zilustrować to przez analogię: Gdyby Vaticanum II uczył, że 2 + 2 = 5, stronnicy hermeneutyki ciągłości wymyśliliby system, w którym 2 + 2 = 5 jest do pogodzenia z zasadami tradycyjnej matematyki. To jest szalone, ale usiłują to zrobić.
 
Dlaczego? Ponieważ, nie chcąc wejść na drogę sedewakantyzmu uznającego, że Novus Ordo jest zerwaniem, muszą wymyślić jakiś system, który chroni Novus Ordo przed uznaniem go za zerwanie. Są jak człowiek stojący nad szczeliną wywołaną przez trzęsienie ziemi. Jedna stopa jest po lewej stronie szczeliny, druga po prawej. Lewa strona to Vaticanum II i jego reformy; prawa strona to tradycyjny, przedsoborowy Kościół katolicki. Szczelina oczywiście poszerza się po każdym wstrząsie wtórnym i w rezultacie staje się coraz trudniejszym stanie okrakiem nad bezdenną rozpadliną.
 
Bergoglio nie jest zaledwie wstrząsem wtórnym; on jest kolejnym głównym wstrząsem. Neokoni tracą teraz głowę jak to wytłumaczyć. Niektórzy zaryzykowali "hermeneutykę zaprzeczenia", która neguje liberalną przeszłość Bergoglio, tworząc sobie tym samym jeszcze bardziej fantastyczny świat mrzonek. Jednakże większość stanęła wobec rzeczywistości końca ich świata. Jak sobie poradzą, to się okaże. Nie byłbym zaskoczony, jeśli niektórzy przyjmą stanowisko sedewakantystyczne.
 
Sedewakantyści, z drugiej strony, widzą, że ich stanowisko się potwierdziło. Niektórzy neokoni nazwą to "tryumfalizmem", ale powinni sobie uświadomić, że przez dziesiątki lat traktowali sedewakantystów jak teologiczne i kościelne szumowiny, jak radykałów i fanatyków, jeszcze gorszych od heretyków i schizmatyków. Powinni też sobie zdać sprawę z tego, że historyczny fakt, tzn. wybór lewackiego modernisty, który zastąpił ich ukochanego Ratzingera dowodzący, że świat neokonów był mrzonką i ułudą – nie jest winą sedewakantystów.
 
To potwierdza, że sedewakantyści mają rację.
 
Biskup Sanborn
 
 
"Most Holy Trinity Seminary Newsletter", March 2013 ( Bergoglio Supplement ). (2)
 
Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa
 
–––––––––––––––
Przypisy:

(1) Tytuł artykułu od red. Ultra montes . Tytuł oryginalny: Jorge Bergoglio, the first "Pope" to have favored homosexual unions ( Jorge Bergoglio, pierwszy "papież" popierający związki homoseksualne ).
 
(2) Por. Bp Donald J. Sanborn,

1) Konklawe przegranych i manipulacje Ratzingera co do Vaticanum II .
 
2) "Sobór Watykański II" – największa katastrofa w historii świata .
 
3) Rozkład religii Novus Ordo .
 
4) Sprzeczność Vaticanum II z nauczaniem Kościoła katolickiego .
 
5) Sprzeciw wobec zmian soborowych a niezniszczalność Kościoła .
 
6) Asyż III – obrzydliwość spustoszenia w miejscu świętym .
 
7) Ekumenizm – przygotowanie drogi dla Antychrysta .
 
8 ) Perspektywa pojednania FSSPX z modernistami .
 
9) Socjalizm – droga do bankructwa i zagłady narodów .
 
10) Dokument Watykańskiej Rady Iustitia et Pax na temat gospodarki światowej .
 
(Przyp. red. Ultra montes ).
 
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXIII, Kraków 2013
22
Nauka o Ofierze Mszy św. / x
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 20:54:02 »
x
23
Nauka o Ofierze Mszy św. / O czwartym głównym celu ofiary Mszy św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 20:38:26 »
O czwartym głównym celu ofiary Mszy św.,
 którym jest uproszenie łask nam potrzebnych,
do czego Msza św. jest najlepszym środkiem.

Jak w Starym Zakonie były różne ofiary błagalne, i tak w Nowym Zakonie ta jedna i jedyna ofiara Nowego Zakonu jest zarazem naszą ofiarą błagalną, jak o tym naucza św. Sobór Trydencki. (Zob. str. 31). Pan Jezus we Mszy św. ofiarowany prosi i błaga razem z nami i za nami i nie ma lepszego środka na otrzymanie łask od Pana Boga nam potrzebnych nad ofiarę Mszy św. – Pan Jezus nauczył nas Sam modlitwy, którą cały świat chrześcijański co dzień odmawia: Ojcze Nasz itd., – a w pierwszych słowach tej modlitwy, według nauki i rozkazu Samego Pan Jezusa, mówimy nie Ojcze Mój, ale: Ojcze Nasz! bo tę modlitwę i prośbę odmawia razem z nami i Sam Pan Jezus! Jeśli więc ta modlitwa jest nad inne modlitwy skuteczniejsza – to o ileż bardziej skuteczne jest od innych modlitw i próśb ofiarowanie Mszy św., w której Pan Jezus nie tylko z nami i za nami prosi, ale też za nas we Mszy św. się ofiaruje dla skuteczniejszego wysłuchania próśb naszych i Swoich. – Czytamy o królu portugalskim Janie II, że miał tak wielkie nabożeństwo do 5 ran Pana Jezusa, iż ślubem się zobowiązał wszystko uczynić, o co by go dla miłości tych pięciu ran proszono. – Otóż Ojciec Niebieski daleko bardziej wszystkich próśb naszych wysłucha, o których wysłuchanie prosić Go będziemy przez te 5 ran Jezusowych za nas ofiarowanych we Mszy św., zwłaszcza podczas Podniesienia, – ale gdy prosić Go będziemy godnie i należycie.

Ażeby prośby nasze były wysłuchane, potrzeba, żebyśmy prosili z czystym sumieniem, a przynajmniej z żalem za grzechy i z sercem od grzechu oderwanym – z potrzebną ufnością – bo inaczej prośby nasze skutku nie odniosą, jak mówi św. Jakub:
  • „Prosicie, a nie otrzymujecie, bo źle prosicie”.
Gdyż jak na innym miejscu mówi Pismo św.:
  • „Pan Bóg grzesznych nie wysłuchuje”,
tj. takich grzeszników, co w grzechach swych trwają i nie chcą z nich powstać i ich porzucić. – Bo jakże ty chcesz, ażeby Pan Bóg cię wysłuchał, kiedy ty nie słuchasz Pana Boga, i to nie tylko prośby, ale i rozkazu Jego!... i nie wypełniasz tego, co ci Pan Bóg nakazuje, ale robisz to, co ci Pan Bóg zakazuje!... bo w grzechach, nawet ciężkich leżysz i z nich powstać nie chcesz, choć ci to Pan Bóg nakazuje pod groźbą Swego gniewu i Swej niełaski! – I to jest pierwsza i główna przyczyna, dla której Pan Bóg próśb naszych nie wysłuchuje, gdyż grzechy nasze i trwanie w niepokucie są do tego przeszkodą. Ot np. nieraz takie wielkie deszcze były, a po nich takie straszne powodzie, a ludzie się modlili i wiele Mszy św. na przebłaganie Pana Boga i odwrócenie Jego gniewu i kary ofiarowali, a Pan Bóg nie wysłuchał, bo straszniejsza powódź grzechów świat zalewa!

Czytamy w Piśmie św., że Pan Bóg przez proroka Jonasza zagroził grzesznemu miastu Niniwie zagładą. Ale gdy oni na słowo proroka uwierzyli i w poście i pokucie miłosierdzia Boskiego błagali:
  • „Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.” (Jon 3, 10)
Podobnie czytamy też w Piśmie św., że gdy Pan Bóg ogniem miał pokarać Sodomę i Gomorrę, a Abraham wstawiał się za grzesznym miastem i rzekł do Pana:
  • „Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?” (Rdz 18, 23)
I rzekł Pan:
  • „Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich.” (Rdz 18, 26)
I począł Abraham dalej Pana Boga prosić i liczbę sprawiedliwych zmniejszać, a Pan Bóg mu powiedział, że i dla 10 sprawiedliwych miasta nie zatraci. – Ale i dziesięciu nie było! Oby o tym pamiętali ci, co się nieraz dziwią, czemu Pan Bóg próśb ich nie wysłuchuje!

Drugą przyczyną, dla której Pan Bóg próśb naszych nie wysłuchuje, choćbyśmy na poparcie ich i Msze św. ofiarowywali, jest brak ufności. – Św. Paweł w liście swym do Hebrajczyków tak pisze:
  • „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, (tj. do ofiary Mszy św.) abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili.” (Hbr 4, 16)
I św. Jakub naucza:
  • „Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; (...) Niech więc prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym! Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana.” (Jk 1, 5-7)
Pan Jezus obiecał nam Sam, że wszystko, o cokolwiek Ojca w Imię Jego prosić będziemy, da nam:
  • „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje.” (J 16, 23)
Oto Boskie Jego słowa i Boska obietnica Jego, której niezachwianie ufać powinniśmy! A jeśli Pan Jezus obiecał wysłuchanie prośby zaniesionej w Imię Jego, – o ile bardziej wysłuchaną będzie prośba, przez ofiarę Mszy św. przedstawiona i poparta. – Św. Porfiry, biskup z Gazy, udał się do Carogrodu na dwór cesarski, aby od cesarza Hadriana jedną wielką łaskę otrzymać. Idąc na podwoje cesarskie, spotkał na drodze, małego syna cesarskiego Teodozjusza, niesionego na rękach. Św. Porfiry przystąpił wtedy do dziecięcia i włożył w jego ręce swą prośbę. Cesarz został tym pomysłem bardzo wzruszony i prośbę wysłuchał najchętniej. Otóż podobnie we Mszy św. przedstawiamy Ojcu Niebieskiemu prośby nasze przez ręce Pana Jezusa, Boskiego Syna Jego i mamy obietnicę wysłuchania, – toteż tym bardziej możemy i powinniśmy się spodziewać wysłuchania próśb naszych, bylebyśmy te prośby ze skruszonym sercem i z całym zaufaniem w ręce Pana Jezusa złożyli.

Widzieliśmy dotychczas, że Msza św. jest najdzielniejszym środkiem do otrzymania od Pana Boga łask nam potrzebnych, i że głównymi warunkami do otrzymania tego, o co prosimy, jest czystość sumienia i ufność, że otrzymamy to, o co prosimy. – Zdarza się jednak nieraz, że ktoś nawet bardzo pobożny i gorąco kochający Pana Boga z wielką ufnością o coś prosi, a prośba jego nie zostaje wysłuchaną. – Jakże to sobie wytłumaczyć?... Kardynał Bona tak na to odpowiada:
  • „To ma przyczynę w naturze prośby, że proszonemu wolno zawsze prośbę przyjąć lub odmówić, jak Mu się podoba. Modląc się podajemy wprawdzie powody, dla których sądzimy, że Pana Boga wzruszamy, lecz zniewolić Go nie możemy, żeby zaraz spełnił życzenia nasze. Jednak pewną jest rzeczą, że Msza św. i wtedy na skuteczności swej nic nie traci.”
Bo Pan Bóg wie lepiej czego nam potrzeba i jaką drogą prowadzić nas do nieba i co dla nas pożyteczniejszym i zbawienniejszym jest; więc chociaż Pan Bóg nie udzieli nam tego, o co prosimy, z pewnością udzieli On nam dla próśb naszych i zasług Mszy św. coś innego, może daleko bardziej nam pożytecznego lub nawet potrzebnego. Przekonać się o tym możemy i z odpowiedzi Samego Pana Jezusa, danej św. Gertrudzie. Gdy ta Święta spytała się raz Boskiego Zbawiciela, dlaczego On nieraz modlitw jej nie wysłuchuje, taką otrzymała odpowiedź:
  • „Jeżeli Ja, który jestem Mądrością niedościgłą, nie wysłuchuję niekiedy twej modlitwy wedle twego życzenia, zawsze jednak przeznaczam dla ciebie rzeczy pożyteczniejsze, ponieważ przez niedołęstwo ludzkie lepszych rzeczy rozróżnić nie umiesz.”

A gdy innym razem ta Święta spytała Pana Jezusa:
  • „Na co zda się moim przyjaciołom, że tak często modlę się za nimi, kiedy przecież nie widzę żadnych owoców tej modlitwy?”
to taką otrzymała odpowiedź:
  • „Nie dziwuj się temu, że nie widzisz rzeczywistych owoców twej modlitwy, gdyż udzielam ich tylko podług Boskiej Mojej Mądrości z pożytkiem dla każdego. Lecz powiadam ci, im częstsza jest modlitwa za kogo, tym więcej jest błogosławiony, albowiem wierna modlitwa nigdy nie będzie bezskuteczną; chociaż drogi mej łaski często są nieodgadnione.”
Z tej odpowiedzi Samego Pana Jezusa każdy może być zadowolony i pocieszony, – bo On Sam Boskim Swym słowem i Swą obietnicą nas upewnia:
  • że pobożna i wierna modlitwa nigdy nie będzie bezskuteczną!
Ale zauważ, że ta obietnica dana jest tylko wiernej modlitwie, – a wierną jest modlitwa tylko wtedy, gdy jest połączona z ufnością i wytrwałością! – Św. Paweł w swym liście do Hebrajczyków tak mówi:
  • „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili.” (Hbr 4, 16)
Gdzież jest ten tron łaski?... Jest nim ołtarz święty, na którym Baranek Boży za nas się ofiaruje i nam miłosierdzie i łaskę wyjednuje. Do tego tronu łaski często przystępujmy, szukając tam pociechy, pomocy i ratunku we wszystkich potrzebach naszych. Ale przystępując tam, pamiętajmy aby prosić przede wszystkim o łaski, które dla duszy naszej i jej zbawienia są najbardziej potrzebne!
Ludek nasz poczciwy chętnie jeszcze zamawia Msze św., ale jakież są zwykle jego intencje?... Oto najczęściej tylko „ za zdrowie ” i – (jak to oni swym ludowym językiem mówią) „ za chudobę ”, tak jakby oprócz zdrowia i bydląt żadnej innej potrzeby nie mieli! Bywają nawet i gorsze wypadki, bo nieraz się zdarza, że zamawiają Mszę św. o pomstę Bożą dla swych wrogów! Jest to istne bluźnierstwo i świętokradztwo! A  jednak o ile innych ważniejszych rzeczy, Pana Boga prosić i błagać powinni! I tak np. o łaskę poznania grzechów i powstania z tychże, o łaskę dobrej spowiedzi św., o dobry wybór stanu, o dobre wychowanie dziatek, o zgodę w rodzinie, o nawrócenie grzeszników, o wytrwanie w dobrym, o śmierć szczęśliwą itd. – A dałeś ty kiedyś na Mszę św. na te intencje?...

W historii Kościoła i w życiu Świętych Pańskich niezliczone mamy przykłady na dowód skuteczności Mszy św.

Św. Augustyn opowiada, że w mieszkaniu niejakiego Hesperiusza zły duch dzień i noc rozmaite niepokoje wyrabiał, a skoro w tym mieszkaniu Msza św. odprawiona była, zły duch natychmiast ustąpił. – Św. Grzegorz papież, opowiada, że w niektóre dni, kajdany z jednego niewolnika, zostającego w niewoli, same opadały. Powróciwszy z niewoli opowiedział to zdarzenie cudowne, i wtedy przekonano się, że właśnie w te dni kajdany z niego opadały, w które Mszę św. za niego odprawiano.

Pisząc o skuteczności Mszy św. jako ofiary błagalnej, chcę tu jeszcze jedno dodać, a mianowicie, że jeżeli drogi czytelniku, pragniesz coś od Pana Boga za pośrednictwem Mszy św. otrzymać, to ci bardzo radzę użyć do tego jeszcze wstawiennictwa dusz czyśćcowych tj. Msze św. zarazem w intencji wybawienia dusz czyśćcowych, a przez pośrednictwo dusz czyśćcowych na uproszenie sobie tego, o co Pana Boga prosisz. Bo ponieważ Msza św. ma wartość nieskończoną i ma, jak widzieliśmy 4 różne cele, więc gdy będzie jako ofiara zadośćczyniąca za dusze czyśćcowe ofiarowana, nic to nie ujmie ani umniejszy wartości jej błagalnej, owszem nawet jeszcze pod pewnym względem mocy błagalnej jej doda, gdyż dusze czyśćcowe, tą Mszą św. poratowane, jako dusze święte i Panu Bogu miłe, z wdzięczności za pomoc i ratunek w strasznych cierpieniach swych doznany, połączą swe prośby z prośbami naszymi, i tak prędzej otrzymamy to, o co Pana Boga prosimy. Praktyki tej trzymało się i trzyma bardzo wiele dusz pobożnych, a doświadczenie przekonuje nas o prawdziwości i skuteczności tej praktyki. Spróbuj, doświadcz, – a przekonasz się o tym i ty sam z własnego doświadczenia!

Gdy św. Bernard miał raz mieć Mszę św. w  Mediolanie, w kościele św. Ambrożego, przyniesiono właśnie wtedy do kościoła jedną chorą niewiastę, która straciła wzrok, słuch i mowę. Św. Bernard wezwał wszystkich obecnych, aby się z nim razem podczas Mszy św. pomodlili. Po podniesieniu, skoro św. Bernard wymówił te słowa: „ Pax Domini sit semper vobiscum ”, tj. pokój Pana niech będzie zawsze z wami, – chora nagle wszystkie trzy zmysły odzyskała. Radość i zdumienie wszystkich były ogromne, zadzwoniono we wszystkie dzwony, i całe miasto zbiegło się, aby być naocznym świadkiem.

Kończąc ten rozdział o czterech głównych celach Mszy św. streszczam ci je, miły czytelniku jeszcze raz w skrócie. – Pamiętaj dobrze, że cztery są główne cele Mszy św.
 
Pierwszym jest: oddanie Panu i Bogu naszemu tej najwyższej i największej czci, jaka się Jemu, jako naszemu Stwórcy, jako naszemu Początkowi i naszemu ostatecznemu Celowi i Końcowi od nas należy. Ofiarowanie Mszy św. jest właśnie najlepszym oddaniem tego największego hołdu Panu i Bogu Naszemu!
 
Drugim celem Mszy św. jest dziękczynienie za wszystkie łaski i dary otrzymane od Pana i Boga naszego; – ofiarowanie Mszy św. jest najmilszą podzięką od nas Panu Bogu złożoną.

Trzecim głównym celem Mszy św. jest przebłaganie Pana i Boga naszego za liczne grzechy i winy nasze, jak też i za kary przez nie zasłużone; – i tu znowu nie ma dzielniejszego środka nad ofiarowanie Mszy św., tak za żywych, jak i za umarłych.

Czwartym wreszcie celem Mszy św. jest uproszenie, tak sobie, jak i drugim, od Pana Boga łask tak duchownych, jak i doczesnych nam potrzebnych, do czego ofiarowanie Mszy św. jest środkiem najdzielniejszym.
Pamiętaj czytelniku o tym i w praktyce całego życia twego postępuj według tego!
24
Nauka o Ofierze Mszy św. / O trzecim głównym celu Mszy św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:53:00 »
O trzecim głównym celu Mszy św.,
którym jest przebłaganie Pana Boga i przeproszenie za grzechy nasze.

Ofiara Mszy św. jest ofiarą przebłagalną za żywych.

Trzecim głównym celem Mszy św. jest: przebłaganie i przeproszenie Pana Boga za liczne grzechy i przewinienia nasze i zadośćuczynienie za kary przez nie zasłużone W tym celu już w Starym Zakonie rozkazał sam Pan Bóg rozliczne ofiary składać. W Nowym Zakonie Pan Jezus przy ustanowieniu Najświętszego Sakramentu i ofiary Mszy św., Boskimi ustami Swymi powiedział:
  • „Ta jest Krew Moja Nowego Testamentu, która za was wylana będzie na odpuszczenie grzechów”.
I taką od początku chrześcijaństwa była nauka Pisma św., Kościoła św. i Ojców świętych.
Św. Jan w 1 Liście swoim tak pisze:
  • „a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z  wszelkiego grzechu. (...) On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy”. (1J 1, 7 i 2, 2)
A rozumie on to i mówi: nie tylko o Krwi wylanej na krzyżu, ale i o ofiarowanej we Mszy św. gdyż tak powiedział to już Sam Pan Jezus. Bo we Mszy, jak już to widzieliśmy, odnawia się męka Pana Jezusa i ofiarowuje się na nowo ta sama Krew Jego. Ta ofiara Mszy św. ma zastąpić wszystkie ofiary Starego Zakonu, – a jeśli w Starym Zakonie były ofiary przebłagalne i zadośćuczyniające, wówczas tym bardziej w Nowym Zakonie taka ofiara musi być; a ponieważ mamy tę jedną tylko ofiarę, tj. ofiarę Mszy św. więc ta ofiara musi być nie tylko pochwalną i dziękczynną, ale zarazem i ofiarą przebłagalną za grzechy nasze. – Tak nauczają Ojcowie św. – Św. Leon Wielki, papież np. tak mówi:
  • „Wszystkie różnice ofiar uzupełnia ofiarowanie jednego Ciała i Krwi Chrystusa.”
Św. Izydor tak pisze:
  • „Koniecznym nam było, aby było czczonym ustawicznie przez tajemnicę, co raz było ofiarowanym na okup; i ponieważ codziennym i ustawicznym było nasze odkupienie, potrzeba było, aby i ustawicznym było tego odkupienia ofiarowanie, i aby ustawiczna ofiara żyła w pamięci i zawsze obecną była przez łaskę”.
Primas:
  • „Kapłani nasi co dzień ofiarują, ale na pamiątkę śmierci Chrystusa. A ponieważ my codziennie grzeszymy i co dzień potrzebujemy oczyszczenia, a Chrystus nie może już umierać, dał nam tę tajemnicę Ciała i Krwi Swojej, aby, jak męka Jego była odkupieniem i rozgrzeszeniem świata, tak ofiarowanie to było odkupieniem i oczyszczeniem dla wszystkich w prawdziwej wierze ofiarujących”.
Naukę tę podaje też św. Sobór Trydencki:
  • „Św. Synod naucza, że ofiara ta (Mszy św.) jest prawdziwie przebłagalną i przez nią się dzieje, że jeśli z prawdziwym sercem z należytą wiarą, z bojaźnią, z uszanowaniem, ze skruchą i pokutą do Boga przychodzimy, miłosierdzia dostępujemy i łaskę znajdujemy. Tą ofiarą bowiem Pan ubłagany, udzielając nam łaski i daru pokuty, odpuszcza nam zbrodnie, grzechy, nawet ogromne. Tak więc Msza św. słusznie ofiarowuje się, wedle podania Apostolskiego, nie tylko na zgładzenie grzechów i kar za nie należnych i za inne potrzeby wiernych żyjących, ale też za zmarłych w Chrystusie, którzy jeszcze zupełnie oczyszczeni nie zostali”.
A w kanonie III tak św. Sobór orzeka:
  • „Jeśliby kto powiedział, że ofiara Mszy św. jest tylko ofiarą czci i dziękczynienia... ale nie także i przebłagalną... i że nie ma być tak za żywych, jak też i za zmarłych, za grzechy, zadośćuczynienia i za inne potrzeby ofiarowaną – niech będzie wyklętym” (tj. od społeczeństwa Kościoła wykluczonym).
W tej nauce Soboru Trydenckiego jest zarazem wytłumaczenie, w jaki sposób ofiara Mszy św. grzechy odpuszcza, – żeby ktoś broń Boże, nie myślał, że samo słuchanie lub ofiarowanie Mszy św. już do odpuszczenia grzechów i otrzymania ich przebaczenia wystarcza; gdyż (jak to w książeczce o spowiedzi wykazałem), – Pan Bóg nigdy nikomu grzechów nie odpuści bez pokuty prawdziwej i żalu za grzechy, a przy grzechach śmiertelnych bez wyznania tych grzechów na spowiedzi, a w razie niemożności spowiedzi, bez pragnienia tego wyznania.
Objaw tej wiary zawarty jest i we wszystkich liturgiach. I tak w naszej Mszy św. kapłan podczas ofiarowania Hostii tak się modli:
  • „Przyjmij, Ojcze święty, wszechmocny wiekuisty Boże, tę hostię niepokalaną, którą ja niegodny sługa Twój, ofiaruję Tobie, Bogu mojemu żywemu i prawdziwemu, za niezliczone grzechy, zniewagi i niedbalstwa moje, za wszystkich tu obecnych, a także za wszystkich wiernych Chrześcijan, żywych i umarłych, aby mnie i im posłużyła do zbawienia w życiu wiekuistym. Amen.”
I w modlitwie przed Komunią św. tak się kapłan modli:
  • „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, który z woli Ojca za sprawą Ducha Świętego, przez śmierć Swoją świat ożywiłeś, wybaw mnie przez to Przenajświętsze Ciało i Krew Twoją od wszelkich nieprawości moich (...)”.
A po Komunii św. tak się znów Kapłan modli:
  • „Ciało Twe, Panie, które spożyłem, i Krew, którą wypiłem, niech przywrze do mego wnętrza, i spraw, aby zmaza grzechów nie została we mnie, którego czyste i święte posiliły Sakramenta. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.”
Otóż to wszystko jasne daje pojęcie o nauce i wierze Kościoła św., że Msza jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy tj. wyjednuje nam, należycie usposobionym, łaskę potrzebną do powstania z grzechów naszych, i ich przebaczenia.

Kiedy raz zwycięski zdobywca Indii Alfons z Albukierki podczas gwałtownej burzy na morzu znajdował się wraz z cała flotą w niebezpieczeństwie, wtedy wziął on malutkie niewinne dziecię na ręce, podniósł je ku niebu i zawołał:
  • „Boże jesteśmy biedni grzesznicy, ale to małe dziecię niewinne. O Panie zachowaj nas grzesznych od śmierci i wybaw nas dla tego niewinnego dziecięcia!”
I modlitwa ta wodza hiszpańskiego znalazła łaskę u Boga i została wysłuchana; burza uśmierzyła się, morze uspokoiło się i flota ocalała. – O ileż więc bardziej Jednorodzony niewinny Syn Boży, przedstawiony z gorącą wiarą Ojcu Niebieskiemu w ofierze Mszy św., rozbroi słuszny gniew Boski i z pewnością litość i miłosierdzie znajdziemy, gdy dla zasług i ofiary Jezusa Chrystusa błagać będziemy o miłosierdzie i litość, i zawołamy do Niego: Boże zgrzeszyłem przeciwko niebu i Tobie, nie zasługuję przez liczne i ciężkie grzechy moje, którymi Twój Majestat obraziłem, na litość i przebaczenie, ale wejrzyj na Syna i na Twarz Pomazańca twego, na mękę i ofiarę jego, którą w tej Mszy św. za mnie zanosi, i bądź mi litościwy, łaskawy i miłosierny!

I zaiste, – tak jak niegdyś Pan Jezus na krzyżu modlił się do Ojca Swego Niebieskiego:
  • „Ojcze! przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”,
tak podobnie w każdej Mszy św., ten Sam Pan Jezus, podniesiony w rękach kapłana, ponawia tę modlitwę za nas grzesznych: „ Ojcze, przebacz im!... ” I gdyby nie ta codzienna Ofiara Mszy św. i ta przebłagalna ofiara i modlitwa Jezusa, już sprawiedliwość Boska – byłaby dawno powódź grzechów, jakimi świat cały jest zalany – powodzią kar zalała; – ale ta Krew Jezusa za nas wylana i ofiarowana ustawicznie, błaga o miłosierdzie dla nas i miłosierdzie nam wyjednuje.

Potwierdza to codzienne doświadczenie i wiele przykładów potwierdzić to może; przykłady przytoczę później, na razie choć jeden. – Kapłan pewien spowiadał raz jednego bardzo wielkiego grzesznika przed śmiercią, który ani jednej dobrej spowiedzi nie miał, i całe życie nawet Komunię św. świętokradzko przyjmował, a spowiedź tę śmiertelną z wielką szczerością i z wielkim żalem i skruchą odprawiał. Kapłan zdziwiony tym wielkim miłosierdziem Bożym i tą łaską Boską jaką Pan Bóg temu grzesznikowi w godzinę śmierci udzielić raczył, zapytał się tego grzesznika, czym on sobie u Pana Boga na takie miłosierdzie i na tak wielką łaskę mógł zasłużyć. A ten odpowiedział, że chyba tym jednym, że nigdy w swym życiu dobrowolnie Mszy św. nie opuścił, i że podczas każdej Mszy św. w czasie Podniesienia o tę łaskę Pana Boga zawsze prosił, aby mu tę łaskę w miłosierdziu Swym okazać raczył, aby choć w godzinę śmierci mógł się dobrze wyspowiadać. I rzeczywiście, choć Pan Bóg zwykle tak strasznie świętokradzców karze, jemu Pan Bóg tę łaskę nawrócenia szczerego i dobrej spowiedzi udzielić raczył! – Kiedy jednak to zdarzenie, drogi czytelniku, ci opisuję, to nie dlatego to czynię, abyś naśladował tego grzesznika w jego grzechach i odkładaniu pokuty aż do śmierci, – licząc na to, że ci Pan Bóg za wysłuchanie Mszy św. da łaskę nawrócenia i szczęśliwej śmierci, – ale tylko dlatego, aby ci dać poznać skuteczność Mszy św. Bo i przy śmierci Pana Jezusa dwóch łotrów z Nim umierało, a jednak tylko jeden otrzymał łaskę nawrócenia, przebaczenia i szczęśliwej śmierci!

Przy każdym większym więzieniu jest kaplica i dzwonek, w który dzwonią wtedy, gdy jakiegoś zbrodniarza na śmierć wyprowadzają... ale też i w każdym kościele dzwonią, gdy ktoś umiera lub też już umarł. A ludzie wtedy pytają się, kto to umarł?... I przyjdzie ta chwila, że i tobie zadzwonią, jak temu kryminaliście lub jak każdemu umarłemu, i powiedzą o tobie, żeś ty umarł!... Ale dlaczego ja wspomniałem o dzwonku, dzwoniącym kryminaliście, gdy go na śmierć wyprowadzają?... Oto widzisz, to słowo kryminalista pochodzi od słowa łacińskiego: crimen , które jest nazwą łacińską zbrodni; to wobec Pana i Boga Naszego my, mniej więcej wszyscy, mamy większe lub mniejsze zbrodnie na sumieniu, a jak każdy rząd ma swoje kryminały, tak ma je też i Pan Bóg dla ukarania grzeszników; a gdy umrzemy i nam zadzwonią dzwonkiem pośmiertnym, to dusza nasza pójdzie przed sąd tego Pana i Boga, a zarazem Sędziego, i to przez nas obrażanego i na nas zagniewanego, aby otrzymać wyrok i zarazem i „ egzekucję ” tego wyroku, która nie dla jednego będzie stokroć straszniejsza od „ egzekucji ” zbrodniarzy! O, bo inne są sądy ludzkie, a inne sądy Boskie! Szczęśliwy ten, który na tym sądzie Boskim znajdzie łaskę i miłosierdzie i łaskawy wyrok! A dam Ci sposób zjednania sobie tego Sędziego na godzinę sądu. – Oto jest jeszcze jeden dzwonek dzwoniący w każdym kościele codziennie i ogłaszający miłosierdzie i przebaczenie winowajcom, a jest to dzwonek wzywający na Mszę św.; – bo we Mszy św. ofiaruje się za nas ten Sam, który potem będzie Sędzią naszym! O zjednaj sobie w porę Serce tego Boga-Sędziego, teraz jeszcze dla Ciebie pełne miłosierdzia, jeśli chcesz Go mieć łaskawym na godzinę sądu! Kiedy więc dzwonek na Mszę św. dzwoni, to ty przypomnij sobie dzwonek, który ci zadzwoni po twej śmierci, i zarazem, że to wzywanie na Mszę św. jest jakby wzywaniem przed tron Twego Sędziego Jezusa, aby otrzymać od Niego łaskawą audiencję czyli posłuchanie, i aby tam przebłagać i zjednać sobie tego Jezusa! O pamiętaj o tym i czyń tak, a żałować tego nie będziesz!

Radę tą dała raz Sama Matka Najświętsza świątobliwej zakonnicy Franciszce Farneza, która myślała nad tym, jakby mogła gniew Boski przebłagać, – bo pokazawszy się jej złożyła Boskie dzieciątko na jej ręce i tak do niej powiedziała:

  • „Oto masz Mojego i Boskiego Syna, – staraj się w ten sposób duszę twą ratować, ofiarując Go często Ojcu Niebieskiemu!”
Podobną radę dał spowiednik św. Małgorzacie z Kortony, przed nawróceniem się wielkiej grzesznicy, a potem wielkiej pokutnicy. Święta poszła za tą radą i spokój wrócił do jej duszy.
Wielebna służebnica Boża, Katarzyna Emmerich, która od Pana Boga miewała częste objawienia, tak opisuje otrzymane objawienie o Mszy św.:

  • „Zrozumiałam jakie to szczęście, że wiele Mszy św. odprawia się na świecie, bo przez to wiele kar zasłużonych, wiele klęsk i nieszczęść publicznych bywa odwróconych. Widziałam jak wielkie błogosławieństwa i łaski Boskie spływają na tych, którzy uczęszczają na Msze św., jak przez to praca ich staje się pożyteczną, zasługi się pomnażają... jak często jedna osoba z rodziny, która Mszy św. słuchała, przynosi błogosławieństwo Boskie dla całego domu!”

Msza św. jest Ofiarą zadośćuczyniającą dla dusz czyśćcowych

Jeśli Msza św. jest dla wszystkich dusz grzesznych ofiarą przebłagalną i zadośćuczyniającą, na zgładzenie ich grzechów i kar za nie zasłużonych, wtedy szczególniej jest ona korzystna i dla dusz czyśćcowych, jak to najwyraźniej św. Sobór Trydencki naucza:
  • „jest czyściec i duszom tam zatrzymanym modlitwy błagalne wiernych pomoc przynoszą, największą zaś ofiarowanie Mszy św.” (Sess. 22.)
Znaną jest rzeczą, że gdy na wiosnę winny krzew kwiaty wypuszcza, to wtedy i wino w ciemnych nawet piwnicach zwykle się jakby ożywia i poczyna, jak to powszechnie mówią, „ robić ”. Św. Efrem znany ten fakt stosuje do Pana Jezusa ofiarującego się za nas we Mszy św., który Sam się nazwał winnym krzewem (J 15, 5). Ta sama ofiara Mszy św., która tyle korzyści przynosi żyjącym na ziemi, przynosi też korzyść i ulgę duszom będącym w ciemnicy podziemnej w czyśćcu. Ten święty, naukę tę zostawił uczniom swym jakby w testamencie, dając im to polecenie:
  • „Pochowajcie ciało moje z psalmami, z  waszymi modłami i ofiarami, gdyż umarli otrzymują pomoc z modlitw i ofiar żyjących. Przykład weźcie z przyrody. Gdy winna latorośl kwitnie, to równocześnie fermentuje i oczyszcza się wino. Jeszcze więcej cieszą się umarli z ofiar żyjących.”
Taka była nauka Kościoła św. od początku, a świadkami jej są Ojcowie święci. – Święty Hieronim naucza, że podczas każdej Mszy św. pewna ilość dusz z czyśćca wybawioną bywa, i że dusze czyśćcowe przynajmniej wtedy, gdy się Msza św. za nie odprawia, od kary czyśćcowej są wolne i nic nie cierpią. – Św. Augustyn np. tak mówi:
  • „Nie podlega żadnej wątpliwości, że zmarłym przez ofiarę Mszy św. pomoc przynieść można; ona sprawia, że Pan Bóg z nimi postępuje bardziej miłosiernie, aniżeli przez grzechy swoje zasłużyli.”
Tenże Święty opowiada w Wyznaniach swoich o swej matce św. Monice, że do ostatniej chwili życia swego nie miała żadnego innego gorętszego pragnienia i życzenia, jak aby o jej duszy pamiętano w ofiarach Mszy św., i żeby po jej śmierci „ ofiarę naszego zbawienia za nią ofiarowano ”. – Wielebna służebnica Boża Katarzyna Emmerich w objawieniach swoich tak o tym pisze:
  • „Widziałam, że dusze czyśćcowe gorąco pragną być obmyte Krwią Chrystusową, za nich na ołtarzu ofiarowaną. Ach, gdyby im wolno było powrócić na ziemię, z jakąż pobożnością słuchałyby Mszy św.!”
W każdej liturgii jest osobne Memento , tj. wspomnienie za umarłych, a jak mówi Tertulian, zwyczaj ten wprowadzony został przez samych Apostołów. – We Mszy obrządku łacińskiego tak Kościół św. przez usta kapłana się modli:
  • „Pomnij też, Panie, na sługi i służebnice Twoje NN., którzy nas wyprzedzili ze znamieniem wiary i śpią snem pokoju.”
Tu kapłan wymienia imiona tych dusz, które szczególniej ma zamiar miłosierdziu Boskiemu polecić, i następnie tak się modli:
  • „Błagamy Cię, Panie, użycz im i wszystkim tym, którzy w Chrystusie spoczywają, miejsca ochłody, światła i pokoju. Przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.”
A w Mszach św. tak zwanych żałobnych jest jeszcze wiele innych modlitw za dusze zmarłych. I tak zaraz na wstępie, w tak zwanym Introicie , modli się kapłan:
  • „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.”
W modlitwie osobnej tak znów się modli:
  • „Boże, wszystkich wiernych Twórco i Odkupicielu, duszom sług i służebnic Twoich daj odpuszczenie wszystkich grzechów, ażeby odpuszczenia, którego zawsze pragnęli, przez pobożne błagania otrzymali”.
W modlitwie za jednego zmarłego tak się kapłan modli:
  • „Skłoń, Panie, ucho Twoje ku prośbom naszym, którymi o miłosierdzie Twoje pokornie błagamy, abyś duszę sługi Twego, której ze świata tego zejść rozkazałeś, w miejscu pokoju i światła umieścił i kazał jej być uczestnikiem Świętych Twoich, przez Chrystusa Pana Naszego. Amen.”
Po Lekcji powtarza znów kapłan:
  • „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie itd.”;
a potem tak się modli:
  • „Uwolnij Panie, dusze wszystkich wiernych zmarłych od wszelkich więzów win, aby przy pomocy łaski Twojej zasłużyli ujść sądu pomsty i używać szczęścia światła wiecznego”.
Te wszystkie modlitwy Kościoła św. są świadkami wiary i nauki chrześcijańskiej i miłości Kościoła św., który co dzień we Mszach św. ustawicznie po całym świecie się odprawiających, o duszach wiernych zmarłych pamięta i za nie się modli i je miłosierdziu Boskiemu przez Jezusa Chrystusa dla zasług ofiary Mszy św. poleca. – Oby ta wiara i nauka Kościoła św., która jest nauką Samego Jezusa Chrystusa, była i w przekonaniu i w praktyce wszystkich wiernych chrześcijan! oby oni o duszach zmarłych swoich we Mszach św. pamiętali i je Mszami św. ratowali!...

Na poparcie tej prawdy przytoczę niektóre przykłady.
Wielebny sługa Boży ks. Vianney opowiada o jednym kapłanie, że gdy się modlił za duszę swego przyjaciela, przyszło mu wtedy na myśl, żeby za nią ofiarować Mszę św., i gdy to uczynił, ujrzał w chwili podniesienia kielicha z Krwią Przenajświętszą, duszę tę wstępującą we wielkiej światłości do nieba. Błogosławiony Henryk Suso, zakonu OO. Dominikanów, umówił się z jednym ze swych przyjaciół, że który z nich przeżyje drugiego, to odprawi za niego przez cały rok co tydzień dwie Msze św. Bł. Suso przeżył drugiego, ale o swej obietnicy zupełnie zapomniał. Jednego dnia, gdy modlił się w kaplicy, zobaczył przed sobą zmarłego przyjaciela, który mu wyrzucał niedotrzymanie obietnicy. Bł. Suso tłumaczył się, że wiele modlitw i uczynków pokutnych za niego ofiarował. – „ O nie mój bracie , – odrzekła mu dusza cierpiąca, – to mi nie wystarcza, mnie potrzeba Krwi Chrystusowej, żeby zgasić płomienie, które mnie palą! Tylko Najświętsza Ofiara Ołtarza wybawić mnie może z tych płomieni i mąk straszliwych. Błagam cię, mój bracie, nie odmawiaj mi tej łaski, dotrzymaj danej obietnicy! ” – Nazajutrz kilku kapłanów odprawiło wraz z Błogosławionym Msze św. i tak czynili przez kilka dni, – aż nareszcie pokazał się znowu zmarły, rozpromieniony radością i jaśniejący chwałą, i rzekł: „ Dziękuję ci, drogi przyjacielu, że skróciłeś moje cierpienia. Krew Odkupiciela obmyła mnie. Jestem zupełnie szczęśliwy, idę do nieba, gdzie oglądać będę Boga, którego razem czciliśmy utajonego w Najświętszym Sakramencie.

W klasztorze Klarewaleńskim umarł za czasów św. Bernarda jeden zakonnik oziębły. Z dopuszczenia Bożego pokazał się on św. Bernardowi i jeszcze jednemu świątobliwemu starcowi, mówiąc, że Sprawiedliwość Boska skazała go na straszne cierpienia za grzechy i oziębłości za życia nieodpokutowane. Św. Bernard zwołał swych zakonników, opowiedział im swoje widzenie, i zachęcił ich do gorącej modlitwy i uczynków pokutnych, a szczególnie do ofiarowania Mszy świętych za duszę tego nieszczęśliwego zakonnika. Po pewnym czasie pokazał się on św. Bernardowi w radości niezmiernej i jaśniejący chwałą i rzekł: „ Z miłosierdzia Bożego i z waszej łaski jestem już bardzo szczęśliwy! Msze św. najbardziej się przyczyniły do mego wyzwolenia; one są ceną mojego wykupu”. Św. Bernard opowiedział to widzenie zakonnikom, co się bardzo przyczyniło do zwiększenia nabożeństwa do ofiary Mszy św., jak też do ratowania dusz czyśćcowych.

Św. Grzegorz, papież, opowiada w swych Dialogach, że gdy był opatem klasztoru św. Andrzeja w Rzymie, pewien zakonnik, imieniem Justus, cierpiał straszne męki w ogniu czyśćcowym za grzech ciężki przeciw ślubowi ubóstwa, chociaż się przed śmiercią z niego wyspowiadał. Św. Grzegorz polecił jednemu z kapłanów, aby przez trzydzieści dni bez przerwy odprawiał za niego co dzień Mszę św. Po 30 dniach pokazał się tenże i tak rzekł:
  • „Dotąd było mi bardzo ciężko, lecz teraz dobrze, bo dziś przyjmuje mnie Pan Bóg do chwały swojej”. – (Dialog IX. 40)
W Rzymie w kościele św. Andrzeja po dziś dzień pokazują ołtarz, przy którym odprawiane były te Msze za duszę Justusa. – Od tego czasu rozpowszechnił się w Kościele zwyczaj odprawiania za dusze zmarłych trzydziestu Mszy św. bez przerwy, czyli tak zwanych Mszy Gregoriańskich, które są uważane jako najdzielniejszy sposób ratowania i wybawienia dusz czyśćcowych.

Od ilu kar czyśćcowych uwalnia jedna Msza św. nie jest nam wiadomo, bo nam Pan Bóg tego nie objawił; co do wartości swej i jedna Msza św. sama przez się byłaby w stanie cały dług czyśćcowy zgładzić, gdyż ona jest wartości nieskończonej, ale Pan Bóg nie zawsze tę nieskończoną wartość oddaje tej duszy, za którą Msza św. ofiarowana była. Z licznych objawień Świętych Pańskich wiemy, że niekiedy, pomimo wielu Mszy św., dusze czyśćcowe nie zaraz z czyśćca wybawione były. – Radzę też bardzo dla ratowania dusz czyśćcowych, Msze św. odprawiać na ołtarzu tak zwanym „ uprzywilejowanym ”, który zwykle w każdym kościele jest choć jeden, a do którego jest przywiązany odpust zupełny, bo wtedy oprócz ofiary Mszy św. i ten odpust może być za dusze czyśćcowe ofiarowany i stać się dla nich korzystny.

Z tego, co dotychczas miły czytelniku czytałeś, sądzę, że już jasno mogłeś poznać, jak duszom w czyśćcu będącym są korzystne i zbawienne Msze św. za nie ofiarowane; że one są jednym z najdzielniejszych środków do wybawienia ich ze strasznych mąk czyśćcowych. Ożyw więc wiarę swoją i obudź miłość swoją i pamiętaj o duszach czyśćcowych, zwłaszcza tych osób, wobec których masz szczególniejsze obowiązki miłości i wdzięczności! Przypomnij sobie co ci o tym napisałem w książeczce: „ O czyśćcu i duszach czyśćcowych ” (nr 25 „Głosów Katolickich”). I tak np. życie, wychowanie, wykształcenie, majątek, stanowisko zawdzięczasz swym rodzicom, – a pamiętasz ty o ich duszach?... Sprawiłeś im pogrzeb, może nawet i bardzo wystawny i kosztowny i na tym koniec, – zniknęli ci z oczu i zniknęli z pamięci!... i ani jednej Mszy św. za ich dusze nie zamówisz, – a one może bardzo twej pomocy i twego ratunku i tej Mszy św. potrzebują i oczekują!... Biedny może jesteś i nie stać cię na to, choćbyś może i pragnął tego, to wtedy choć na tą intencję Mszę św. wysłuchaj i ją ofiaruj, bo i to dla dusz czyśćcowym jest bardzo pożyteczne. Jeśli Pismo św. nam mówi, że:
  • „Sąd bez miłosierdzia tym, co nie znają miłosierdzia”,
to w szczególniejszy sposób ten wyrok Boży zastosować się da do tych, co w swoim skąpstwie nie mają miłosierdzia dla dusz czyśćcowych i nie ratują ich Mszami św. za nie ofiarowanymi, – bo wtedy i oni po śmierci swej, będąc w czyśćcu, miłosierdzia nie dostąpią i na próżno pomocy i ratunku długo wyglądać będą!

25
Nauka o Ofierze Mszy św. / x
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:52:31 »
x
26
Nauka o Ofierze Mszy św. / x
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:51:47 »
x
27
Nauka o Ofierze Mszy św. / Odp: ( V ) O obowiązku słuchania Mszy św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:43:19 »
O przyczynach, zwalniających od słuchania Mszy św.

Według nauki teologów przyczyny, zwalniające od obowiązku słuchania Mszy św., można do dwóch głównych sprowadzić:
  • Niemożność.
  • Miłość bliźniego.
l. Niemożność  . Obowiązek słuchania Mszy św. jest głównie z nakazu Kościoła św.; a Kościół św., jako dobra matka, nie obowiązuje nigdy swych dziatek, gdy wypełnienie tego obowiązku jest bardzo trudne, czyli moralnie niemożliwe, a tym bardziej, jeśli jest zupełnie niemożliwe. W razie więc takiej niemożności nikt nie ma obowiązku słuchania Mszy św. i wtedy też i grzechu żadnego nie ma, gdy na Mszy św. nie jest.

Ale, kiedy jest ta niemożność, która od obowiązku i od grzechu uwalnia?... Bo niestety, wielu wymawia się i uniewinnia niemożnością, chociaż takiej niemożności nie było, i Pan Bóg jej nie uzna i człowieka nie uniewinni.

Niemożność, która by cię od obowiązku i od grzechu usprawiedliwiała, jest wtedy, gdy ktoś bez znacznej szkody na duszy lub ciele, na zdrowiu, majątku lub sławie, – na Mszę św. pójść nie może. I tak np., gdy we własnej parafii Mszy św. nie ma, a druga parafia jest zbyt odległa, gdy i do własnego kościoła jest zbyt daleko, np. godzina drogi, a ktoś z powodu czy to starości czy zdrowia, czy zbyt wielkiego zmęczenia i braku sił piechotą zajść nie może, a i koni też swych własnych nie ma, gdy wielki deszcz i słota, a drogi nie do przebycia. Ta niemożność w miastach, gdzie są dobre drogi i trotuary, zastosowania nie ma.

Wolni są od słuchania Mszy św. wszyscy chorzy i rekonwalescenci, którym pójście do kościoła, albo przebywanie w nim na zdrowiu zaszkodzić by mogło. Dla tego samego wolne są i osoby brzemienne, którym trudno do kościoła zajść, a w kościele nie zawsze znajdą miejsce, gdzie by siedzieć mogły, a długo stać nie mogą.

Wolni są w dniach bardzo zimnych, a zwłaszcza w ciężkie mrozy, wszyscy, którzy nie mają odpowiedniego ciepłego ubrania, i przez to narazić by się mogli na przeziębienie. A nawet tacy źle robią, gdy w czasie bardzo wielkiego mrozu do kościoła idą, bo przez to narażają się na przeziębienie i choroby, a swe zdrowie i życie na niebezpieczeństwo. Gdyż piąte przykazanie nakazuje nam unikać wszystkiego, czym moglibyśmy zdrowiu, zwłaszcza niebezpiecznie, zaszkodzić. Ale też z drugiej strony są niektórzy w tej mierze zbyt bojaźliwi, – bo jak tylko choćby mały jest mrozik i choć mają ciepłe ubranie, to już boją się do kościoła iść, żeby się nie przeziębić! Zwłaszcza rodzice są nieraz o swe dzieci zbyt bojaźliwi. – Na ślizgawkę, choć nieraz mróz i zimny wiatr to dzieci nie boją się posyłać, – ale do kościoła... to niebezpiecznie!

Wolni też są niekiedy biedni, co nie mają obuwia i odpowiedniego ubrania, i byłoby im uzasadniony wstyd pójść do kościoła... Choć takim w ogóle powiem, że Pan Jezus nie na ubranie patrzy ale na serce. I milsza Jemu jedna serdeczna łza w oku, niż wszystkie stroje. W większych też miastach obawy tej nie ma, bo tam są Msze św. nawet i wcześnie rano, i ludzi wiele, więc na to nikt nie zważa. Zresztą nie wstydzisz się chodzić pomiędzy ludźmi w takim ubraniu, jakie masz, to się nie wstydź iść i do kościoła.

W Nowym Sączu miałem penitenta, bardzo biednego tragarza, który chodził codziennie na Mszę św., a co tydzień do spowiedzi i Komunii św., w tym biednym zwykłym swym codziennym ubraniu, i pewnie to Panu Jezusowi było bardzo miło.

Na pociechę wielu powiem też, że niektórzy wolni są od obowiązku słuchania Mszy św. gdy w niedzielę dla ważnych i słusznych powodów bardzo wcześnie wyjechać muszą, np. gdy tylko w niedzielę mają czas wolny i pociąg bardzo wcześnie wyjeżdża, a oni przedtem na Mszy św. być nie mogą. Bo jeśli ktoś przed wyjazdem na Mszy św. być może, to taki by wymówki żadnej przed Panem Bogiem nie miał. – Tym bardziej nie są wolni tacy, którzy bez potrzeby dla samej tylko zabawki i rozrywki w drogę się wybierają i Mszę św. zaniedbują.

Nie mają też grzechu służący i terminatorzy, którym chlebodawcy nie chcą pozwolić iść na Mszę św.; – ale tacy powinni przed wstąpieniem do służby zapewnić sobie to, że będą mogli co niedziela i co święto na Mszę św. chodzić. – A gdy im tego nie pozwalają, to mają obowiązek innej służby sobie szukać, i tylko tak długo w tej służbie mogą pozostać, póki ich konieczność do tego zmusza, tj. póki innej służby sobie nie znajdą. Lecz za to chlebodawcy, co służbie swej na Mszę św. bez ważnego powodu iść nie pozwalają, mają ciężki grzech.

2. Tu zwrócić muszę uwagę na niektóre wymówki tych, co na Mszę św. nie chodzą. I tak bardzo wielu sług wymawia się tym, że nie mogli być na Mszy św.: „ bo pan albo pani ich nie puściła ”. Takim jeszcze raz dobitnie do serca i sumienia ich powiem: pamiętaj dobrze! że nad tobą jest jeszcze drugi większy Pan!... Bóg i przyszły Sędzia Twój, który ci mówi i rozkazuje:
  • „Pamiętaj! abyś dzień święty święcił!”
Matka twoja, Kościół św., rozkazuje ci: w niedziele i święta Mszy św. słuchać! Pamiętajże więc dobrze na te rozkazy, że Pan Bóg i Kościół św. mają większą władzę nad tobą i większe prawa do ciebie, – i słuchaj więcej Pana Boga, aniżeli ludzi! – I nim na służbę jakąś się zgodzisz, najpierw, powtarzam ci raz jeszcze, zobacz dobrze, w jaki dom wstępujesz, i czy ci będzie wolno co niedziela chodzić na Mszę św., żeby ci potem nie powiedziano, jak niestety w wielu domach, że możesz tylko po południu na nieszpory chodzić, bo nieszpory to nie Msza św.! A jak w takiej niechrześcijańskiej służbie jesteś, choćby i najlepiej płatnej, to powiem ci słowa Pana Jezusa:
  • „Cóż pomoże człowiekowi, choćby i cały świat pozyskał, jeżeli na duszy swej szkodę poniesie?”
Tu też odpowiedzieć muszę na iście bluźniercze zdanie wielu, z którym, niestety, tak często się spotykałem, a jest nim przysłowie niemieckie: „ Herrendienst ist vor Gottesdienst ”, tj. że służba pańska jest przed służbą Boską! Przysłowie to w praktyce jest niestety zbyt zastosowane, – ale tak być nie powinno, – bo Pan Bóg ma większe prawo, aniżeli wszyscy ludzie, choćby nawet i cesarz sam! – Kto by jednak w takim obowiązku pozostawał, żeby go żadną miarą opuścić nie mógł, a na Mszę św. mu nie pozwolono, to wtedy by grzechu nie miał.
Tu też na pochwałę wielu służących powiedzieć muszę, że nieraz w sobotę do późna w nocy myją, szorują, sprzątają, i nie dośpią, a w niedzielę, skoro świt wstają i raniutko o 6-tej, a nawet nieraz już o 5-tej są na Mszy św. Jest to wielką ich cnotą i zasługą i na sądzie Boskim będą one potępieniem dla wielu, którzy z niedbalstwa swego Mszę św. opuszczali, a potem się wymawiali: że czasu na to nie było!

Bardzo często niejeden wymawia się brakiem czasu, służbą, zajęciem itd. Masz czas na wszystko: masz czas na jedzenie, na spanie, na zabawy, dla bydląt, słowem na wszystko!... a dla Pana Boga, dla oddania Mu czci i hołdu należnego przez wysłuchanie Mszy św., choć ci On to nakazuje! mówisz, że czasu nie masz?!... I  nieraz niejeden spowiednik ma istny kłopot na spowiedzi św., gdy tę wymówkę słyszy, aby przekonać takiego, że to tylko czcza wymówka, że zła spowiedź, – (bo spowiedź polega na szczerym oskarżeniu się i przyznaniu się do winy) – że taka wymówka to raczej nowy grzech i obraza Pana Boga! I tak np. niejeden urzędnik wymawia się, że nie ma czasu, bo musi iść do biura! A tymczasem biuro jest dopiero o godzinie 9-tej, a niechby i o 8-ej, a Msza św. jest już o godzinie 7-ej! Czyż więc nie mógłby on nieco wcześniej wstać, aby być na Mszy św.? Mógłby, ale nie chce, bo długo w sobotę w kasynie przy zabawie siedział i nie chciało mu się wstać... a potem wymawia się brakiem czasu i niemożnością!...

Bardzo wielu tłumaczy się też tym, że czasu nie mieli, bo musieli bydło paść. Mnie się zdaje, że nieraz to jest tylko czcza i próżna wymówka, której Pan Bóg nie uzna. Wiem wprawdzie, że bydło jeść potrzebuje, i że je popaść trzeba, – ale czyż potrzeba je koniecznie paść i podczas nabożeństwa?... Czyż nie można go wcześniej przygonić do domu, żeby i duszę swą pokarmić?... A jakby już nie mogło być inaczej, czemuż wtedy pasie zawsze jeden i ten sam?... Czemuż się kolejno nie zmieniać, żeby np. w jedną niedzielę pasł jeden, a na drugą niedzielę drugi?... Pamiętaj, bracie, że dusza twoja i twych dzieci ważniejsza, niż twe bydlątko!... że potrzebujesz nie tylko bydełko nakarmić, ale, co ważniejsze, i duszę twoją! słuchaniem Mszy św. i kazania.

Takim, co mówią, że nie mają czasu na słuchanie Mszy św., przypomnę dwa wielkie i ważne zdania Pana Jezusa:
  • „Starajcie się naprzód o królestwo <> i o jego sprawiedliwość, a to wszystko (doczesne) będzie wam dane.” (Mt 6, 33)
I drugie, powiedziane do Marty:
    „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <> tylko jednego!” (Łk 10, 41)
O gdyby te słowa Pana Jezusa ludzie rozumieli, do serca sobie je wzięli, o nich pamiętali i w praktyce życia wykonywali, – toby nigdy nie mówili, że na Mszę św. czasu nie mają! Bo przecież Pan Jezus najwyraźniej Boskim, nieomylnym i wszechmocnym Swym słowem przyobiecał, że wszystko doczesne doda tym, którzy będą szukać naprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego! A gdzież bardziej szukamy królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, jak nie właśnie we Mszy św., na którą sam Jezus nas wzywa? Oj tak, tak, do niejednego i do niejednej może i dziś Pan Jezus powtórzyć słowa, wyrzeczone niegdyś do Marty: troszczysz się i frasujesz i trapisz o wiele, o gospodarstwo, o rolę, o dzieci, o bydło, krowy i konie, o zarobek itd. – a jednego ci tylko potrzeba! tj. zbawić duszę swoją! A cóż ci wszystko pomoże jak tę duszę swą jedyną stracisz?!... Na tamten świat nic z tego, co tu masz na ziemi, z sobą nie weźmiesz ani ci tego do trumny nie dadzą!... Weźmiesz tylko twoje uczynki... opuszczone Msze św.!... Pamiętajże dobrze o tych słowach Pana Jezusa i o nauce w nich zawartych, – i stosuj się do tego!... a wtedy rzadko kiedy, a może i nigdy nie powiesz, że na słuchanie Mszy św. czasu nie masz!

3. Drugim słusznym powodem, zwalniającym nieraz od obowiązku słuchania Mszy św., jest miłość bliźniego, – ale ta miłość musi być dobrze pojęta i zrozumiana. I tak zdarza się nieraz, że ktoś gości ma w takim właśnie czasie, kiedy jest czas na Mszę św., i kiedy tak gospodarz, jak i gość jego, są zarówno obowiązani pójść na Mszę. Otóż, gdybyś wtedy dla gościa opuścił Mszę św. i Pana Jezusa, toby cię taka miłość od grzechu nie uwolniła, – gdyż w takim razie powinieneś po prostu i szczerze gościowi powiedzieć: „ proszę wybaczyć, ale teraz czas już jest, abyśmy poszli do kościoła na Mszę św. ” Rozumny, chrześcijański gość, tym się z pewnością obrazić nie może, – a jakby ktoś nierozumny się obraził, to pamiętaj wtedy, że raczej trzeba się bać obrazy Pana Boga, aniżeli obrazy ludzkiej!... i raczej pogniewać ludzi, – aniżeli Pana Boga!
Miłość więc bliźniego zwalnia wtedy od obowiązku słuchania Mszy św., kiedy potrzeba np. zostać przy chorym, czy to dla jego pomocy i obsługi, czy też choćby tylko dla jego pociechy; kiedy trzeba obiad dla całego domu przygotować, którego w innym czasie przygotować nie można, – bo są kucharki, które nigdy Mszy św. nie opuszczą, a jednak i obiad na czas mają zawsze gotowy... Wiele może... kto szczerze czegoś chce!

Wolny byłby od słuchania Mszy św. stolarz, który by musiał w tym czasie trumnę dla umarłego robić; wolni byliby rolnicy wtedy, gdy burza nagle i niespodzianie nadeszła, a potrzeba by np. zboże lub siano uprzątnąć lub przed zmoknięciem zabezpieczyć, i  to wolny by był nie tylko właściciel sam, ale też i domownicy jego i ci, którzy by z miłości bliźniego w tym mu pomogli. – Wolni też są ci, którzy by w czasie pożaru od ognia ratowali, – ale nie ci, którzy by tylko ciekawie się przypatrywali.

Wiele też matek usprawiedliwia się, że nie mogły być na Mszy św., bo mają małe dzieci... Częściowo słuszna to wymówka, ale nie zupełnie, – bo wtedy żadna matka, mająca małe dzieci, już by na Mszę św. chodzić nie mogła i nie potrzebowała! A przecież tyle matek, które sam znam, najregularniej na Mszę chodzą, a niektóre nawet są co niedziela i u Komunii św. – bez zaniedbania dziatek swoich. – Jak jest więcej Mszy św., to matki powinny się dzielić z mężem i domownikami swymi, żeby one były na jednej Mszy, a inni na drugiej; – a jeśli tylko jedna Msza św. jest w parafii, to wtedy powinny się zmieniać, i w jedną niedzielę zostać w domu, a w drugą iść do kościoła, aby tak choć od czasu do czasu były na Mszy św. Czemuż by matki i tak zrobić nie mogły, jak robią niektóre inne pobożne matki, że się umawiają ze swymi sąsiadkami, i w jedną niedzielę zostaje z dziećmi jedna, a w drugą druga. Mają ludzie pobożni i dobrej woli różne pomysły i przemysły... trzeba mieć tylko dobrą wolę!...

Niepodobna mi tu wszystkich wypadków wyliczyć, – niech więc każdy w razie danej wątpliwości spyta się swego ks. Proboszcza albo spowiednika, aby tę wątpliwość usunąć i w wątpliwości nie działać. Przy tej sposobności zwracam bardzo uwagę twoją na to, kochamy Czytelniku, żebyś nigdy, pozostając w wątpliwości, czy w danym wypadku jesteś od słuchania Mszy św. wolnym, czy nie, z wątpliwością tą nie działał, ale zawsze sumienie swe uformował i moralnie upewnił, bo kto w wątpliwości działa, ten od złej woli, winy i grzechu wolnym nie jest.

A i na to, też uwagę twą jeszcze raz zwracam, że jeśli z powodu słusznej przyczyny Mszę św. opuściłeś, tj. w takich wypadkach, w których cię Kościół św. do słuchania Mszy św. nie obowiązuje, abyś się wtedy z tego, żeś na Mszy nie był, nie spowiadał, – bo wtedy grzechu nie było, a więc i spowiadać się z tego nie potrzeba. A jednak czyni to niepotrzebnie wielu, spowiadając się z tego np. wtedy, gdy ktoś był chory, bo przecież chorym Kościół św. na Mszę św. chodzić nie każe!

28
Nauka o Ofierze Mszy św. / Odp: ( V ) O obowiązku słuchania Mszy św.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:32:41 »
Kto jest do słuchania Mszy św. obowiązany?

Do słuchania Mszy św. są obowiązani wszyscy, którzy już do używania rozumu doszli, a więc i dzieci nawet, mniej więcej od 7-go roku życia swego. A jednak, ileż to dzieci jest tak w miastach, jak i we wsiach, które na Mszę św. nie chodzą! Jeszcze w roku szkolnym, kiedy dzieci wspólnie na Mszę św. uczęszczają, i ks. katecheta lub nauczyciel tego pilnują, to dzieci jako tako chodzą, – ale podczas wakacji, i tam, gdzie ich nie pilnują, to dzieci bardzo mało są w kościele na Mszy św. – tak, jakby nie były do tego zobowiązane. A jednak więcej niż ks. katecheta lub nauczyciel, mają rodzice sami dzieci swych pilnować i od najmłodszych lat do wiernego spełniania obowiązku tego zaprawiać i zachęcać. Najlepiej by było, żeby rodzice brali dziatki swe razem z sobą do kościoła i żeby dzieci były koło rodziców, bo i Mszy nie opuszczą i lepiej się zachowywać będą.

Na wsiach, dzieci zwykle całe lato i podczas nabożeństwa bydło pasą i tygodniami całymi, a nieraz i miesiącami na Mszy św. nie są! I tak nie są w lecie, bo pasą bydło, a i w zimie nie, bo nie mają w czym! O bydło rodzice dbają, żeby głodne nie było i żeby dobrze wyglądało, – ale że dusze ich dzieci głodem giną i na Mszy św. nie są i słowa Bożego nigdy nie słyszą, i wśród tych bydlątek same bydlęceją i jak bydlątka żyją, – o to rodzice nie troszczą się i nie dbają. O jakaż straszna odpowiedzialność przed Bogiem czeka ich za te dusze ich dziatek!

Podobnie powiedzieć można i o majstrach, jak też i o służbodawcach, panach i paniach, nie pozwalających swym terminatorom i sługom chodzić regularnie co niedziela i święto na Mszę św. Bo przecież, chociaż oni są panami i chlebodawcami, jednak jest nad nimi i nad ich służbą inny, większy Pan, mający większe prawa do nich, a który Sam mówi o Sobie:
  • „Jam jest Pan Bóg Twój!... Pamiętaj, abyś dzień święty święcił!”
Dlatego też panowie i panie, słowem, wszyscy służbodawcy, powinni służbie swej na chodzenie do kościoła na Mszę św. nie tylko pozwalać, ale owszem, to nawet ułatwiać. Wiem, że w miejscach takich, gdzie jest tylko jeden kapłan i jedna tylko Msza św., nie mogą zawsze wszyscy co niedzielę być na Mszy św., ale w takich przypadkach służbodawcy powinni ich rozdzielać i tych tylko zatrzymywać, którzy są koniecznie czy to w kuchni, czy przy gospodarstwie potrzebni, a innych na Mszę św. wysyłać, aby tak, kolejno, od czasu do czasu wszyscy na Mszy św. być mogli. Lecz o tym pomówię jeszcze obszerniej.
29
Nauka o Ofierze Mszy św. / We wszystkie niedziele i święta
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:20:24 »
We wszystkie niedziele i święta
jesteśmy obowiązani do słuchania Mszy św. pod grzechem ciężkim.

1. Już w Starym Zakonie rozkazał Pan Bóg w trzecim przykazaniu: „Pamiętaj! abyś dzień święty święcił!  ”. – Żydzi wtedy mieli tylko jedną świątynię w Jerozolimie, w której ofiary składano, a było im przykazane, nawet i dzieciom już od 12-go roku, aby przynajmniej raz w roku do tej świątyni dla składania ofiar Panu Bogu się udawali. My mamy dziś wszędzie pełno kościołów, blisko nas, i prawie we wszystkich Msza św., ofiara Nowego Zakonu, się odprawia; i dlatego Kościół św., ze względu na obowiązek święcenia dnia świętego i ze względu na wielkość i ważność ofiary Mszy św., nakazuje w Imieniu Bożym, aby wszyscy, doszedłszy do używania rozumu, tj. mniej więcej od 7-go roku życia, – co niedziela i co święto uroczyste byli na Mszy św., i to nie na kawałku tylko, ale na całej, i żeby nie tylko na niej byli, ale i nabożnie jej słuchali; – a nakazuje nam to pod grzechem ciężkim i pod utratą łaski Bożej i wiecznego zbawienia, a zarazem pod groźbą wiecznego potępienia.

2. Kościół ma prawo dawać nam rozkazy, zwłaszcza tyczące się zbawienia dusz, – a każdy chrześcijanin ma obowiązek Kościoła św. i jego rozkazów słuchać i je wiernie i sumiennie wypełniać, gdyż Sam Chrystus Pan powiedział:
  • „A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18, 17)
I dlatego, jeśliby kto z własnej winy, bez słusznej przyczyny tego rozkazu Kościoła św. nie wypełnił, i czy to na Mszy św. nie był, albo choćby był, ale jej nie słuchał tak jak powinien, dopuszcza się ciężkiej winy i ciężkiego grzechu przeciw rozkazowi Kościoła św. i samego Pana Boga! Naprzód już dlatego samego, że Pan Bóg kazał nam Kościoła św. słuchać, ale też i dla wielu innych powodów:

a) Panu Bogu naszemu należy się od nas cześć, i tę cześć powinniśmy choć od czasu do czasu publicznie okazywać; a słuchanie Mszy św. jest największym objawem i oddaniem tej publicznej czci Panu Bogu należnej, – jak to powyżej już wykazałem, gdy pisałem, że niczym innym Panu Bogu takiej czci nie oddajemy, jak przez ofiarę Mszy św.

b) Zaniedbanie Mszy św. w niedziele i święta jest też wielką zniewagą Samego Pana Jezusa, który w tej Mszy św. za nas się ofiaruje. Dzwony zwołują nas, jakby w Imieniu Jego do kościoła; On na ołtarz zstępuje, wzywa nas do Siebie na posłuchanie, skarby Swych łask dla nas otwiera... a niejeden, z lenistwa lub dla błahej wymówki, nie słucha głosu Jego i wezwania Jego! Cóżbyś powiedział o takim, którego by sędzia albo starosta, albo, co więcej, – sam cesarz wezwał do siebie, a on by pójść nie chciał?... Czy nie byłoby to winą, a zarazem zniewagą i obrazą sędziego, starosty, a tym bardziej cesarza?... O ileż bardziej jest to obrazą Pana Jezusa!... Dzwony dzwonią do kościoła. W kościele kapłan kielich z Krwią Pana Jezusa podnosi... a niejeden podczas tego w karczmie dzwoni kieliszkami lub szklankami – i podnosi je na zdrowie towarzysza pijaka i na cześć szatana!...

Kiedy żołnierza na wartę lub na wojnę nawet poślą, to on musi iść, czy to we dnie czy w nocy, czy pogoda czy słota, czy ciepło czy zimno... Czy nie prawda?... A jednak, iluż to żołnierzy Jezusa Chrystusa nie idzie, że się tak wyrażę, na tę wartę honorową przed samym Panem Jezusem!

Cesarze i królowie ziemscy mają swój dwór i swych dworzan... Gdybyś był szambelanem cesarskim, a cesarz wezwałby cię na służbę szambelańską, to byś się chlubił z tego... My wszyscy jesteśmy dworzanami Pana Jezusa, a On co niedziela wzywa nas na służbę Swoją! Dlatego to Msza św. w języku słowiańskim nazywa się bardzo ładnie: Służba Boża !

Tym większa to wina, że spełnienie tego obowiązku jest dla nas nie tylko zaszczytne, ale i tak łatwe! Przy innych grzechach możesz się jakoś łatwiej czymś wymówić, np. porywem namiętności, – a tu najczęściej jest tylko proste lenistwo i brak dobrej woli! – Gdyby ksiądz proboszcz po nabożeństwie zapraszał tych, co byli na Mszy św., do siebie na drugie śniadanie... albo choćby stał przy drzwiach kościelnych i częstował piwem lub winem... o, to z pewnością niejeden taki, co do kościoła nie chodzi, częściej by chodził... Ale że Pan Jezus na Swą Ofiarę zaprasza, to nic nie znaczy. Oj, nie będą tacy uczestnikami w niebie uczty Bożej, jak pięknie mówi stare śląskie przysłowie:
„Kto w niedzielę i święta Mszę świętą opuszcza,
Tego Pan Bóg nigdy do nieba nie wpuszcza!”

c) Jest jeszcze inna w tym ciężka szkoda i wina, bo taki, co się w tej mierze zaniedbuje, jest bardzo bliskim utraty wiary i wiecznego potępienia, gdyż on oddala się coraz bardziej od źródła łask Boskich, a nawrócenie jego staje się coraz trudniejszym. Nawrócenie twoje i wyrok na sądzie i cała wieczność twoja zależą od tego Pana Jezusa, którego ty tak zaniedbujesz!...

Zastanów się nad tym dobrze! – i pamiętaj o tym, że opuszczenie Mszy św. w niedziele i święta jest podobnie grzechem śmiertelnym, jak każdy inny grzech ciężki, np. kradzież, pijaństwo lub cudzołóstwo! I gdybyś żadnego nawet innego grzechu nie miał, tylko ten jeden, że ze swego niedbalstwa w niedzielę lub święto opuściłeś Mszę św., i to tylko raz jeden! – i umarłbyś w tym grzechu bez prawdziwego pojednania się z Panem Bogiem, – (czy to przez spowiedź należytą, czy przez wzbudzenie żalu doskonałego za ten grzech), to tak samo byłbyś potępiony, jak za każdy inny grzech ciężki! – I uważaj dobrze, nie za to byłbyś potępiony, że nie byłeś na Mszy św., – ale że nie byłeś na niej ze swego niedbalstwa i lenistwa i przeciw rozkazowi Kościoła św., który Cię do tego pod grzechem ciężkim i pod utratą zbawienia obowiązuje!

Oby to wszyscy zrozumieć chcieli i do serca sobie wzięli, i o tym pamiętali, – bo jakoś tylu tego rozumieć i do tego stosować się nie chce! I niejeden mówi: „ Ja nie mam grzechów, jestem uczciwym człowiekiem; nie kradnę, nie cudzołożę, itd. ”, ale cóż z tego, kiedy na Mszę św. nie chodzi! Uczciwość to pogańska, ale nie chrześcijańska, katolicka!

3. Wspomniałem już powyżej, że mamy obowiązek być nie na kawałku tylko Mszy św., lecz na całej. Prawda, że opuszczenie jakiejś małej części Mszy św. nie jest grzechem ciężkim, chyba gdyby ktoś opuścił część wielką albo którąś z części głównych.

Według nauki teologów grzechem ciężkim jest: opuszczenie wszystkiego od początku aż do ofiarowania włącznie, – a nawet, według nauki św. Alfonsa, byłby grzech ciężki, gdyby ktoś przyszedł już po Ewangelii, a wyszedł już zaraz po Komunii św. – Niechże o tym pamiętają ci, którzy się zbyt spóźniają, tak, że nieraz na ofiarowaniu nie są, jak też i tacy, – a jest ich niestety bardzo wielu! – którzy przychodzą na Mszę św. dopiero po kazaniu, a wychodzą już zaraz po Komunii św.! Tacy nieraz za grzech ciężki sobie tego nie mają ani się z tego nie spowiadają, tak, jak gdyby byli na Mszy św.! Byli, – lecz nie na całej! – a opuszczenie tak wielkiej części już jest wielkim niedbalstwem, ciężką winą i ciężkim grzechem! – A jeżeli tacy ciężko grzeszą, to cóż powiedzieć o tych, którzy zaledwie na kilka paciorków do kościoła wstąpią i całkiem na Mszy św. nie są, albo chodzą tylko na nieszpory! – A wielu tego za grzech nawet nie uważa! Przecież Kościół św. rozkazuje, nie tylko być w kościele, ale być na Mszy św.! – i to na całej! A na nieszporach, choć jest nabożeństwo, lecz nie ma Mszy św.! kilka paciorków zmówić i być na kawałku Mszy św., to nie jest to samo, co być na całej Mszy św.!

Na pociechę jednak niedbałym powiem, że jeżeli ktoś przyjdzie na końcu kazania i jest na ofiarowaniu i potem do samego końca, to chociaż, co prawda, grzeszy, – lecz nie ciężko! – W piekle za to nie będziesz, ale w czyśćcu będziesz! I gdybyś potem w czyśćcu tylko tak długo był, ileś na Mszę św. się spóźnił, to jednak nie byłaby to bagatela!

Kto by jednak nie ze swej winy się spóźnił, a  zaraz potem byłaby druga Msza św. i on by w następnej Mszy św. uzupełnił tyle, ile z pierwszej Mszy św. opuścił, to taki by żadnego grzechu nie miał, byleby tylko Konsekracja czyli Podniesienie i Komunia św. były w jednej i tej samej Mszy św.
Ciężkim też grzechem jest opuścić w środku Mszy św. części najważniejsze, jakimi są Konsekracja i Komunia św. – W wielu kościołach widziałem niestety, że ludzie wychodzą zaraz po kazaniu, a nieraz i podczas samego Podniesienia, aby się napić wody! Wstyd!! Oj będą oni potem, jak ten bogacz Ewangeliczny, pragnąć w ogniu piekielnym, przynajmniej czyśćcowym, kropelki wody dla ochłody... ale mieć jej nie będą!

4. Powiedziałem wyżej, że przykazanie obowiązuje nas nie tylko do tego, aby być na Mszy św., – ale też aby jej należycie z nabożeństwem słuchać! To słuchanie z nabożeństwem polega głównie na tym, aby wraz z kapłanem brać udział we Mszy św., aby wiedzieć, co się podczas niej dzieje, a zwłaszcza, aby uważać na 3 główne jej części, tj. na Ofiarowanie, na Konsekrację, czyli Podniesienie, i na Komunię św. – Wielu, niestety jest tylko ciałem na Mszy św. – a nie duchem, jest w kościele, ale nic nie wie o tym, co się przy ołtarzu dzieje. I tacy nieraz, wyszedłszy z kościoła, musieliby się przyznać, że myśl ich może nawet ani razu nie była z kapłanem, Mszę św. odprawiającym złączona, a może nawet ani razu nie była nigdy prawdziwie w gorącej modlitwie do Pana Jezusa podniesiona! Czyż tacy więc byli na Mszy św. tak, jak powinni? czy jej słuchali uważnie i nabożnie?... Zaiste, że nie!... Zastanówże się, kochany czytelniku, który to czytasz, w jaki sposób ty Mszy św. słuchasz!... I popraw się!

5. Tu jeszcze słówko o tym dodać muszę, gdzie Mszy św. słuchać? Otóż nie ma ścisłego obowiązku słuchać Mszy św. w kościele parafialnym, choć wedle dawniejszego prawa kościelnego taki obowiązek był. Możesz Mszy św. słuchać w jakim bądź kościele czy w kaplicy publicznej – bylebyś był na Mszy św. Ale ponieważ Msza św. w kościele parafialnym jest za parafian, więc jest lepiej słuchać jej w kościele parafialnym.
Mszy św. słuchać masz w kościele a nie na cmentarzu, poza kościołem! jak to wielu niestety czyni i pomimo tłumaczeń, próśb i nalegań kapłanów i wolnego miejsca w kościele, tego swego zwyczaju poprawić nie chcą.

Tacy, co bez słusznego powodu są tylko na cmentarzu, to po prostu powiedziawszy, tak jakby na Mszy nie byli, bo ksiądz na dworze Mszy nie odprawia, a oni nie są w tej łączności z kapłanem. Niechże tacy, a zwłaszcza młodzież, o tym dobrze pamiętają i słowa te do serca sobie wezmą!

Gdyby ktoś nie mógł się z powodu natłoku do kościoła dostać albo ze względu na gorąc i słabość nie mógłby w kościele wytrzymać, to wtedy by grzechu nie miał, gdyby Mszy św. poza kościołem słuchał.
30
Nauka o Ofierze Mszy św. / Jak się podczas Mszy św. zachowywać masz
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marost dnia 2013-04-21 19:05:34 »
Jak się podczas Mszy św. zachowywać masz
 i jak z nabożeństwem jej słuchać, abyś z niej prawdziwą korzyść odniósł.

1. Kiedy masz zamiar pójść na Mszę św., to po drodze ożyw wiarę i przypomnij sobie, dokąd?... i po co idziesz?... Krótko, choć w kilku myślach przypomnij sobie to, czego nas nieomylna nauka Kościoła św. o tej największej tajemnicy naucza, a o czym czytałeś w części pierwszej. – Dlatego potrzeba, abyś tę naukę dobrze znał, i od czasu do czasu sobie ją odczytywał, aby ją sobie lepiej przypomnieć i w pamięci odżywiać. Bo tylko taki będzie podczas Mszy św. prawdziwie godnie się zachowywać, który ma żywą wiarę, i o Mszy św. ma należyte pojęcie i wielkie wyobrażenie. Pamiętaj więc: że idziesz przed Boga Twego, Najwyższego Stwórcę i Pana Twego na posłuchanie, z prośbami swymi, że idziesz na Najświętszą Ofiarę Boskiego Syna Jego!... To więcej znaczy, niż na audiencję do cesarza lub Ojca św.!...

2. Gdy do kościoła wchodzisz, to przy wejściu u progu masz święconą wodę. Pamiętajże o niej i jej znaczeniu. Żegnając się tą święconą wodą, przypomnij sobie jakby kąpiel dla duszy swojej na obmycie jej grzechów, – a mówiąc słowa, przy pokropieniu święconą wodą używane: „ Przez to święte pokropienie, Boże, odpuść me zgrzeszenie!  ” – wzbudź zarazem i żal za wszystkie swe grzechy, bo samo pokropienie bez żalu za grzechy na nic ci się nie przyda. A tak jakbyś brudnym na twarzy nie śmiał stanąć przed Majestatem cesarskim, tak tym bardziej, będąc brudnym na duszy, nie śmiej stanąć przed nieskończonym Majestatem Bożym! Nie możesz, prawda, zawsze się wyspowiadać, ale staraj się zawsze żal za grzechy przed Mszą św. wzbudzić.

3. Gdy do kościoła przyjdziesz, wybierz sobie jakieś dobre miejsce, gdzie spokojniej mógłbyś Mszy św. słuchać i lepiej się modlić. Jeśli miejsce wolne jest w ławce, to najlepiej, – nie dlatego abyś w niej siedział, lecz dlatego, że w ławce mniej będziesz miał przeszkód w nabożeństwie swoim. – Powiedziałem, że jeśli miejsce wolne jest w ławce, to tam dla ciebie będzie miejsce najodpowiedniejsze. Ale zrozum dobrze słowa: jeśli miejsce jest wolne, – gdyż przy ogólnych wspólnych nabożeństwach, miejsca w ławkach powinny być zostawione dla osób starszych i bardziej osłabionych, które ani klęczeć ani nawet podczas całego nabożeństwa stać tak długo nie mogą. Tu miłość bliźniego powinna nas do tego pobudzić, abyśmy zawsze dla osób starszych i chorowitych należyte względy mieli i im miejsca wolne w ławkach zostawili i odstąpili...

Jedna pobożna cesarzowa miała ten zwyczaj, że zawsze podczas całej Mszy św. klęczała. Kiedy ktoś jej na to uwagę zwrócił, ona tak odpowiedziała: „ Żaden z mych sług nie odważy się w mej obecności usiąść, a ja bym miała siedzieć w obecności Boskiego nieskończonego Majestatu? ”.

Widziałem nieraz na Mszy św., zmarłego w roku 1916, cesarza Franciszka Józefa. Dziwnie mnie zawsze budował swą żywą wiarą, pobożnością i pokorą. I tak gdy raz był na Mszy św. w katedrze lwowskiej, choć miał dla siebie tron przygotowany i choć miał już lat przeszło 70, i choć był długą drogą znużony, jadąc z Wiednia całą noc, a na Mszę św. przybył wprost z dworca kolejowego, a jednak podczas całego pobytu swego w kościele nie usiadł ani na jedną chwilkę!... stał aż do Ofiarowania, a potem cały czas klęczał aż do końca Komunii św. i uklęknął jeszcze podczas ostatniego błogosławieństwa. Oby ten przykład naśladowali wszyscy!...

4. Przed samą Mszą św. wzbudź dobrą gorącą intencję słuchania tej Mszy św., ofiaruj tę Mszę św., na jaką intencję jej słuchać chcesz, a zarazem wzbudź pragnienie odniesienia wszystkich korzyści, jakie tylko z niej odnieść możesz, dla siebie i drugich, tak żywych jak i umarłych. A ponieważ powyżej obszerniej ci pisałem o  4 głównych celach Mszy św., więc pragnij te 4 cele osiągnąć. Możesz to uczynić np. w następujący sposób:

Ofiarowanie Mszy św. przed Mszą św.

  • O Jezu Chryste! Jednorodzony Synu Boży, Zbawicielu Mój, któryś dla naszego zbawienia stał się człowiekiem i za nas na krzyżu umarł, a teraz na Prawicy Ojca w niebie zasiadasz, – Tyś dla nas ustanowił tę Przenajświętszą Ofiarę Mszy św., i w niej, z Bóstwem i Człowieczeństwem Swoim zstępujesz na nasze ołtarze i pod postacią chleba i wina rzeczywiście i prawdziwie jesteś obecnym i za nas się ofiarujesz, odnawiając cudownie w sposób bezkrwawy Twą ofiarę krzyżową, – chcę i pragnę teraz być tej ofierze przytomnym z jak największą wiarą i z jak największym nabożeństwem, i pragnę z niej odnieść jak największą korzyść dla duszy mojej. – A mianowicie chcę, o Boże mój, Stwórco i Panie mój Najwyższy, tę Mszę św. słuchać dla uczczenia i uwielbienia Twego Nieskończonego Majestatu, chcę i pragnę wraz z Najmilszym Synem Twoim i przez Niego taką Ci cześć oddać, jaką Ci On oddaje. Obym tej Mszy św. był przytomnym z takim nabożeństwem i z taką czcią, z jaką byli wszyscy Święci Twoi... i z jaką Święci i Aniołowie w niebie, a i tu na tym ołtarzu Tobie, Bogu Najwyższemu, cześć oddają!

    Chcę i pragnę, o Boże mój, w tej ofierze Mszy św. dzięki Ci złożyć za wszystkie dary i łaski Twoje, jakie z Ręki Twej wszechmocnej otrzymałem, za to, żeś ten piękny świat dla nas stworzył, za to, żeś po upadku naszym na świat zesłał Syna Swojego, który nas z upadku podźwignął, Boską Swoją naukę nam przyniósł i męką i śmiercią Swoją nas odkupił i zbawił. – Chcę Ci nieskończone dzięki złożyć za wszystkie Twoje dary na mnie osobiście zlane, żeś mnie stworzył, duszą rozumną i nieśmiertelną obdarzył, na obraz i podobieństwo Twoje, żeś mi dał wszystkie zdrowe zmysły, oczy, którymi na ten piękny świat patrzę, uszy, którymi słyszę, a szczególnie dziękuję Ci za ten cudowny dar mowy... A nade wszystko, dziękuję Ci za dary duchowne; żem się urodził we świętej wierze katolickiej, dzieckiem Kościoła św., żeś mi dał Matkę Najświętszą za matkę moją, Anioła Swego za stróża i opiekuna, żeś mi po upadku w ciężkie grzechy moje w tych grzechach nagłą śmiercią nie pokarał, ale te grzechy moje łaskawie, jak mam nadzieję, odpuścić i przebaczyć raczył. Słowem za wszystko, wszystkie dary i łaski Twoje, które poznaję i których nie poznaję, chcę Ci Boże Mój, dzięki serdeczne złożyć przez Jezusa Chrystusa Syna Twego, – a na podziękowanie ofiaruję Ci tego Najmilszego Syna Twego, w tej ofierze Mszy św. za mnie się ofiarującego.

    Przez tę ofiarę Mszy św. chcę i pragnę dalej, o Boże Mój, przeprosić i przebłagać Cię za wszystkie tak liczne grzechy moje, oziębłości i niedoskonałości moje, którymi Nieskończony Twój Majestat obraziłem, a zarazem uprosić ich przebaczenie i darowanie mi kar, przez nie zasłużonych. Na zadośćuczynienie ofiaruję Ci tę ofiarę Mszy św. i zadośćuczynienia, które Boski Syn Twój, a nasz Zbawiciel, męką i śmiercią Swoją nam wysłużył, a które On, w tej Mszy św. za nas ofiarowuje.

    Chcę i pragnę dalej tę ofiarę Mszy św. ofiarować Tobie, Boże Mój, i za wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, a najbardziej za dusze tych, którzy za życia swego cokolwiek mi dobrego zrobili, za dusze N. N.... (tu wymień te dusze, które szczególniej miłosierdziu Boskiemu pragniesz polecić).
    Chcę i pragnę przez tę Mszę św. uprosić wszystkie łaski potrzebne dla całego Kościoła, dla Ojca św., dla naszego ks. Biskupa i proboszcza, i dla całej mej rodziny, i wszystkich dobrodziejów moich, i dla tych, którzy za mnie się modlą, i moim modlitwom polecają.

    Chcę i pragnę wreszcie, przez tę Mszę św. od łaskawości i dobroci Twej uprosić sobie i otrzymać te łaski, których ja sam najbardziej potrzebuję, a osobliwie łaskę szczerego nawrócenia i powstania z mych grzechów, łaskę zwyciężenia mych pokus, łaskę trwania w dobrym i szczęśliwej śmierci. Błagam Cię też o te wszystkie łaski, o których Ty wiesz, że ich potrzebuję, a  najbardziej... (tu wymień te łaski, o które chcesz prosić).


5. Kiedy kapłan ze Mszą św. wyjdzie i Msza św. się rozpocznie, to wyobraź sobie, jakbyś był świadkiem pierwszej Mszy św., odprawionej przez Samego Pana Jezusa w wieczerniku, lub krwawej Ofierze Jego na górze Kalwarii, i wzbudź akt żywej wiary w tę ofiarę Mszy św. i w prawdziwą i rzeczywistą obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, – we Mszy św. za ciebie się ofiarującego. – Uważaj dobrze na poszczególne części Mszy św., które dobrze znać powinieneś (a które wyłożę ci i wytłumaczę w następnej części), – i podczas nich odmawiaj odpowiednie modlitwy, do nich zastosowane, ale pamiętaj, żebyś tych modlitw nie odmawiał tylko ustnie, bo taka modlitwa zupełnie nie jest modlitwą, i o takich mówi Pan Jezus:
  • „Lud ten chwali Mnie ustami, a serce ich daleko jest ode mnie”.
Szczęśliwi są ci, co umieją się modlić bez pomocy książki, czytając tylko we własnej swej duszy i sercu, lecz takich niestety jest bardzo mało! Kiedy więc bez książeczki do modlenia modlić się nie umiesz, czemu idąc na Mszę św. nie weźmiesz książeczki ze sobą, lub gdy ją masz czemu z niej się nie modlisz?... Czemu się nie postarasz, aby wszystkie dzieci twe książeczkę do modlenia miały i z nią do kościoła szły, i z niej się modliły? Rodzice bardzo na to uważać powinni! – Jeśli czytać nie umiesz, to staraj się odpowiednie mieć uczucia i choć krótkie akty strzeliste wzbudzać, albo choć cząstkę bolesną różańca odmawiaj. Niejeden jest na Mszy św. tak bezmyślnie, że gdy wyjdzie z kościoła, to mu sumienie jego może dać to smutne świadectwo, że przez całą Mszę św. myśl jego ani razu nie była przy Panu Jezusie! ani razu ciepło i serdecznie nie odezwał się do Niego!...

Kiedy kto do studni idzie czerpać wodę, to musi z niej czerpać, i tyle jej tylko nabrać może, jakie naczynie przyniesie i jakim czerpie. Podobnie rzecz się ma i z odniesieniem pożytku ze Mszy św., która jest niewyczerpaną krynicą łask Boskich; musisz sam z niej czerpać, a tyle jednak tylko z niej zaczerpniesz, ile przez modlitwę pobożną czerpać będziesz!... Dlatego też szatan wiedząc o tym, tak odniesieniu pożytku ze Mszy św. wszelkimi możliwymi sposobami, zwłaszcza niepotrzebnymi myślami, roztargnieniami i pokusami przeszkadzać usiłuje.

Jeśli lud cały wspólnie śpiewa, a pieśni te znane ci są, to śpiewaj razem ze wszystkimi, bo jak mówi przysłowie: kto śpiewa, podwójnie się modli. Na chrzcinach, weselach i przy innych zabawach to niejeden tyle różnych pieśni umie i chętnie śpiewa, w kościele nieraz i na procesjach ani ust nie otworzy! Wielu wstydzi się z ludźmi razem Panu Bogu śpiewać!... Oj nie wiem, czy będą oni Bogu w niebie hymny pochwalne nucić!... – Ale tu znowu tę samą uwagę ci zrobię: śpiewaj ze zrozumieniem tego, co śpiewasz, bo inaczej śpiew ten nie byłby całkiem modlitwą! – A niestety, jak często to się zdarza, że ludzie śpiewając nie tylko zupełnie nie rozumieją tego, co śpiewają, ale nawet przekręcają słowa śpiewu, które przekręcone żadnego znaczenia nie mają, a nawet nieraz są nonsensem czyli głupstwem! Np. przy śpiewaniu Godzinek do Matki Boskiej, ileż tam nieraz jest przekręceń i dziwolągów! – Przy śpiewie uważaj też i na to, aby się głosem swym nie chcieć popisywać, aby nie śpiewać dla przypodobania się ludziom, – bo tym samym już byś całą zasługę stracił!
Jak podczas pojedynczych części Mszy św. zachować się, napiszę o tym w następującej części, gdzie będę pisał o poszczególnych częściach Mszy św.
Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10